03.08.2016, 13:38 | ja/moje
kierowca

Największy mój problem to zaakceptowanie faktu, że to wszystko dzieje się serio, naprawdę. Nie we śnie. 10 lat marzyłam o prawku. Wiedziałam, że jest nierealne więc tylko o nim śniłam. Cały czas mam takie przekonanie, że... to się nie dzieje. Nie może się dziać. Ja i kierownica? bitch, please... :D A śmigam już sobie całkiem spoko ;) Popełniam małe błędy, które każdemu mogą się zdarzyć. 3 razy upewniam się jak powinnam wykonać manewr pytając instruktora. Jego polecenia wykonuję najlepiej jak potrafię. Po jazdach słyszę "całkiem nieźle!" "dobrze było" i "jesteś diamentem do oszlifowania". Uskrzydla i daje nadzieję, że będę dobrym kierowcą. Podobno jeżdżę bezpiecznie, ale nie spowalniam ruchu, wykonuję manewry poprawnie. Mój trener-instruktor mówi, że pochwałę od nich można uzyskać niezwykle rzadko bo ludzie głupieją jak się ich pochwali dlatego "całkiem nieźle" odbieram pozytywnie. Właśnie wyjeździłam 1/3 kursu. Teorię prawie za każdym razem zdaję bo robię testy od miesiąca. Coś tam kumam, coś podpatruję u innych. Ciągle się dokształcam. 

Tylko wiecie? Mnie się naprawdę w głowie nie mieści wizja prowadzenia auta. Na serio, mam problem by to do mnie w pełni dotarło. Naprawdę ja jeżdżę? JA PROWADZĘ? Szok totalny. Niby przychodzi mi to już teraz tak naturalnie, jakbym od zawsze prowadziła ale no nie mogę się przyzwyczaić do myśli o sobie jako kierowcy. Coś niebywałego. 

I boję się, że kogoś zabiję na drodze. Boję się, że zginę. Niby śmierci się nie boję, boję się odpowiedzialności za czyjąś. Jestem za stara już na kurs i patrzę na prawko inaczej niż dzieciaki w wieku 18 lat. Kompletnie inaczej,




07.08.2016, 18:12 | przyjaźń
TKINCZ

Od długiego czasu czegoś szukam, ale wsadziłam to tak, że nie potrafię ani sobie przypomnieć gdzie, ani tym bardziej znaleźć tego. To bzdurka, nie jest to istotna rzecz. Mimo to ściągnęłam kolejny raz pudełko, w którym chowam swoje skarby. W nim mam kapsle po tymbarku i piwie podpisane z kim i kiedy je piłam, bilet komunikacji miejskiej z Warszawy, bilety z Poznania, papierowe samoloty TUpolewy i wiele wiele innych szpargałów, które przypominają mi czasy studiów. 

Zatęskniłam za TKINCZem oglądając te wszystkie pamiątki i czytając nasze stare smsy czy wiadomości na FB. Tęsknię. Bo był moim najlepszym przyjacielem, w którym skrycie się podkochiwałam, a który wiele razy robił aluzje na coś więcej... a może tylko wszyscy to wiedzieli, a prawda była od tego daleka? Tak czy inaczej zajmował w moim życiu ważne miejsce i nawet teraz, o tak wielu wielu latach od tych rozmów wciąż się z nich śmieję. 
Jest mi bardzo źle i przykro, że to nie przetrwało i mogę wzdychać z daleka. 




09.08.2016, 22:31 | kariera
spierdolina

W ciągu tygodnia byłam na dwóch rozmowach kwalifikacyjnych. 

Pierwsza odbyła się w piątek w mieście wojewódzkim, gdzie planuje w sumie "zaczepić się" jako pierwszy przystanek w karierze. Gość poświęcił mi 10 min, ale z powodu braku doświadczenia i prawa jazdy, a także niezamieszkiwania w tym mieście na stałe nie był zainteresowany. Nie powiedział wprost, ale widać było brak chęci do zatrudnienia mnie.

