02.08.2017, 21:43 | kariera
cierpliwość to cnota

Zaczęłam się zastanawiać, czy jak zapytam "koleżankę z pracy" czy ta wersja tępej idiotki to gra czy jej prawdziwe ja. Byłoby ciekawie. Działoby się.



20.02.2017, 18:49 | kariera
pracownik miesiąca

Usłyszeć od szefowej: Damy Trefl nie muszę pilnować, świetnie sobie radzi, robi wszystko jak należy! 
Po 4 miesiącach pracy? Komplement ;) 

Jestem dumna z tego, gdzie jestem. Naprawdę. Cholernie się cieszę!:)




11.02.2017, 20:04 | kariera
ponad zmiany cenię zmiany

Zrozumiałam, że tytuł doktora niczego mi nie da. Nie tego, czego w nim upatrywałam podświadomie. To poszukiwanie wartości. Wy szukacie tego w partnerze, a ja w tytule naukowym. Obie te pielgrzymki nie mają w ogóle sensu. Wartość w samym sobie można odkryć samemu, przy pomocy terapii. Nie przez kolejne seksualne przygody / certyfikaty, tytuły. To nie ta droga! 
Gdy po niezdanym egzaminie skuliłam się na schodach płacząc przysiadła się koleżanka, która jakby... koordynowała moją akcję charytatywną. Powiedziałam, że jestem w pułapce oczekiwań. Oczekiwań wszystkich dookoła, bo ja sama nie chcę tego robić, a z każdego niepowodzenia jestem rozliczana. Z sukcesów zresztą też. 
Studia to pewne odbicie się od pracy, a praca od studiów. W pracy kobiety mówią o swoich porodach nazywając swoje części ciała wprost "cipka", kobiety na wysokich menadżerskich stanowiskach! Na uczelni wszyscy są sztywni, ąę i nie daj boże popełnić jakąś gafę. Ja jestem p środku, nie władam językiem naukowym i wulgarna jestem tylko wśród "swoich". Nie pasuję do żadnego z tych światów więc zadowalało mnie odbijanie się od ścian. 
Doktoratu nikt nigdy ode mnie nie wymagał. Ani rodzice, ani ja sama. To po prostu takie pokładane nadzieje, że mając tak wysoki stopień naukowy zamaskuje moje poczucie niższości, skoryguje kompleksy, pozwoli zaakceptować siebie, wynagrodzi "niedoścignioną normalność". Niczego mi nie daje, jestem nieszczęśliwa i sfrustrowana bo nie mam czasu dla siebie. Czuję się zmęczona, przybita i niespełniona bo nie pracuje na 100% i nie studiuje na 100%, a ja lubię dawać z siebie 3x tyle. Wszystko to odbiło się na moim zdrowiu, a ja nie chcę nim ryzykować. 

W pracy dostałam awans, podwyżkę i umowę na czas nieokreślony. 
Exio: i jak tam? 
ja: zostaję z Wami na zawsze
Exio: na ile umowa?
moja szefowa: bezterminowa
Exio: uuuu pięknie!
ja: a co tak dopytujesz, cieszysz się?
Exio:... NO! ale cieszyłbym się bardziej jakbyś codziennie ciastka przynosiła
ja: hahahahah 
wszyscy: DamoTrefl Gratulacje!

Ale tak, wspaniale mi się pracuje bo to zajebista firma i mam tutaj nawet więcej niż marzyłam. To dlatego decyzja o rzuceniu studiów była tak łatwa. Wygrałam coś więcej niż stopień. A do niego? zawsze mogę wrócić... :) 




08.02.2017, 20:32 | kariera
zmiany!

Rzuciłam doktorat. 



13.12.2016, 21:48 | kariera
rozmówki korporacyjne

Dogryzamy sobie. Jest nawet zabawnie. Ludzie nic nie wiedzą, a przyglądają się naszemu odbijaniu piłeczki. 

Jedyny: nieswojo się czuję... tylko DamaTrefl mnie rozumie.
ja: hahaha no.

Jedyny: smutno mi...
kolega: czemu? 
ja: ...bo nie będziesz ze mną pracował?
Jedyny: no właśnie, a tyle byśmy razem mogli zrobić...
ja: tyle albo NIC

Jedyny: macie rozmienić 20 zł? Damo Trefl?
ja: nie mam, nawet jakbym miała to bym Ci nie dała
kolega: a coś Ty jej zrobił?! 
koleżanka: /coś o zaskakiwaniu/
ja: łeeee my się znamy jak łyse konie, nie jest w stanie niczym mnie zaskoczyć
Jedyny: ja nie jestem łysy...
ja: ale będziesz, niebawem! (urodziny ma w tym miesiącu)
wszyscy: hahahahahhahahaa
Jedyny: aleś Ty niemiła, DamoTrefl!!

