01.09.2012, 16:30 | ja/moje
bliżej ideału

W spełnianiu marzeń jestem mistrzem. Staram się spełniać je wszystkie. Malutkie, drobniutkie, większe, średnie i te naprawdę gigantyczne. Nie widzę sensu w mojej egzystencji więc urozmaicam ją sobie dzięki spełnianiu zachcianek.

Tatuaż!



12.09.2012, 22:00 | kariera
gwiazdor

Zrobiłam krok do przodu. Kolejne marzenie realizuję. Dużo czasu zajęło mi przekonanie siebie samej, że warto zaryzykować, że właściwie stracić mogę tylko dobre imię, ale to nie powinno mnie przerażać bo już coś na ten temat wiem. Chciałam pomagać ludziom po amputacjach. Dzieciom. Chciałam pomagać dzieciom i młodzieży dla których utrata palców, rąk czy nóg to katastrofa katastrof. Ja to rozumiem bo sama przez to przeszłam więc łudzę się, że mam coś na ten temat do powiedzenia. Więc mówię. Od niedawna mówię.

Zaniedbałam ten blog odrobinę bo przygotowywałam się do pierwszego mojego filmu na YT. Przygotowywałam się psychicznie, fizycznie i technicznie. Ale jest. Na obecną chwilę stoję na krawędzi pewności. Czy dobrze zrobiłam? Może jednak skasować? Zostawić ten ale innych nie dodawać? Dodać kolejne póki mam pomysły? W jakim kierunku to pójdzie? Co zrobię jeżeli pojawią się obraźliwe komentarze? Jedna wielka niewiadoma.

Może być tak, że zostanę zmuszona do zmiany loginu tutaj. Ponieważ konto na YT pokrywa się z nickiem stąd. A jeżeli akcja się rozkręci to nie chcę by ktoś miał dostęp do prywatnych rozważań na temat mojego jestestwa.



18.09.2012, 00:30 | ja/moje
zwątpienie

Mam od kilku dni "chwilę" zwątpienia. W siebie. Czuję się jak najgorsze gówno.

Uświadomiłam sobie wczoraj jaka byłam naiwna, jak wiele szans na normalne życie zaprzepaściłam, ile uliczek do lepszego życia minęłam... Czytałam pierwsze wiadomości z Jedynym. Czytałam smsy jakie wymienialiśmy po 1.5 rocznym związku. Nie mogę uwierzyć w to, że nie miałam siły by to zakończyć na tamtym etapie. Pozwalałam na dalsze szarpaniny i przepychanki wiedząc, że nigdy między nami się nie ułoży. Cholernie żałuję straconego czasu. Doświadczeń nie.
Kiedy sprawdziłam w senniku znaczenie dzisiejszego snu "pogodzenie się z kimś" moim rodzicom od razu przyszedł do głowy właśnie On. Zaprzeczyłam. Nie chcę zgody. Nie chcę by to wracało i teraz wiem, że nie wróci. Mam na stałe wyryte na skórze, żeby mieć do siebie szacunek. Nigdy tego nie zmarnuję. Tylko tak strasznie mi przykro, że moi rodzice tak często o nim wspominają i mają nadzieje lub prowokują do wyznań na Jego temat. Dla mnie ten temat jest zamknięty.

I jest inna sprawa, która nie daje mi spokoju. Moja egzystencja. Mam wrażenie, że się nie sprawdzam w roli człowieka. Jestem taka... we wszystkim do niczego. Po prostu. Kiepska ze mnie siostra, córka, uczennica/studentka. Nie mam przyjaciół bo i w tej roli się nie sprawdzam. Mężczyzny też próżno w moim życiu szukać. Eh. Panicznie boję się tego, że skupię się na tym i zapomnę o celu jaki mi przyświeca. Przecież ja nie mam serca, nie potrafię czuć wyżej. Ja mam się uczyć i być samodzielna. Nie potrzebuję do tego ludzi.
A jednak rozpaczliwie się ich chwytam i cierpię gdy ode mnie odchodzą.



24.09.2012, 23:00 | filozofie
zmagania z marzeniami

Za każdym razem przychodzę tutaj z nadzieją, że będę mogła opowiedzieć o czymś pozytywnym. Małe pozytywne drobiazgi zaskakują mnie każdego dnia i mogłabym raz na jakiś czas o nich wspomnieć zamiast tylko narzekać.

Od kilku tygodni starałam się załatwić sobie kilka prelekcji w szkołach średnich w moim mieście. W końcu w piątek podopinałam wszystkie sprawy i dziś gościłam w moim starym liceum. Typowa męska szkoła. Technikum i zawodówka. Liceum od 2lat nie istnieje. Początkowo ustaliłam 4h zajęć, ale dzisiaj na rozpisce okazało się, że mam 5h "wykładów".
Zaczynałam od klasy brata na 8rano. Bałam się strasznie ale nie wystąpienia a jego wychowawczyni. Sorka bowiem wystawiła mi jedyną 2 na świadectwie maturalnym. Z niemieckiego. Taka straszna kobieta to była w moich wspomnieniach. Dziś, gdy jestem na etapie kończenia studiów okazała się być tak uprzejma i pomocna, że aż zaczynam się dziwić, że zrobiłam z niej w swojej głowie okropnego potwora. W sumie równa z niej kobieta i teraz, o przeprowadzeniu tylu zajęć z tymi uczniami nie dziwie się, że wprowadza na zajęciach iście wojskową musztrę...
Miałam 2 kolegów do pomocy, których porwałam sorce na te 5h lekcyjnych. Świetni, szkoda że tacy młodzi ale lepiej trafić nie mogłam.
Kolejne zajęcia były pasmem porażek. Jeszcze dwie następne klasy były do ogarnięcia ale już ostatnia klasa to totalne zwłoki. Nie udało mi się z nich już nic wykrzesać. Sama też opadłam z sił i miałam serdecznie dość gadania w kółko o tym samym.
Tematyka zajęć? Transplantologia, Tolerancja, Agresja. Wszystko to o czym powiedzieć warto i warto też o tym posłuchać. Ale chyba tylko ja mam take zdanie bo młodzież szkolna nie słuchała, przeszkadzała, nie pomagała, nie odpowiadała na pytania... To była masakra.
Miałam zawieźć dzisiaj dokumenty do liceum siostry ale naprawdę byłam padnięta i półprzytomna po tych 5godzinach zajęć i marzyłam tylko o ciepłym łóżku i kocyku.