Drugą robotę nakręcił mi urząd pracy, znajdując ją dla mnie. Wysłałam CV w niedziele w południe. W moim mieście rodzinnym... Nastawiałam się już na pracę/edukację w mieście wojewódzkim, ale za dobry pieniądz mogłabym tutaj zostać. Przeczytałam czym zajmuje się firma, od kiedy działa, jaki mniej więcej ma asortyment, przejrzałam e-sklep. Rynek znam, w końcu mieszkam tu 26 lat. Z samego rana w poniedziałek obudził mnie telefon "nie przeglądałem Pani CV ale manager mi podsunął mi je mówiąc że dobre, wiec dzwonie." GODZINĘ gadał mi przez telefon wyłącznie o swojej super świetnej firmie (o której nigdy wcześniej nie słyszałam). Nawet o nic mnie nie zapytał poza tym czy mam czas tego samego dnia na spotkanie. Wydawał mi się dziwny, ale może ja już przewrażliwiona jestem i uznaję, że jak ktoś 4 razy w ciągu godziny mówi o uczciwości to ma wiele a uszami. Nie ufam już ludziom. 
Spoko, zebrałam się i o 11 rano pojechałam na rozmowę kwalifikacyjną. Mimo, że jest to mała miejscowość, firma nieznana (przynajmniej mi) to poszłam ubrana "na galowo". Gość powitał mnie w krótkich spodenkach i t-shircie. No klasa sama w sobie. Ale rozumiem, jego firma ma prawo ubierać się jak chce. Zaprosił mnie do gabinetu. Do godziny 14 mówił tylko o tym jak to nasze miasto jest beznadziejne, jak to niby nic się tutaj nie da osiągnąc, że on jedynie on najlepszy i najwspanialszy sobie poradził w tych jakze trudnych warunkach, że jego firma to trampolina do sukcesu. 10razy powtórzył, że jest uczciwy i tę cechę ceni u ludzi. Przyznał się, że nadal nie przeczytał CV. Rozumiałam, że o 8:30 rano nie miał czasu go przejrzeć, ale skoro zgodziłam się na rozmowę to chyba powinien był to jednak zrobić?! Wiele razy mówił, że jeżeli nie jestem gotowa na zaufanie i nie wierzę w sukces jego firmy to mam wyjść. Nie wychodziłam, bo chcę i zależy mi na dobrej, rozwojowej pracy. Po 14tej rzucił okiem na CV i zaczął mnie odpytywać z tego co miałam na uczelni, co mogę wykorzystać na tym stanowisku na które się ubiegam itd. Pytał o zainteresowania, sam nie orientując się w podstawowych zagadnieniach związanych z tym działem. Jak wymieniłam znane nazwiska z branży to skwitował "sprawdzimy to". Ja pierdolę, chłopie... Poświęcił mojej osobie 10 minut, po czym wrócił do swojej firmy znowu zachwalając jaką to jest rzekomo najlepszą firmą w regionie, ale ma parcie na światowa kariere. Sratytaty dupa w kwiaty. Zawołał managera, który okazał się być gościem w moim wieku. Powiedział, że on wie o moim stanie zdrowia, że prześledził moje dotychczasowe działania w sieci itd. A wlasciciel nie przeczytał durnego cv na jedna strone!!! No nie wierzę... Jak tylko chciałam coś wtrącić to przerywał (nawet managerowi który wyszedł po godzinie ze spotkania) i wracał do opiewania