02.09.2016, 18:37 | miłość
singielka

Obraz mojego nieszczęścia w miłości obrazuje wczorajszo-dzisiejsza sytuacja.

Wczoraj.
Pod nieobecność taty pilnuję jego firmy usługowej. Przychodzi klient ok 25 lat na oko. Śliczny blondynek, z pięknymi niebieskimi oczami, ok 180cm wzrostu.
On: Mam do zrobienia to i tamto ze studiów, i jeszcze wziąłbym to razy 3 w jakiej cenie będzie? 
ja: 22 zł za sztukę chyba, mam nadzieję że nie więcej bo kiedy tu częściej pomagałam to za tyle było ;) Nie chciałabym Pana oszukać. 
On: dobra, to ja najwyżej jutro ureguluje przy drugim zamówieniu. 
ja: ja bardzo przepraszam, po prostu od dawna nie pomagam tacie i nie wiem jak z cennikami tego asortymentu, studia mnie wciągnęły i nie mam kiedy...
On: a to co Pani studiuje?
ja: właśnie rozpoczynam doktorat z xyz
On: uuuuaa! tutaj czy w Krakowie?
ja: tutaj, tutaj :) 
On: mhmn, no to powodzenia :D
Uśmiechki heheszki. No fajny fajny, serio ;) "Pukałby jak Jehowy do drzwi..."

A propos Jehowych...

Dzisiaj.
ja: Tato, ale był klient uhuhuhuu zacny, zacny. wiesz jak zrób? Poproś o nazwisko gdy złoży zamówienie, żebyś wiedział na jakie wydać, a ja go na Face złapie później ;D
[4h później]
ja: i co i co, był ten przystojniaczek? ;D
tataTrefl: mówisz o tym księdzu?! 
ja: o ksiedzu?!?!?! ale tym od tegotamtego ze studiów?! 
TataTrefl: no tak
ja: ale ten śliczny niebieskooki blondas?! ten młody?!
TataTrefl: hahahaha no tak.

Przynosi mi jego zamówienie, patrzę nazwisko, wklepuje w Facebooka. Zdjęcie w koloratce i sutannie.

BADUM TSSSSS. Kurtyna. 




06.09.2016, 21:36 | przyjaźń
HELOŁ?

Wydaje mi się, czy mój kolega ze studiów mnie zarywa? Komplementuje, na spotkanie po latach przyszedł w koszuli podczas gdy ja byłam w dresie i t-shircie... aż mi się głupio zrobiło! Dziś mówi o korepetycjach u pani dr... Co tu jest grane?! 

na bank mi się coś ubzdurało. BANKOWO.




14.09.2016, 17:04 | Bez kategorii
wyszłam za mąż, zaraz wracam!

Nie pisze bo jest zajebiście, a ta kobieta znów mi spieprzy passę ;) Wybaczcie. Wrócę za chwilę!



16.09.2016, 16:35 | miłość
podchody

BratTrefl: wiesz ze mam numer do tego Przystojniaka z Baru? Umówiłem się z nim na pokera
DamaTrefl: Ty jemu mój numer daj, a co mi z jego numeru? to facet ma się starać.

kilka dni później
BratTrefl: hahaha zobacz, odszyfruj to... 
Po czym pokazał mi smsa pisanego pod wpływem, mniej więcej treść: "[tu numer telefonu] napisz napisz nr /imię przystojniaka/ wyślij na to to numer numer damy trefl" 

Także tak. A telefon milczy. A ja zaraz wyjeżdżam, moralne wyrzuty sumienia nadal mi nie pozwalają flirtować... 




18.09.2016, 15:09 | rodzina
fuck rak

Od kilku lat odczuwam bóle w lewej piersi. Badania niczego jak dotąd nie wykazały, a ja się muszę notorycznie z tym zmagać. Nie czuję guzków, ani wgłębień, ale czuję niesamowity ból przypominający siniak/krwiak. Mój stres z tym związany jest też chorobą mamy i w się przyznam się iż na piersi i dłonie nigdy u siebie nie narzekałam bo uważam, że akurat to mi się w sobie podoba. 

Mój 19 letni brat (!) poszedł na usg piersi bo przygotowuje się do służby wojskowej i komplet badań musi posiadać.Brat od 13 roku życia ćwiczy na siłowni, wiele z siebie daje by dostać się do wymarzonej pracy na rzecz kraju.  Na badaniu wyszło mu, że ma guzki w okolicach sutka. Mama zabrała go do swojego onkologa by przebadać jego stopień złośliwości. Zadzwoniła z kliniki "złośliwy". Tata aż rzucił słuchawką i wyszedł z domu. Tak wkurwionego nie widziałam go chyba od śmierci babci (jego mamy). Wrócił po chwili i powiedział o co chodzi. Porażające. Zwłaszcza, że to najmłodszy członek rodziny. To było miesiąc temu. Jutro brat ma operację wycięcia guza. kariera w wojsku została właściwie uniemożliwiona. 