Ale atmosfera jest coraz lepsza więc się cieszę, że jakoś te negatywne emocje związane z pracą z Nim odeszły. 




03.12.2016, 21:37 | kariera
podsumowanie miesiąca

Miesiąc za mną. Pierwsza wypłata i pierwszy opierdol. Nie przejmuj się nim, błędy prowadzą do nauki, a ta do sukcesu. Jesteś na dobrej drodze. Uwierz w siebie. 
Gratulacje Damo Trefl. Wytrwałaś. Jeszcze tylko 4 miesiące i siądziesz za kółko wymarzonego Y. Do góry głowa, poradzisz sobie :)




18.11.2016, 23:32 | kariera
praca wzbogaca

Dzisiejszą noc przepłakałam. 

Naprawdę jestem w tak chorym położeniu teraz, że jedna chwila załamania i po mnie. Nie mam na myśli tylko relacji z Byłym, choć oczywiście jest to największy powód mojego niezadowolenia. Nie mogę pogodzić pracy ze studiami tak jakbym tego chciała, nie wiem czy nie będę postawiona przed koniecznością rezygnacji z jednej z tych szans. Moje zdrowie coraz bardziej uniemożliwia mi zwyczajne, codzienne funkcjonowanie i tak naprawdę jestem na skraju wyczerpania psychicznego i fizycznego. Zdaję sobie sprawę, że prawdopodobnie w ciągu najbliższego roku będę musiała poddać się kolejnej operacji, którą miałam nadzieję mieć za sobą już na wiosnę, lecz te studia i praca mi w tym przeszkodziły. Naprawdę jest mi ciężko, a nie mogę na nikim polegać poza sobą. 

Mobilizuje mnie tylko myśl, że oto właśnie spełni się coś czego nie brałam w ogóle pod uwagę i SAMA sobie kupię auto i SAMA będę je użytkowała. Gdy zdawałam prawko miałam nadzieję, że opłacę tylko jego część, a resztę (80-90% kosztów) pokryje mój Tata. No niestety... Gdy sama sobie zarobie na to marzenie wbiję szpilę rodzeństwu i skończy się gadanie, że "mnie się należy" i Tata by dom pod zastaw postawił aby tylko spełnić moje fantazje. Otóż nie. Cieszę się, nawet bardzo, że taki jest obrót spraw, i po 3 miesięcznym okresie próbnym będę mogła brykać do pracy sama, nie patrząc na nikogo. Napawa mnie to dumą i wiem, że osiągnęłam w tym roku znacznie więcej niż bym chciała.

Zastanawiam się czy dam radę psychicznie znosić jego zachowanie. Niewiele się zmienił i nadal uwłacza mi przy każdej możliwej okazji, z tym że teraz robi to przy ludziach. Publicznie mnie chłosta poprzez słabe teksty typu "tylko tamtego czerwonego X nie klikaj bo Ci sie komputer zepsuje". Nie wytrzymam i mu przypierdolę, serio. On jest informatykiem, włamywał mi się na blogi, pocztę... wszystko. Dzięki niemu nauczyłam się trochę hackować, początkowo by się przed nim bronić, a później by z tej wiedzy korzystać. Robi ze mnie przy tych ludziach debila, blondynkę, która nawet podstawowej obsługi Worda nie zna. Chłopczyku, ja studiowałam na studiach INŻYNIERSKICH informatycznych, miałam perfekcyjnego nauczyciela w Twojej osobie więc jak zapomniałeś jak to między nami było z tym łamaniem haseł - spoko kotku, przypomnę Ci. Jeżeli tak bardzo o to prosisz.... 
Tak, przyznał się do mnie gdy mnie przedstawiano zespołowi. Zabawna historia, zapamiętam jego minę i swój zimny pot na plecach... pewnie do końca swoich dni. Skurwiel wiedział już tydzień wcześniej, czyli wtedy gdy widzieliśmy się pod sklepem. Kumacie? Ja, niczego nieświadoma, złożyłam CV u samego szatana. Nie miałam pojęcia, że on w ogóle w tej firmie jeszcze pracuje, a już ten dział w ogóle nie przystaje do jego dotychczasowych funkcji. Kompletnie. Gdy dostałam pracę cieszyłam się nią bardzo, naprawdę. Wątpię by ktokolwiek tak dobrze trafił w pierwszej pracy. A On wszystko to rozjebał w drobny mak. I ja już nie wiem czy chcę tam pracować w ogóle. Nawet teraz, na okresie próbnym. Ciągle na moich ustach czuje zdanie "nie chcę tu być". Ma gorzki smak rozczarowania, zdziwienia i rozgoryczenia.