sukcesu firmy i siebie jako jakże zajebistego przedsiębiorcy. Kilka razy powiedział, że jedną nogą jestem u niego w firmie. Zapytał czy mam jakieś obawy, na co ja szczerze "tylko zdrowotne". Skomentował, że jemu moje zdrowie nie robi roznicy i on przez ten pryzmat na pracownika nie patrzy. Powiedział, że moim zadaniem domowym jest zapoznanie się z nazwami konkurencyjnych firm. TY MI PRACE DOMOWĄ ZADAJESZ, A SAM MOJEGO CV NIE PRZECZYTAŁEŚ?
Wyszłam z tej firmy o godzinie 17. Razem z nim. Zapytał raz jeszcze jakie mam obawy więc powtórzyłam, że zdrowie mnie ogranicza w znacznym stopniu, że jestem pewna ambicji i umiejetnosci ale nie chcę nikogo zawieść i nie chcę by ktoś był nieświadomy tego, że zdrowie ma wpływ na moją wydajność. Jak się oburzył, że on w takim razie nie zaryzykuje, że on mnie nawet na próbę nie weźmie bez umowy, bo on się boi że w razie jakby coś się stało to go po sądach będę targała. Tak się wkurwiłam! Tak, kurwa, szukam pracy TYLKO po to by sobie nogę/rękę/kregoslup zlamac w pierwszym tygodniu i zeby pracodawca srał mi pieniedzmi na konto zadoscuczynienia. Tak sie wkurwilam i z bezradnosci, bolu glowy, głodu i zmeczenia rozpłakałam (ta Damo Trefl, iście profesjonalne podjscie). Powiedziałam, że w tym momencie mnie oczernia bo nie jestem taką osobą, która cokolwiek próbuje kombinować, że jestem szczera i uprzedzam, że zdrowie wprowadza wiele ograniczen. Przypomnę, że na moim CV widnieje informacja o niepełnosprawności i nawet odnośnik do mojej akcji charytatywnej!!! WSZYSTKO BYŁO. Poniewaz nie potrafiłam powiedzieć jakie obowiazki ma wobec mnie pracodawca (jako do os. niepełn.) powiedział, że jestem do rozmowy nieprzygotowana i że wyszłam z założenia, że wysle CV "na pewno nie zadzwoni". TY KURWA CHUJU, nawet nie byłeś łaskaw przeczytać mojego cv, zainteresować się moją niepełnosprawnością, akcją, nie byłeś w stanie powiedzieć kim jestem i nie dałeś mozliwosci zaprezentowania się! Pierdoliłes 8 godzin TYLKO O SOBIE I SWOJEJ WYKURWISCIE ZAJEBISTEJ FIRMIE, i TY PROSTAKU mi mówisz o NIEPRZYGOTOWANIU? Ja przeczytała o tej firmie wszystko co znalazłam w sieci! WSZYSTKO. Łacznie z fanpage, instagramem i e-sklepem!!! Poza tym... TO JEST TWOJ ZASRANY OBOWIAZEK dowiedziec sie jakie masz obowiazki wobec niepelnosprawnego pracownika skoro rozwazasz jego kandydaturę. I Ty mi mówisz o uczciwości?!?!?!?!?!?! Oczywiscie obrócil sytuacje o 180* i powiedział "przemysl czy Ty sie czujesz na siłach i chcesz pracowac, przyjdz w srode na kilka godzin "na sprawdzian umiejetnosci". Serio? Kilka godzinek? Jezeli rozmowa kwalifikacyjna trwała od 11-18:30 to ile bedzie trwał dzień próbny? Na odchodne powiedział, że bedzie mi ciezko prac znaleźć z niepełnosprawnoscią... Ja pierdole, nie TY O TYM DECYDUJESZ!

