05.08.2015, 20:46 | miłość
miesiąc

Dokładnie miesiąc temu rozmawialiśmy przez telefon gdy powiedziałam ze zastanawiam się nad zerwaniem bo jestem zła. Kurwa. Okropny miesiąc. Najgorszy miesiąc mojego życia. Nadal bardzo chcę umrzeć. Bardzo.



11.08.2015, 14:28 | miłość
tęsknioszki

I miss the sound of your voice
I miss the rush of your skin
I miss the still of the silence
As you breathe out and I breathe in


Matt Nathanson




12.08.2015, 11:31 | miłość
epilog - odsłona 2

Był tutaj cały poprzedni tydzień. Modliłam się o to by napisał, zadzwonił, przyjechał. Cokolwiek. Nic nie zrobił.

Napisałam do Niego smsa w poniedziałek wiedząc, że już go tutaj nie ma więc na spokojnie możemy porozmawiać bo znów nie jestem Nią, która pisała właśnie w okresie gdy był na miejscu. To nie był sms w stylu "błagam, proszę, wróć". Napisałam, że ubolewam nad tym iż nie potrafiliśmy porozmawiać mimo tak wielu wspólnych płaszczyzn porozumienia. Dostrzegałam nasze błędy po obu stronach jakie były, napisałam że zbyt wiele było fantazji o przyszłości, a za mało rozmów o 'tu i teraz', że dał mi duuużo szczęścia i jest mi przykro, że tak bez słowa się to skończyło i nie spodziewałam się tego zakładając, że jest przy mnie szczęśliwy. Coś tam o ograniczeniach w głowie jakie mam rzez chorobę, ze nie umiem przystopować z kompleksami które mnie trzymają w mackach, ze byłam gotowa na wielkie poświecenia. ze chciałam by towarzyszył mi w nowym życiu, nowej podróży odkąd wróciłam do zdrowia. Nie nastawiałam się na odpowiedź, po prostu czułam, że tak trzeba by nie mieć sobie za złe, że tak bez słowa odpuściłam coś na czym bardzo mi zależało. Nie czekałam długo na odpowiedź. Po 20min dostałam dłuższego smsa:
"nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo żałuje tego co Ci zrobiłem, tym bardziej że sam to przeszedłem i wiem jaki ból Ci sprawiłem. Przez to nie umiałem spojrzeć Ci w oczy. strasznie żałuję. to prawda że za duzo fantazji w tym było ale to dlatego ze nie umiałem Cie przygasić. nie żeby mi sie te plany nie podobaly. bylem przyzwyczajony do tego ze to ja od a do z musze wszystko zaplanować, a z Toba bylo zupełnie inaczej. Pomimo choroby jesteś bardzo zaradna i ta podróż to dopiero Twój początek"
Walnął literówkę, i poprawił ją po 25 minutach. Więc czytał ten mój i swój sms jeszcze raz skoro ją wyłapał. Odpisałam dopiero po godzinie od jego sms, że mógł delikatnie dać mi do zrozumienia, że do planów ślubu wrócimy za rok, że zdrada to był najgorszy sposób na sprowadzenie mnie na ziemie...
Odpisał od razu, że "tak pięknie świeciły Ci się oczy gdy o tym opowiadałaś, nie chciałem by te iskry zniknęły"
Na to bez zbędnej zwłoki odpisałam tylko Jego imieniem przywołując w pamięci wypowiadane imię przez zaciśnięte zęby gdy mnie miział. W zasadzie tylko w takich namiętnościach mówiłam do Niego po imieniu. Jemu na pewno też się to przypomniało.
Napisał znowu: "To nie Ty nie zasłużyłaś na mnie, lecz ja nie zasługuję na Ciebie :(" Ze smutną minką!
Zastanawiałam się czy coś jeszcze pisać, zwłaszcza że było grubo po 23, pora nie dla niego i wiedziałam, że pewnie już śpi. Opisałam, że mam dużo wspomnień jak czytał mi w myślach, że nawet nasza reakcja na wygraną Dudy była jednakowa. Napisałam, że rozśmieszyło mnie stwierdzenie iż nie poczuję gdy mnie nadepnie w tańcu. Dopisałam sms po kilku minutach, że na ostatnim spotkaniu w torebce miałam Mambę, że miałam nadzieję nią poczęstować i że mam ją nadal. Tak jak On w Dzień Dziecka poczęstował mnie Mambą.