Jestem tak wkurwiona i zestresowana jego obecnością, że po tych 8h marzę by się rzucić z tego 2go piętra i umrzeć. Wracam jednak do domu i tonę w pościeli gdzie szukam chyba jakiegoś ukojenia. Tak wiele bym dała za możliwość rozmowy z kimkolwiek o tej pracy, o Nim, o wszystkich rozterkach. Ale moja "przyjaciółka" od pamiętnego wyjścia do baru nie daje znaku życia. Ja zresztą też nie bo obiecałam sobie, że to definitywny koniec przyjaźni, znajomą na pewno pozostanie. Ale do siebie już się zbliżyć nie pozwolę. 




16.11.2016, 18:05 | kariera
nowe wyzwania, stare znajomości

Pracuję w jednym dziale z moim Byłym, Jedynym. Tym od 5 letniego pato związku, 10 letniej znajomości. Biurko w biurko, komputer w komputer. Nie wiedziałam...
Kurwa, losie, czemu sobie tak ze mnie kpisz?




04.11.2016, 17:08 | kariera
nauczycielka

Od 3 h ślęczę nad pracą doktorską i ją sprawdzam. Cudzą. W ramach seminarium mamy przedstawiać kolejne części prac, wysyłać je wcześniej członkom i omawiać. Siedzę, poprawiam stylistycznie i... i zastanawiam się czy ja naprawdę całe życie chcę to robić?! Chcę pokazywać palcem "tu jest źle" i dopisywać "co autor miał na myśli?" w zawiłych zwrotach? Boże, takie życie mnie czeka?! 

I nie wiem :(

Zawsze myślałam, że zawód nauczyciela jest świetną sprawą. 2 miesięczne wakacje, ferie, obcowanie z dziećmi i odpowiedzialność za to jakimi wzorcami będą się one kierować. Tak samo jest w szkołach wyższych. Ale takie postrzeganie jest błędne, bo jako doktorantka mam od groma obowiązków by w ogóle mieć prawo podejść do obrony, a później z roku na rok tylko gorzej. Nie podoba mi się! 




26.09.2016, 11:22 | kariera
multitasking

Jestem przeziębiona więc mam chwilę by do Was naskrobać więcej słów niż te ostatnie półsłówka. 

Studia
Moja przygoda ze studiami się nie skończyła na uzyskaniu tytułu magistra w czerwcu. Odkładałam decyzję o tym doktoracie aż do ostatniego tygodnia. Napisałam prośby o zaopiniowanie mojej osoby do dwóch promotorów: z licencjatu i magisterki. Takie mi słowa piękne napisali, że hoooohohoho aż się wzruszyłam "osoba ambitna, kreatywna, uprzejma i przyjacielska w stosunku do kolegów" ;) jasne! Egzamin kwalifikacyjny był mega stresujący. Na 10 miejsc przyszło ponad 20 osób... a może nawet do 30. Nie spodziewałam się aż tylu chętnych. Rozmowa była krótka, skupiłam się na planach co do dalszego rozwoju tematyki, którą dotychczas się zajmowałam, najnowszych trendów w tym obszarze i mojej działalności prospołecznej. Wyniki  się przedłużały w nieskończoność, ale w końcu po 4 dniach dostałam informację iż... DOSTAŁAM SIĘ :D 
Teraz sobie myślę "po co mi to?" "czas dorosnąć, iść do pracy" "w co ja się wpakowałam na kolejne 4 lata, a później całe życie?" "co mi odwaliło?!". Ale jestem zdeterminowana by to dokończyć i móc się podpisywać dr DamaTrefl. Losie! Jak to brzmi hehehehe!