Jutro dzwonię i mówię, że nie zamierzam próbować. Bo firma, sciezka kariery może i by mi odpowiadała ale szef nie. Nie lubie takich zakochanych w sobie spierdolonych narcyzów. Tak się spłakałam jak głupia. W domu byłam o 19, taka wkurwiona że to szok. Ale pomyślałam sobie, że to dobrze, bo im wiecej osób nie wierzy we mnie tym mam większą motywację by odnosić sukcesy. 

Jeszcze się spotkamy na gali rozdania nagród dla Biznesu ;] Kto tu będzie miał problem ;)




12.08.2016, 13:43 | rodzina
wychowanie

Moja mama cierpi na depresję od 27 lat. Pisałam o tym. Miała lepsze okresy, gdy radziła sobie bez leków, ale znowu ma gorsze i komunikacja z nią sprawia ogromne trudności. Nigdy jest normalna ale ciągle ograniczona umysłowo bo otumaniona przez leki. Przykład?

MamaTrefl: co tam dziś na obiad wam zrobić? sos grzybowy?
DamaTrefl: nam nie można sosów, przecież wiesz że to na mące zagęszczane i nikt z nas nie powinien tego oblepiacza jelit jeść, a już zwłaszcza TataTrefl i ja.
MamaTrefl: no wiem, no wiem. Pomyślę, pozaglądam do lodówki.
[10 minut później]
MamaTrefl: wyjęłam jakieś warzywa, dam mięsko i zrobię jakiś sos do kaszy.
Japierdolekurwatępastrzało!

I mam tak dzień w dzień. Kupuje mi tuńczyka bo w mojej diecie powinnam go jeść dużo. Mówię jej: mogę tylko tuńczyka w wodzie albo sosie własnym, nie mogę jeść w oleju!. Dzisiaj już trzeci raz kupiła tuńczyka. W oleju. "Myślałam, że w wodzie bo w niebieskim opakowaniu".
Naprawdę ona jest tępa jak dziadowski bicz, i zawsze taka była. Jest ogólnie mało inteligentna, ale teraz to już nawet szkoda czasu na szukanie pierwiastka mózgu. I to jest przykre. 

Ja nie mam w ogóle cierpliwości. A do niej nie mam jej w szczególności skoro całe życie ona wychowuje mnie pod hasłem "żałuję, że Cię mam" "ja nie chciałam chorego dziecka" "wszystko zepsułaś" "ja też chciałam być bogata ale wszystko idzie na Twoje leczenie" "spróbuj mi nie zdać" "nakopie Ci jak nie zdasz" "ani mi się waż!". Ona mnie molestuje psychicznie, uwłacza mi, dołuje mnie, sprawia, że mi się odechciewa żyć. Odkąd dorosłam i skończyłam studia (ona jest po technikum) wchodzi na mnie jeszcze bardziej dociskając mi komentami odnośnie wykształcenia: "i Ty studia skończyłaś a nie wiesz czegośtam...?" Sory, ale ja studia skończyłam w kierunku XXX, a nie YYY i nie MUSZĘ tego wiedzieć". Gdyby to było z mojej dziedziny, a bym tego nie wiedziała to faktycznie, wstydziłabym się. Dzisiaj usłyszałam: "spróbuj mi nie zdać tego prawka!", a kurwa mać, żebyś wiedziała że spróbuję! NIGDY nie uslyszałam "wierze w Ciebie" "dasz sobie radę" "bedziesz super panią doktor", "jestem z Ciebie dumna". NIGDY. Ale "spróbuj mi nie zdać" i "zleje Cie jak czegośtam nie zrobie" słyszę regularnie, nawet teraz, w doroslym życiu. Usłyszałam też kilka razy, że nie powinnam mieć nigdy dzieci bo będę beznadziejną matką. Podobnie zresztą jak sugestie bym nie szła do pracy bo jestem bezwartościowa. Ja jestem na samym dnie, a ona potrafi mi tak dopierdolić. 




14.08.2016, 23:29 | ja/moje
depresja

Pałam nienawiścią. Do świata, życia i ludzi. 