W ogóle nie sądziłam, że odpiszę. Byłam w głębokim szoku, że od razu to zrobił i to... wiecie, bez oschłego "damo, zapomnij o mnie" tylko jednak dużo emocji było w tym smsach. Jak widzicie z obu stron nie ma prośby o powrót, o szansę itd. Po prostu został żal, że nie wyszło z rożnych powodów. Po tym, jak z minuty an minutę od razu odpisywał, a ja odczekiwałam dłuższy czas by jakoś się ustosunkować pojawiła się gdzieś nadzieja, że może następnego dnia napisze sam z siebie, może zadzwoni, może też gdzieś tam go poruszyło. Nie napisał, nie zadzwonił. Wiszące dwa smsy kończą naszą wymianę zdań.

Mimo kolejnych emocji... jestem od poniedziałkowego wieczoru spokojniejsza. W sercu i duszy.
Oczywiście, że chcę by wrócił, gotowa jestem wybaczyć. Tylko, że nic takiego nie nastąpi. Muszę iść do przodu, tylko jeszcze nie wiem do końca jak to zrobić.



14.08.2015, 11:11 | miłość
tb or ntb?

Gdy dostajesz o 1:06 maila ze swoim zdjęciem 'jego ulubionym' przypisanym do kontaktu i dopiskiem: "byłoby bardziej kuszące na zaproszeniu, chyba że było kierowane również do innych?" # tak bardzo zazdrość



15.08.2015, 19:35 | miłość
ciąg dalszy w cudzych rękach

Kiedyś gdy wracał z delegacji wstawiłam na instagram zdjęcie i ułożyłam wierszyk dla niego, że czekam itd. to się śmiałl i cieszył do telefonu non stop. Nawet napisał mi smsa "super wstawka na insta hahahah buzia mi sie smieje. uwielbiam Cie :*" Lubił mnie za pomysły i głupotki takie kreatywne.

W czwartek wysłałam mu zaproszeniowy gif na, eee powiedzmy, weekend u mnie w miejscowości rodzinnej. Zamieściłam swoje zdjęcie z Wielkanocy czyli z naszego poznania się (sam wybierał to foto na profilowe na FB). Po godzinie odpisał, że najważniejsze to co małym drukiem (na zaproszeniu malutką czcionką dopisałam "daj się skusić ;)"), później napisał smsa czy na pewno to zaproszenie jest dla niego i ze nie może na ten moment określić czy będzie mógł się skusić. Nie odpisałam bo to był jasny kosz. Dopisał po chwili, że zmienia prace zgodnie z planami (na stacjonarna w mieście moich studiów). Zapytałam czy trzymać kciuki mimo iż wierzę, że bez nich sobie poradzi, Książę: Możesz trzymać. na pewno nie zaszkodzą ;)
Już się położyłam spać ale mam na tel wifi więc pobiera automatycznie wiadomości. Nagle o 1 w nocy niespodziewanie na maila wysłał mi screenshota "foto kontaktu DamaTrefl" (moje foto) i podpisał, że to foto jest jego ulubionym i "byłoby bardziej kuszące w tym zaproszeniu. No chyba ze to zaproszenie ma kilku odbiorców?" Odpisałam zdumiona, że to foto tak mu się podoba a jest przeciętne, zaś to które wstawiłam miało mu przypomnieć nasze pierwsze rozmowy. "Mi się podoba najbardziej właśnie to zdjęcie :-P tak jakoś i już." Poprawiłam zaproszenie na to z jego ulubionym foto i wysłałam dopisując 'gupek ;)", tak jak kiedyś gdy się droczyliśmy. Pojawiło mi się, że chce pogadać na Hangouts, ale nie przyjęłam zaproszenia.