Prawo jazdy
Tydzień przed egzaminem na studia miałam egzamin teoretyczny. Bardzo się stresowałam, ale koncentrowałam się na sukcesie i jeszcze żartowałam z siostrą, że ba dziewczyna z wioski zawstydzi województwo i trzaśnie 100%. Poszłam do sali, siadłam przed komputerem i to było najdłuższe 20 min w moim życiu. Gdy wyświetlało się ostatnie pytanie serce mi waliło jak nie wiem co. Obiecałam sobie, że nie będę przyśpieszała kursu i poczekam aż się skończy odliczanie. Wynik na zielono: ZDAŁAM! Uff... ja patrze na punktacje pod spodem... 100% :D no to zaszalałam jednym słowem. 
Później 3 tyg oczekiwania na egzamin praktyczny. Myślałam, że zejdę w poczekalni tym bardziej, że większość zdających tego dnia nawet łuku nie zrobiło poprawnie. Ja od miesiąca nie siedziałam za kierownicą, nie dokupywałam godzin bo szkoda mi był 70zł... Wywołali mnie z 20 minutowym opóźnieniem. Mój egzaminator był starym dziadziuszkiem, od początku sceptycznym. No ja w końcu nie zdaje na normalnym aucie tylko tym podstawianym przez szkołę jazdy i dostosowanym do mojej niepełnosprawności. Przedstawił się, sprawdził pesel i powiedział jakie mam zadania z obsługi. Światła powtarzałam kilka dni wcześniej z TKINCZem, stąd to spotkanie. Niestety te światła źle wskazałam za 1szym razem ale dał mi możliwość się poprawić. Z resztą poszło już gładko. Łuk zrobiłam idealnie, górka to w automacie żaden problem. Problemem natomiast była moja drgająca noga, która obsługiwała cały samochód. Tak się trzęsła, że nie mogłam się opanować... Wyjechałam na miasto i choć egzaminator mnie wsadzał na najgorsze trasy (remonty, pobliże szkoły i piesi chodzący jak swięte krowy...) to nie dałam się sprowokować. Raz przy zmianie pasa mimo iż zerknęlam w lusterka to samochody nadjechaly ale zdążyłam tylko do środka wyjechać, bez przekraczania pasa i schowałam się na swój pas, zwalniając. Nie zdążył nacisnąć hamulca więc egzamin trwał nadal. Jest to traktowane jako błąd przy zmianie pasa ruchu ale nie straciłam pewności siebie i kontynuowałam jazdę. Ponieważ na całym kursie robiłam w sumie tylko dwa parkowania, te które miałam zrobić na egzaminie robiłam zaledwie RAZ. Miało być parkowaniem "karnym" bo instruktorzy mówili że jak ktoś chce nas oblać to na pewno to da. Dał parkowanie równoległe tyłem. Zrobiłam idealnie. Wyjeżdżamy i wracamy do WORDu. Parkuje na placu, widzę kątem oko zestresowaną siostrę. "Jeździ pani bardzo dobrze, tutaj było jedne zachowanie niewłaściwe które spowodowało też i te konsekwencje ale ogólnie egzamin kończy sie wynikiem POZYTYWNYM". Jezu! MAM TO!!! Za pierwszym razem!!! 

Rodzina 
Mama kilka dni temu rzuciła, że zakup auta jest głupotą i żebyśmy do wiosny poczekali. No kurwa mać. Co za typeska. A to dlatego, że byłam z TatąTrefl oglądać jedno i kilka w necie sprawdzaliśmy. Dziś rano byłam w banku wyciągnąć wszystkie oszczędności na ten samochód, który kupić MUSZĘ bo ostatnio mam uczucie jakby kość w kikucie była złamana i to już nie tylko dolegliwości mięśniowe mnie męczą, ale również i to. Ona tego nie rozumie. Nie potrafi. Nie akceptuje tego, że będę niezależna. Samochód który oglądam i chcę kupić kosztuje niecałe 10 tysięcy. jej kosztował 17 tysięcy, drugie tyle kosztował drewniany domek, który kilka lat temu postawiła sobie na działce. Po co taki duży i drogi? Bo Mamusia taki chciała żeby się popisać przed sąsiadami. No ale mi na auto = nogi już nie chce dać. Powiedzcie mi gdzie tu jest logika? Darła na mnie ryja dobre 15 minut, że się dogaduję z tatą za jej plecami, że ona jest śmieciem i nic nie znaczy. No a jak jej powiedzieć i coś wytłumaczyć skoro ona wszystko jako atak odbiera?I tak oto jestem wyrodną córką bo chcę w wieku 27 lat kupić samochód, do którego się dokładam, który będzie moimi nogami, który pozwoli mi jechać na konsultacje medyczne do POZNANIA, gdzie jest lekarz który zamiast amputowac mi nogę może ją uleczyć? No czemu ona jest taka kurwa tępa?! I jak ja mam żyć w tym domu? Nie mam już siły słuchać tej jej zazdrości, hejtu i prostackich uwag. Zrobiłam co w mojej mocy by skończyć studia, dostać się na doktorat i zdać prawo jazdy mimo, że miałam pod górę bardziej niż ona... Kurde, ja z siebie daje naprawdę bardzo wiele, a nie mam nawet pochwały i wsparcia. 

Moje sukcesy zajęły mi dokładnie 84 dni. Tylko tyle potrzebowałam by wszystkie 3 "schodki" pokonać. Jestem magistrem, doktorantką i kierowcą. Jestem z siebie zadowolona i czuję się jak władca świata :)