18.08.2016, 19:29 | filozofie
katalizator

Wiem, że mało mnie tutaj ale ogarniam tak wiele rzeczy, że zwyczajnie czas ucieka mi przez palcem. 
W tym tygodniu koniec konkursu na biznes, mam nadzieję, że się zakwalifikuje. Męczę trzecią książkę podczas wakacji, a goni mnie czas bo muszę zacząć przygotowywać się do egzaminu na studia. Kończę prawo jazdy i ślęczę nad testami żeby maksymalnie się nauczyć i zdać ekspresowo bo trwa to już zbyt długo. Brakuje mi oddechu, czasu dla siebie, na lenistwo Znów czuję się zmęczona życiem i tym, że "nie odpoczęłam". 
Jak co roku lato się kończy, a mnie się nagle opalenizna marzy. Na zawsze pozostanę porcelanową laleczką. Byłam już taka szczupła w maju (-7.5 kg), ale w domu rodzinnym nie ma szans na odchudzanie bo mama patrzy mi w talerz (+6kg). 

Wróciłam na ownlog i znów dopadł mnie pech. TA OSOBA znów tu jest i patrzy mi na ręce źle życząc. Jak wielkie kompleksy trzeba mieć żeby wymyślać sobie życie, a z cudzych realiów szydzić i kierować złe myśli w czyjąś stronę...? Boję się. To paranoja?




21.08.2016, 23:15 | filozofie
piach w oczy

Mój brat pewnego dnia, kilka mies temu wspomniał, że ma dla mnie kogoś i że "mój typ" bo misiu taki. Pytam jakie ma wykształcenie bo przecież to tak naprawdę główne wymaganie, co mi z wyglądu jak będzie tłukiem? Nie wiedział. 
Umówiłam się z dziewczyną brata i siostrą na drinkowanie w ubiegłym tygodniu. Dołączył brat mówiąc, że będzie owy koleś "dla mnie". Poprosiłam żeby mi go wskazał w lokalu co też zrobił. Ciacho zajebiste, nie powiem. Naprawdę w pełni obiektywnie przystojny. Ok 30tki. Zerknął w naszą stronę kilka razy. Nasze spojrzenia skrzyżowały się ze dwa razy. Siedzieliśmy na trasie do toalety. Przystojniaczek wychodząc z niej spojrzał wprost na mnie, w moje oczy. Patrzę kątem oka, a brat mi się przygląda "no co?!", "nic, po prostu sprawdzam jak zareagujesz... spojrzał na Ciebie... nie pierwszy raz". Wzruszyłam ramionami. Nie podszedł, nie przedstawił się... Tłumaczę sobie, że te spojrzenia to przypadek bo gdy nam się ktoś przygląda to czujemy to spojrzenie i też się oglądamy. Żadna tam chemia. Wypieram to, ale wpadł mi w oko i ciągle myślę o nim od tamtego wieczoru. Zdaje mi się, że widziałam go parę razy wcześniej, podczas poprzednich wizyt w tym lokalu. Kurwa, jestem tak tania, że kupiłam nową bluzkę bo planuje w tym tyg pojawić się ponownie. Chcę go poznać. Chcę by on chciał mnie poznać. 

Kilka dni temu, może tydzień, poznałam w necie anonimowo pewnego gościa. Piszemy non stop ze sobą, od 10 do 1 w nocy. dzień w dzień. Tematy różne, głównie seksualne... Czy ja wychodzę na erotomana? Nie jest tak. Możemy gadać wiele godzin o pierdołach, o poważnych tematach itd. Nie wymieniam się fotkami z ludźmi z netu, podaje fałszywe imię... Jestem znowu anonimowa, za czym tęskniłam. Bardzo mnie ta znajomość intrygowała, nasze myśli się krzyżowały, a wiadomości latają jak szalone. Latały. Dziś powiedział, że jest niepełnosprawny. Przewaliłam internet i go znalazłam na fejsie. Już to, że jest chory mnie dosłownie poraziło, a to co zobaczyłam to mnie wręcz odrzuciło. Nie tak się umawialiśmy. Nie tak to miało być. Po moich policzkach potoczyły się łzy. Rozczarowanie, zdziwienie, poczucie oszukania... Niezrozumiałe. Nie mówił, że jest zdrowy. Podał prawdziwe imię. A ja kłamię z imieniem, do choroby się nie przyznałam. I właśnie zrozumiałam, że w tej chorej akcji najbardziej boli mnie nie jego kalectwo tylko moja hipokryzja.