Dzisiaj napisałam mu o 16:40 "robię domową pizzę. wbijasz?". Jest 19:20 i nie odpowiedział, nie przyjechał. NIC. Zatem to był mój ostatni sms do niego. Niech się stara. Adres zna. Numer ma. Wszystko w jego rekach.

Prawda jest taka, że sama się zastanawiam czy w ogóle ma to sens, czy będziemy w stanie zapomnieć o tym i nadal starać się tak samo bardzo. Myślę, że nawet gdybyśmy wrócili do siebie to On nie byłby w stanie już tak zabiegać o mnie.
Po tym co widzę On chyba też nie wie. Niby nie zagaduje, nie próbuje przepraszać, nie dąży do pojednania i powrotu. Z drugiej strony wysyła mi screeny mając nada moje zdjęcie przypisane do kontaktu. To jest normalne?! Nie sądzę. Usunął Badoo. Jeszcze w niedziele miał konto. Powiedział, że zmienia pracę. Po co? Tak o?
Widziałam, że był w aquaparku w zeszły weekend. Bardzo aktywny na facebooku się zrobił po naszym rozstaniu. Myślę, że miałam rację pisząc, że go ograniczam. Pokazuje, jak ważny jest dla niego aktywny wypoczynek, korzystanie z lata i życia. Przy mnie by nie miał nawet połowy z tych możliwości i radości. Nie chcę tylko żeby wraz z końcem lata nagle się obudził, że jednak chce ze mną być. Exio mi tak robił. Rozstawał się na wakacje, ruchał wszystko co się nawinęło, morze, góry wszystko, a jak mu się wychudzone dupcie znudziły to wracał we wrześniu czy październiku. I tak 5lat.

Czuję się jak tania dziwka, która prosi o szansę. Jak typowy niepełnosprawny, który nawet jak mu się obszczy ryj to się cieszy. Nie chcę taka być. Musze zaprzestać pisania do niego. Przestać! Damo Trefl, opamiętaj się. Jego "Skusiłbym się..." pokazuje Ci, że jesteś nic niewarta. NIC.

Za kilka dni mam urodziny. Nie wiem czy on o nich pamięta. Może pamięta, może nie. Nie wiem. Chciałabym żeby przyjechał z bukietem, przeprosił, przytulił i BYŁ.



16.08.2015, 18:29 | miłość
skurwysyństwo

Zdradził mnie ze swoją Byłą. Są ze sobą.
Dziękuję Ci, to największy policzek jaki dostałam. Ty skończony skurwielu.



19.08.2015, 19:11 | zdrowie
the end

Jest źle. Dawna Dama Trefl umarła. Nowej nie ma. Nicość. Pustka.

Doprowadzi mnie na skraj wytrzymałości. Mam nadzieję, że skończy się tylko na strachu, ale czuję się bardzo bardzo źle od niedzieli. Jutro kolejne badania, boję się, że nie wyjdę z tego. Cokolwiek to jest.



20.08.2015, 19:59 | zdrowie
wyniki kontroli

w nocy z poniedziałku na wtorek: tętno 160, ciśn. 135/90 || wtorek: tętno: 130, ciśn.130/85
środa: tętno: 102, ciśn. 142/90 || dziś: tętno: 118, ciśn. 135/97
Tarczyca w normie, Hashimoto wykluczone. Morfologia w normie. Cukier: 108 (norma 100)
Ekg: delikatne zaburzenia, w granicach "normy".

Szukamy nadal przyczyn takich skoków ciśnienia, duszności, mdłości i delirki. Ciągle jestem kłuta, ciągle kontrolowana. Zabierzcie mnie stąd ;(



Najważniejsze jednak, że ta cała znajomość nie skończyła się gorzką pamiątką




23.08.2015, 12:00 | miłość
tydzień

Od początku. Do końca.