Inne pozytywy? A no właśnie takie, że pewnej tutaj nocy a właściwie wieczorem, mój kolega z poprzednich studiów o którym Wam kiedyś pisałam powiedział, że coś do mnie czuje. Nazwał to miłością, kochaniem ale był w stanie upojenia więc nie skomentowałam. Poza tym ja nie odwzajemniam tego. Zależy mi na Nim. Mogłabym powiedzieć, że kocham Go jak brata ale to chyba nie ten rodzaj miłości... Powtórzył wyznanie dzień później, już w formie pisemnej więc może nie była to tylko procentowa fatamorgana. Narazie nie chcę o tym myśleć, brać tego na serio bo mój dystans do wyznań jest zdrowy i chciałabym by trwał i trwał tak długo póki nie będziemy mieli okazji się spotkać i na poważnie porozmawiać o ewentualnych "Nas".

Odwiedził mnie TKINCZ ostatnio dwukrotnie. Mam wrażenie, że wszystkie dobre uczucia jakie kierowałam w Jego stronę wyparowały. Jest mi całkowicie obojętny. I może właśnie dlatego tak mnie rażą Jego napastliwe spojrzenia, uśmieszki, podteksty. Kiedyś inaczej to odbierałam. Dzisiaj mnie to po prostu drażni. I tak sobie pomyślałam, że to nawet dobrze, że nie będziemy się już spotykać na uczelni to może uda mi się ograniczyć znajomość do zwykłych uprzejmości. Nie chcę powrotu tego co było.

A z frustracji?
Nie będę ukrywała, że wkurwia mnie to, że moje koleżanki i koledzy wychodzą za mąż czy żenią się, zaręczają się, zakładają rodziny. Czasami też czuję się już na to gotowa. Ale nie potrafię się przełamać. Nie potrafię czuć więcej. Nie chcę znowu przechodzić przez takie piekło jak z Jedynym. Nie chcę nabijać sobie licznika związków, partnerów. Ja po prostu... nie nadaję się do tego. Nie czuję się odpowiednią kandydatką na żonę czy matkę. Ba! ostatnio nie widzę się nawet w roli dziewczyny/partnerki. Znam trochę facetów, rozmawiam z nimi o wielu sprawach. Dlatego może nie chcę być z żadnym bo wiem jakie mają chore myślenie. Nie chcę marnować się u boku kogoś tak ograniczonego do dupy czy cycków, a to liczy się dla każdego faceta i nikt mi nie wmówi, że jest inaczej. Nie chcę być z kimś tak obrzydliwym. Po prostu. I nie chcę by kolejna męska kurwa mogła sobie mnie dopiąć do kolekcji seks dziuń i to ze specjalnym odznaczeniem: inwalidka. Nie no, po prostu mi to nie pasuje i już. Singielka to też spoko stan. Muszę tylko w to uwierzyć.



28.09.2012, 21:30 | filozofie
życie i nieżycie

Zaskakuje mnie ten świat. Jego realia.

Sama bardzo często myślę by wszystkim pierdolnąć i się powiesić czy zrobić cokolwiek by zniknąć z tego świata. Te myśli są już częścią mnie. Ale to nadal tylko myśli. Kolejny młodziutki chłopak postanowił dać mi dzisiaj przykład jak to się robi. To już nasty przypadek w ciągu tego tylko roku. Trzeci czy nawet czwarty w przeciągu ostatniego miesiąca. Szok. Jakie można mieć problemy w wieku 16-19 lat? Przepraszam... Że Cię chłopak/dziewczyna rzuciła? Heloł? Będzie następny/a! Jedynka z klasówki? Błagam! można poprawić. Choroba? Każdą da się pokonać, kwestia nastawienia. Koledzy śmieją się z orientacji? Nosz kurde, to wolny wybór każdego z nas. Preferujesz chłopaków, Twoja sprawa. Skoro wiesz, że właśnie taki jesteś i tego nie zmienisz to olewaj słowa innych. No jaki?! Jaki może być powód?! Nie widzę żadnego. Ja, po tylu przejściach najróżniejszego typu, nie widzę powodu dla którego można byłoby zrobić coś takiego rodzinie i najbliższym.

A moje powody? Błahe. Ot nieakceptacja siebie, swojego wyglądu i osobowości, załamanie tym że mieszkam pod jednym dachem z oprawcą i katem, choroba, brak tolerancji ze strony rówieśników, brak znajomych i przyjaciół. Jedyna osoba jaką pokochałam wiele lat robiła ze mnie kurwę, a nagminnie mnie zdradzała i oszukiwała. Brak sensu dalszej egzystencji.
A jednak dalej żyje. Żyję bo mam nadzieję, że los się odmieni. Że przyjdzie ten dzień, w który tupnę nogą i powiem "dość!".