Uderzyło mnie to, jak mogą się czuć, i z pewnością czują, mężczyźni których poznawałam i informowałam o moim kalectwie. Podczas gdy wszystko się układało. Strzał z piąchy między oczy. Dalsza myśl jest jeszcze bardziej okrutna. Jeżeli ja, chora osoba zmagająca się z niepełnosprawnością ruchową zbliżoną do jego niepełnosprawności poczułam takie obrzydzenie, odrzucenie i totalny brak zainteresowania to jak reagują zdrowi mężczyźni na moje wybrakowanie? Matko! A ostatnią w kolejności myślą był powrót poczucia się jak gówno, nic nie warte gówno. Jak mogę świadomie, z pełną wiedzą o tym jak wiele rzeczy nie mogę robić w życiu, poszukiwać cienia nadziei na ułożenie sobie życia z kimkolwiek? Jakim prawem oczekuję, iż ktoś wyrzeknie się wygody, luksusów i możliwości dla mnie? Książę jasno mi powiedział "masz wiele racji". Mam. Nie powinnam w ogóle brać możliwości małżeństwa pod uwagę. Nie powinnam chodzić do tego brau i wyglądać za Panem Przystojnym. 

NIE, KURWA, ŚMIECIU NIE POWINNAŚ. 




26.08.2016, 08:41 | miłość
Swatka

BratTrefl: a to nie mówiłem Ci? Na drugi dzień gadaliśmy i prosił żebym Was zapoznał. Tak Cię wybielilem... nie spierdol tego. 

Dobijcie mnie.




28.08.2016, 16:00 | ja/moje
stara malutka

Mój urodzinowy weekend był cholernie słaby. Bardzo. 
Uświadomił mi, że tak naprawdę to nie mam dookoła NIKOGO, żadnych przyjaciół ani znajomych, na których mogę liczyć. Łudziłam się, że jest inaczej. Nie jest. Nawet moja rodzina wolała spędzić te dni z kimś innym, niż ze mną. Jestem na końcu wszystkich śmieci. 





29.08.2016, 20:01 | rodzina
pato-kato

Usłyszałam, że niczego w życiu sama nie osiągnęłam tylko wysługuję się wszystkimi dookoła. Że jestem głupia, nieszczęśliwa bo "aspiracje mnie ograniczają" i nie patrzę na to co mogę tylko co chcę. Zarzut, że jestem rozpieszczona padł po tym, gdy na głos powiedziałam, że moje studenckie miasto sprawia, że się duszę i że nienawidzę go. 

Resztkami mojej cierpliwości nie wykrzyczałam jej w twarz, że to ONA 15 lat była na utrzymaniu swojego męża, popracowała 5 czy 6 lat i znowu od 4 lat siedzi na bezrobociu udając niepełnosprawną. Kurwa mać, jesteś moją matką i jako matka masz obowiązek swoim dzieciom pomagać, a jak nie stać Cię egoistko na taki czyn to było sobie macice usunąć 28 lat temu. 

To nie rodzice chcą mi kupić auto, lecz TataTrefl. Matka mnie nienawidzi i życzy mi niezdania egzaminów i wypierdolenia się w drzewo, a najlepiej betonowy przepust. 

Patologia to nie tylko alkohol, narkotyki czy przemoc fizyczna. To przede wszystkim psychiczne znęcanie się nad pozostałymi członkami rodziny. Ale luz, w niedziele popierdoli do Kościółka zgrywać przykładną matkę, katoliczkę.