16.09.2018, 19:13 | ja/moje
wartości terapii

Moje życie od roku to totalna rewolucja.
Terapia u psychologa pomogła mi ogarnąć swoją złość w stosunku do siebie i świata, spojrzeć z dystansu na wiele rzeczy, znosić z pokorą krytykę i przyjmować lekcje, które dotychczas wypierałam.
Myślę, że bez terapii mój związek by nie przetrwał nawet 3 miesięcy, a trwa on po dziś dzień i chociaż zdarza się, że w nas wątpię to brnę w to, bo jestem szczęśliwa :)

I moje życie społeczne również się zmieniło. Choć ograniczone to kontakty z Przyjaciółką z dzieciństwa i obecną Friend układają się pomyślnie. Moim problemem jest jednak niedoczas, który pozostawia te znajomości na uboczu mojego życia. Niestety.

Planuję zmiany w życiu zawodowym i odrobinę większą samodzielność. Chciałabym urzeczywistnić swój american dream w przyszłym roku i przeprowadzić się, i w końcu godziwie zarabiać.

Musze kupić zeszyt i wrócić do prowadzenia pamiętnika pisanego.



06.06.2018, 18:31 | ja/moje
watpliwości

Jestem zbyt skomplikowana by sobie radzić w społeczeństwie i tworzyć stałe, wartościowe relacje.



12.03.2018, 21:55 | ja/moje
umysł mi przeszkadza kochać

A może jednak nie mam na co narzekać?



27.01.2018, 20:47 | ja/moje
burza i tęcza

Cały czas chodzę na terapię i powtarzam sobie, że to nie jest wyrzucanie kasy w błoto lecz inwestycja. nawet jeżeli nie przynosi jeszcze kokosów. Ale nie poddaje się, chcę ją kontynuować.

Mama spontanicznie wyrwała się na życiowego giganta. Spadły na mnie obowiązki utrzymywania domu, sprzątania, gotowania, prania i dbania o rodzinę. Fajnie jest po tym 7-godzinnym maratonie pracy i 5-godzinnym przy garach przeczytać na instagramie pod zdjęciem siostry jak to ona wszystko musi robić, ma tak wiele na głowie i tyra na 3 etaty. No przyjemnie bardzo. Gdy wyrywa mi z ręki kolejny raz odkurzacz ze słowami "bo znowu będziesz mówiła że wszystko Ty robisz" to odwarkuję "a teraz to ja będę musiała czytać jak wszystko robisz właśnie Ty". Kurtyna.

Brat nie pracuje więc nie dorzuca się do mieszkania. Mi ledwo obstaje, przez terapię gdzie zostawiam 300zł miesięcznie. Nie dopinam budżetu, brakuje mi kasy. Jeżeli wszystko pójdzie po mojej myśli tych wydatków wyjdzie mi jeszcze więcej - skąd na to mieć kasę i czas by ją zarabiać? Jestem rozgoryczona.

W pracy bywa ciężko, zwłaszcza gdy ludzie za plecami komentują Twój nowy tatuaż. mamy dwóch wydziaranych facetów (rękawy) na stanowiskach menago i dyro - to jest w porządku, kobieta na najniższym szczeblu już im nie pasuje. CHUJKI. I kto to komentuje? Exio, który nie ma prawa głosu co do mojego wyglądu, sposobu życia i czegokolwiek. Idź Pan w maliny.

Mimo wszystko chyba idzie dobre, a przynajmniej mam taką nadzieję :)



11.01.2018, 21:22 | ja/moje
nauczka

Nie popełniaj starych błędów Damo. Nie popełniaj...



11.10.2017, 22:46 | ja/moje
ciuchcia

Jest nijak. Choroba za chorobą, coraz gorsze samopoczucie psychiczne i niepowodzenia życiowe. Masakra. Wykoleiłam się.



27.08.2017, 19:03 | ja/moje
na plusie

Jestem bardzo stara. A od tego weekendu starsza o kolejny rok.
Pocałował mnie. 3 razy. A ja pomyślałam, jakie to dziwne... bo nigdy nie całował mnie w policzek. Nigdy wcześniej.

Muszę notować swoje myśli znacznie częściej, jeżeli terapia ma mi pomóc. Ten blog będzie jej częścią.



16.08.2017, 21:16 | ja/moje
takiej mnie nie znacie

Stosunkowo udany długi weekend upewnił mnie, że mistress też ze mnie żadna. Do niczego już jestem.



08.08.2017, 22:46 | ja/moje
(de)mentor

To egoistyczne... ale chciałabym nauczać innych. Żyć. Nie wiem jak to wyjaśnić. Chciałabym by ludzie sie ode mnie uczyli, widzieli inspiracje i podnosili swoje życie do tych wyższych wartości. Chciałabym by ktoś widział we mnie dobro i z niego czerpał. Chciałabym ludziom pokazywać, że można więcej, inaczej, może lepiej. Że można. Wszystko.

I ja chciałabym się uczyć od ludzi jeszcze więcej. Dużo więcej. Mam nadzieję, że dzisiaj jest ten dzień, w którym otworzyłam swoją książkę i zacznę ją pisać. Spisywać lekcje od życia i ludzi.

Nowy początek. Dla samej siebie.



07.07.2017, 19:08 | ja/moje
zlepek myśli

Czasami mnie przeraża jedna myśl. Wizja siebie, takiej jak teraz albo w jeszcze gorszym stanie zdrowia. Naprawdę czasami nie mogę spać gdy uświadomię sobie jakim wrakiem jestem. Mówię o zdrowiu i swoich (nie)możliwościach życiowych, które się na nim opierają.

Mam bliską koleżankę w pracy. Nie wiem jak to się stało, gdzie się spotkałyśmy ale zawsze mi dobrze życzyła i ona, jako jedyna, naprawdę szczerze cieszyła się moim samochodem. Bardzo dobrze mi życzy. Jest podobna do mnie dlatego, mimo różnicy wieku, doskonale się rozumiemy. Ona ma inne problemy, jest mamą i żoną, a ja wciąż jak nastolatka. Mogę na nią liczyć, na jej ciepłe słowo i zrozumienie gdy Exiu coś odjebie. I ona też czasami się zwierza, a ja staram się jak mogę odwzajemnić troskę i zrozumienie.
Nigdy bym nie pomyślała, że mogę tutaj kogoś takiego poznać i już od 4 miesięcy się "nie rozstawać". Stała się dla mnie idolką i po cichu obserwuję symbol kobiety z klasą, w jednej osobie.

Już się tak nie angażuję w znajomości, chociaż wciąż zawieram nowe. To zdrowe podejście jest wynikiem rozmów z powyższą kobietą i chyba czasu. Już mnie przeżuł i zostawił taką... bezuczuciową.

Coś więcej o moim życiu w ostatnim czasie? W zasadzie nie wiem. Mam wrażenie, że nie ma postępów w moim postępowaniu i łapię się na powielaniu błędów. Społecznych. W pracy głównie. Długi język, narzekanie i polaczkowość...