W niedziele weszłam na Jej konto na Instagramie. Tak, wiem, miałam tego nigdy już nie robić, odciąć się itd. Weszłam. A tam po zdjęciu majtek z napisem "sexy" zdjęcie z... Księciem. Ze wspólnego opalania z poprzedniej niedzieli (aquapark, tja, a ja się tak cały tydzień ośmieszałam pisząc do niego...). Sprawdziłam każdy szczegół jego twarzy by mieć pewność, że to nie zwidy. Nie. Ropniak pod okiem, duży nos, jarzące się niebieskie oczy, wypukła broda z zagłębieniem pod dolną wargą. On. Na 200%. Uderzyło mnie to prosto w twarz. Mam to zdjęcie przed oczami w każdej sekundzie mojego życia od zeszłej niedzieli. Wysłałam do niego mailem screena z dopiskiem "Nie przejmuj się nią Kochanie". Odpisał "a czemu to w cudzysłowie?". Nie rozpoznał własnych słów, wielokrotnie powtarzanych gdy znowu do niego wydzwaniała czy pisała, a mnie jasny szlag trafiał. Nie sądziłam, że to zrobiło na mnie aż takie wrażenie, ale obraz ich nagich ciał i dziubków robionych do aparatu jakoś się utrwalił mimowolnie. Zabolało tak bardzo, że nie umiem wywalić tego z głowy. Trzęsłam się z nerwów, ale to u mnie "norma" gdy coś takiego przeżyje. Przeważnie przechodzi po kilkunastu minutach, kilku godzinach max.

W poniedziałek z rana gdy poszłam do rodziców na kawę zastałam w domu tylko tatę. Widząc mój smutek zapytał co się stało, a ja jęcząc "oj tato" rozpłakałam się jak dziecko. Nie chciałam mu nic mówić bo największym moim bólem jest właśnie nadużycie zaufania mojego taty. Opowiadałam mu o Księciu same dobre rzeczy, mówiłam jaki jest zaradny i jaki troskliwy w stosunku do mnie. A tu takie szambo. Gdy przytulał mnie do siebie i podał chusteczkę widząc jak wycieram łzy o koszulkę to już całkiem byłam zrobiona. W takim stanie zastała nas mama i zdołałam tylko wyszeptać "to Ona, widziałam ich wspólne zdjęcie". Cała fala łez na nowo uderzyła sprawiając ból nie tylko mi, ale i rodzicom, którzy autentycznie mi kibicowali by to było TO widząc jaka jestem przy Nim szczęśliwa.

Wieczorem odwiedziła mnie koleżanka. Myślałam, że przepłaczę całe spotkanie ale nie uroniłam żadnej łzy. Ona opowiadała o swoich sercowych przebojach, a ja zaledwie wspomniałam o Księciu i kulisach ostatnich moich poczynań. Nic wielkiego. Gdy wyszła, a ja dopiłam swoje drugie piwo stwierdziłam, że połknę kilka tabsów by szybko zasnąć i się nie męczyć przemyśleniami na temat Księcia. Wzięłam uspokajające leki, które przyniosła mi siostra. Poszłam spać ok 1.
W pół do 3 obudziłam się nagle słysząc krzyki sąsiadki-alkoholiczki, która jak zwykle darła japę nie wiadomo czemu. Rozedrgana poszłam do łazienki, wracam odbijając się od ścian. Już wtedy nie panowałam nad wdzierającą się histerią. Przyśpieszone bicie serca, uderzenia gorąca, drgawki. Próbowałam się położyć ale nie mogłam nabrać powietrza, coraz większa panika tylko to utrudniała. Okej, chciałam się zabić i myślałam o tym ale stojąc w takim momencie i mając śmierć przed oczami oraz jej warunki nie czuje się nic poza strachem. Pobiegłam piętro wyżej do cioci (pielęgniarki) ale mimo walenia w drzwi nikt nie otwierał. Myślałam, że jest w pracy. Zeszłam pośpiesznie do siebie i dzwonie do siostry. Wychyliłam się przez okno i usłyszałam, że ciocia też je otwiera więc szybko ją zawołałam do siebie, otworzyłam drzwi i czekałam zarówno na ciocię jak i siostrę, która się zbierała do mnie. Przyszła ciocia i skulona powiedziałam zgodnie z prawdą, że połknęłam 4 tabletki zaraz po alkoholu. No ale plis, dwa piwa (w tym 1 smakowe z 2%)?! co to za alko?! No puls 160, ciśnienie wysokie. Ciocia dała mi jakieś leki uspokajające i czekała przy mnie żeby wziąć drugi pomiar. Siostra została ze mną jeszcze godzinę, a później gdy dotarła do domu zadzwoniła jeszcze i uspokajającym głosem próbowała mnie wyciszyć bym mogła zasnąć.