Jak to możliwe, by w jednej rodzinie było tyle tragedii? 
- mama chora na raka piersi z przerzutami
- tata ma nadciśnienie, chore serce i żołądek
- brat miał nowotwór kości w wieku 13lat i zerwanie wiązadeł w barku sprzed kilku miesięcy
- siostra była w śpiączce kilka dni po zabiegu wycięcia migdałków
- brat miał wypadek w wieku 3lat i teraz raka
- ja niedorozwój kości. 
Kurwa, no jak?!

Namówcie swoich partnerów i rodzinę na badania pod kątem raka. Proszę, zróbcie to dla Was i dla nich. 




20.09.2016, 21:05 | przyjaźń
przyjaźń czy...

Wczoraj widziałam się z TKINCZem. Uderzenie gorąca jak za dawnych lat. Wracam do domu, a TataTrefl "stara miłość nie rdzewieje, co?". Przyjaźń. Dzisiaj siostra przychodzi i mówi: "nie mówiłaś, że TKINCZ był wczoraj, nie wiedziałam, że masz randkę!". Na litość boską! To tylko przyjaciel. 

Choć 2-lata chciałam by było znacznie więcej.




23.09.2016, 15:25 | kariera
Magia

Gdy byłam mała wyławiałam z zupy ziele angielskie "piperzyki". Mama wmówiła mi, że jak się w zupie trafi i pomyśli się życzenie to się spełni. Jestem już dorosła, a w każdej zupie szukam pieprzyków by móc wypowiedzieć życzenie. Od wielu wielu lat się w to bawię. Teraz też. Powiedziałam sobie, że chcę się obronić, dostać na studia III stopnia i zdać to prawo jazdy. 
Pieprzyki działają :) 





26.09.2016, 11:22 | kariera
multitasking

Jestem przeziębiona więc mam chwilę by do Was naskrobać więcej słów niż te ostatnie półsłówka. 

Studia
Moja przygoda ze studiami się nie skończyła na uzyskaniu tytułu magistra w czerwcu. Odkładałam decyzję o tym doktoracie aż do ostatniego tygodnia. Napisałam prośby o zaopiniowanie mojej osoby do dwóch promotorów: z licencjatu i magisterki. Takie mi słowa piękne napisali, że hoooohohoho aż się wzruszyłam "osoba ambitna, kreatywna, uprzejma i przyjacielska w stosunku do kolegów" ;) jasne! Egzamin kwalifikacyjny był mega stresujący. Na 10 miejsc przyszło ponad 20 osób... a może nawet do 30. Nie spodziewałam się aż tylu chętnych. Rozmowa była krótka, skupiłam się na planach co do dalszego rozwoju tematyki, którą dotychczas się zajmowałam, najnowszych trendów w tym obszarze i mojej działalności prospołecznej. Wyniki  się przedłużały w nieskończoność, ale w końcu po 4 dniach dostałam informację iż... DOSTAŁAM SIĘ :D 
Teraz sobie myślę "po co mi to?" "czas dorosnąć, iść do pracy" "w co ja się wpakowałam na kolejne 4 lata, a później całe życie?" "co mi odwaliło?!". Ale jestem zdeterminowana by to dokończyć i móc się podpisywać dr DamaTrefl. Losie! Jak to brzmi hehehehe!