Drgawki miałam od rana i nie przechodziły. Mama znała moje obawy dotyczące ciąży (mimo, że okres miałam normalnie, przecież się zabezpieczam ZAWSZE ale...) więc poszła po test. Wyszedł negatywnie. Wobec tego pobiegłam znów do cioci żeby mi zmierzyła ciśnienie. Znów za wysokie, ale tabletek nie dostałam. Kołatanie serca, drgawki towarzyszyły mi cały dzień, do tego opieprz od taty "CO TO MIAŁO BYĆ TO W NOCY?!". Nic miłego.

Od środy tułam się o przychodni i szpitalach. Od pobierania krwi się zaczęło, pomiarze ciśnienia w przychodni, od razu przyjęła mnie pani doktor mimo iż nie jestem jej pacjentką. Zleciła dodatkowe badania i w czwartek znowu u niej wylądowałam z przyśpieszonym tętnem i wynikami TSH w normie (ja mam niedoczynność tarczycy zdiagnozowaną od 3lat). Dostałam Bilokord i zalecenia konsultacji z kardiologiem.

Nie przyznałam się, że to wszystko zaczęło się od przyłapania na zdradzie Księcia bo wiem, że nikt z dorosłych tego nie zrozumie. "Tego kwiatu to pół światu" - ale prawda jest taka, że ja nie jestem jak większość dzisiejszych ludzi i dla mnie posiadanie dwóch seksualnych partnerów w życiu to kurwienie się. Już jestem kurwiszczem w swoich własnych oczach, a trzeci facet tylko pogłębi moje wewnętrzne frustracje. Ja traktuję to poważnie, jak deklarację miłości! A nie jakiś śmieszny dodatek "bo tak trzeba" "bo to ludzkie". Pierdolenie. Ja chcę być w swoich oczach wartościową KOBIETĄ. Nie to co większość. Wiem, że tego nie rozumiecie. Nikt nie rozumie.

Ciśnienie i tętno w normie od wczoraj, ale nie uspokoiły się drgawki i nadal towarzyszy mi uczucie jakby ktoś ściskał mi dłonie na krtani. Rozpaczliwie próbuję nabrać powietrza, ale nie umiem. Oddycham "połowicznie". Nie umiem się uspokoić, nie panuję nad drgawkami, nad swoim ciałem. Wymknęło mi się spod kontroli. Mam cały czas wewnętrzny lęk. Jakbym się bała, że Książę coś napisze, zadzwoni, cokolwiek. Jakby miało się coś stać. Miałam tak w przeszłości ale to były baaardzo krótkie okresy, do kilku godzin. A teraz mam permanentny stan od niedzielnego wieczora.

Właśnie w minionym tygodniu mieliśmy być w Krakowie, mieliśmy przeżywać najpiękniejsze chwile. Myślałam, że mi się tam oświadczy. Czułam w sercu iskry na myśl o tym, że tak blisko jest osoba której zawsze szukałam. Wiedziałam, że chcę się budzić i przy nim zasypiać każdego dnia. Wiedziałam, że odpowiem TAK.

Zmierzając do końca. Ten blog przypomina mi Księcia, moje szczęście skondensowane w jego ramionach i pod jego wargami. Wchodzę tutaj i przyśpiesza mi tętno. Działa na mnie źle. Chciałabym coś zmienić tutaj by odciąć się od tamtego. Myślałam o zmianie szablonu bo z loginem nie chcę się rozstawać (uważam, że idealnie oddaje całą moją osobę). Potrzebuję jednak spokoju, ciszy i dystansu. Potrzebuję czasu by ochłonąć, by wrócić do równowagi. Proszę Was o cierpliwość. Wrócę tutaj, ale muszę odsapnąć.