Prawo jazdy
Tydzień przed egzaminem na studia miałam egzamin teoretyczny. Bardzo się stresowałam, ale koncentrowałam się na sukcesie i jeszcze żartowałam z siostrą, że ba dziewczyna z wioski zawstydzi województwo i trzaśnie 100%. Poszłam do sali, siadłam przed komputerem i to było najdłuższe 20 min w moim życiu. Gdy wyświetlało się ostatnie pytanie serce mi waliło jak nie wiem co. Obiecałam sobie, że nie będę przyśpieszała kursu i poczekam aż się skończy odliczanie. Wynik na zielono: ZDAŁAM! Uff... ja patrze na punktacje pod spodem... 100% :D no to zaszalałam jednym słowem. 
Później 3 tyg oczekiwania na egzamin praktyczny. Myślałam, że zejdę w poczekalni tym bardziej, że większość zdających tego dnia nawet łuku nie zrobiło poprawnie. Ja od miesiąca nie siedziałam za kierownicą, nie dokupywałam godzin bo szkoda mi był 70zł... Wywołali mnie z 20 minutowym opóźnieniem. Mój egzaminator był starym dziadziuszkiem, od początku sceptycznym. No ja w końcu nie zdaje na normalnym aucie tylko tym podstawianym przez szkołę jazdy i dostosowanym do mojej niepełnosprawności. Przedstawił się, sprawdził pesel i powiedział jakie mam zadania z obsługi. Światła powtarzałam kilka dni wcześniej z TKINCZem, stąd to spotkanie. Niestety te światła źle wskazałam za 1szym razem ale dał mi możliwość się poprawić. Z resztą poszło już gładko. Łuk zrobiłam idealnie, górka to w automacie żaden problem. Problemem natomiast była moja drgająca noga, która obsługiwała cały samochód. Tak się trzęsła, że nie mogłam się opanować... Wyjechałam na miasto i choć egzaminator mnie wsadzał na najgorsze trasy (remonty, pobliże szkoły i piesi chodzący jak swięte krowy...) to nie dałam się sprowokować. Raz przy zmianie pasa mimo iż zerknęlam w lusterka to samochody nadjechaly ale zdążyłam tylko do środka wyjechać, bez przekraczania pasa i schowałam się na swój pas, zwalniając. Nie zdążył nacisnąć hamulca więc egzamin trwał nadal. Jest to traktowane jako błąd przy zmianie pasa ruchu ale nie straciłam pewności siebie i kontynuowałam jazdę. Ponieważ na całym kursie robiłam w sumie tylko dwa parkowania, te które miałam zrobić na egzaminie robiłam zaledwie RAZ. Miało być parkowaniem "karnym" bo instruktorzy mówili że jak ktoś chce nas oblać to na pewno to da. Dał parkowanie równoległe tyłem. Zrobiłam idealnie. Wyjeżdżamy i wracamy do WORDu. Parkuje na placu, widzę kątem oko zestresowaną siostrę. "Jeździ pani bardzo dobrze, tutaj było jedne zachowanie niewłaściwe które spowodowało też i te konsekwencje ale ogólnie egzamin kończy sie wynikiem POZYTYWNYM". Jezu! MAM TO!!! Za pierwszym razem!!! 

Rodzina 
Mama kilka dni temu rzuciła, że zakup auta jest głupotą i żebyśmy do wiosny poczekali. No kurwa mać. Co za typeska. A to dlatego, że byłam z TatąTrefl oglądać jedno i kilka w necie sprawdzaliśmy. Dziś rano byłam w banku wyciągnąć wszystkie oszczędności na ten samochód, który kupić MUSZĘ bo ostatnio mam uczucie jakby kość w kikucie była złamana i to już nie tylko dolegliwości mięśniowe mnie męczą, ale również i to. Ona tego nie rozumie. Nie potrafi. Nie akceptuje tego, że będę niezależna. Samochód który oglądam i chcę kupić kosztuje niecałe 10 tysięcy. jej kosztował 17 tysięcy, drugie tyle kosztował drewniany domek, który kilka lat temu postawiła sobie na działce. Po co taki duży i drogi? Bo Mamusia taki chciała żeby się popisać przed sąsiadami. No ale mi na auto = nogi już nie chce dać. Powiedzcie mi gdzie tu jest logika? Darła na mnie ryja dobre 15 minut, że się dogaduję z tatą za jej plecami, że ona jest śmieciem i nic nie znaczy. No a jak jej powiedzieć i coś wytłumaczyć skoro ona wszystko jako atak odbiera?I tak oto jestem wyrodną córką bo chcę w wieku 27 lat kupić samochód, do którego się dokładam, który będzie moimi nogami, który pozwoli mi jechać na konsultacje medyczne do POZNANIA, gdzie jest lekarz który zamiast amputowac mi nogę może ją uleczyć? No czemu ona jest taka kurwa tępa?! I jak ja mam żyć w tym domu? Nie mam już siły słuchać tej jej zazdrości, hejtu i prostackich uwag. Zrobiłam co w mojej mocy by skończyć studia, dostać się na doktorat i zdać prawo jazdy mimo, że miałam pod górę bardziej niż ona... Kurde, ja z siebie daje naprawdę bardzo wiele, a nie mam nawet pochwały i wsparcia. 

Moje sukcesy zajęły mi dokładnie 84 dni. Tylko tyle potrzebowałam by wszystkie 3 "schodki" pokonać. Jestem magistrem, doktorantką i kierowcą. Jestem z siebie zadowolona i czuję się jak władca świata :)