01.07.2015, 13:02 | miłość
uskrzydleni

Szykuje mu śniadanko do pracy. On siedzi na taborecie i sadza mnie sobie na kolanach. No ja 80kg ważę... także pozdrowienia. Zaczynam się bać, że mnie upuści, zwyczajnie.

on: no nie bój się, przecież Cie trzymam, nie upuszczę, a do góry przecież nie polecisz
ja: skąd wiesz? może mam skrzydła?
on: skrzydełka to Ty w podpaskach chyba tylko widziałaś
ja: hahahahahahaaha

Śmieszek ;D

Ps. znów 14 dni będzie w pracy. Fajnie, ponad 800km nas dzieli w tym momencie.



02.07.2015, 23:31 | miłość
podróżnik

Książę opisuje pewne miasto, w którym ostatnio pracował. Po 10-minutowych zachwytach: "spodobałoby Ci się, zabiorę Cię tutaj" (czy 'chciałbym Cie zabrać?' nie pamiętam)

Książę: ojjj przypomina się ostatni tydzień i poprzednie noce, wieczory, poranki ^^

_

2 miesiące RAZEM oficjalnie.



04.07.2015, 16:45 | miłość
paranormalni

Chociaż RAZ chciałabym być w NORMALNYM ZWIĄZKU. Ale widać nie jest mi to przeznaczone.



05.07.2015, 14:28 | filozofie
droga do szczęścia

Nie wiem jak powinny wyglądać prawdziwe związki. może właśnie mój jest normalny,a te do których się porównuje takowymi nie są?

W sumie to śmieszą mnie zachowania "znajomych". Np taka jedna, od stycznia już ma trzeciego (albo i więcej) i za każdym razem ustawia na FB "w związku z XXX". Ostatnio okazało się, że zaczęła z kimś być właśnie 2 maja, jak ja z Księciem. Pojechała do niego do Londynu i wstawiała z nim fotki na Facebooka podpisując je serduszkami. Związek nie doczekał nawet miesiąca. Rozpadł się, ale niesmak u mnie np. pozostał. Bo po co tak szybko zapraszać ludzi do swojego związku, łóżka? wstawiając zdjęcia po tygodniowym "związku" pozwalamy innym nas oceniać. Jeżeli wstawiamy trzeci raz w przeciągu 5 miesięcy fotkę z trzecim mężczyzną odpisując sercem to nie da się inaczej sądzić i oceniać jak na kurwiszcze. No sory.
Mam też inne koleżanki, które nie potrafią iść się wysrać za przeproszeniem by nie napisać, że "sram z: XXX" "Siedzimy z XXX" "Jemy pizze z: xxx" i oznaczają tego swojego "misiaczka". Nie, nie ściska mi żal dupy - to wg mnie jest skrajnie żenujące. Ja mam 26lat, ale nawet w wieku 15 bym tak (raczej) nie robiła, mimo iż sama nawet tera lubię na instagram wrzucić zdjęcia naszej kolacji itd to NIGDY nie wstawiałam fotki na żadne facebooki itd z twarzami moich 'lubych', a już na pewno nie molestuję ludzi opisem każdej podjętej czynności "jest cudownie z moim misiaczkiem cium cium cium" - no słitaśnie do porzygu.

Z drugiej strony mieliśmy małą sprzeczkę z Księciem gdy zapytałam go o tym co sądzi o ustawianiu na facebooka "w związku z: XXX". Natchniona przykładem znajomego, który po 2tyg spotkań dał się zaciągnąć pod pantofel i robi co mu laska zagra - a laska to babochłop od pługa odciągnięty bo pasztet jakich mało - dajcie chleba! Pozwolił by ustawiła, że są w związku i zagroziła mu rozstaniem jeżeli nie wstawi ich wspólnej fotki 'by wszyscy widzieli'. Ja jakoś tego nie uznaję... Znaczy nie no, w porząsiu, można wstawić wspólne zdjęcie no ale cholera, chociaż ze 3miesiące bądźcie ze sobą bo będzie jak w przypadku 1 koleżanki która jest istną kurwą. Mój Książę powiedział, że nigdy nie ustawiał i nie planuje ustawiać, ani wstawiać żadnych wspólnych zdjęć. Niby rozumiem bo mam to samo, ale nie rozumiem bo znowu trafił mi się ktoś kto zwyczajnie jest inny niż Ci partnerzy moich koleżanek. I początkowa myśl jest oczywiście "jak zwykle musiałam poznać takiego co jest dziwakiem", ale zaraz później przyszła smutna refleksja, że skoro TYLKO ZAWSZE JA poznaje takich mężczyzn to może nie TAKICH MĘŻCZYZN tylko to ja jestem TAKĄ KOBIETĄ, z którą zwyczajnie wstyd się pokazać. Wstyd pozować do zdjęć, wstyd wyjść do ludzi itd. Trochę mnie wkurzył wtedy Książę, ale nawet nie chodziło mi o ten Facebook, bo ja też nie chcę by cały świat widział nasz związek, widział kogo do łózka zapraszam i z kim sobie "jem smaczną pizzę z: XXX". Nie chcę poklasku. Chcę akceptacji. Mija ponad 2 miesiące oficjalnego związku. Tak naprawdę już od pierwszego spotkania wiedziałam, że to będzie coś więcej. Ba! Chciałam by było już duuużo wcześniej. Mimo woli poznał moje rodzeństwo i rodziców. Jeszcze w Poznaniu na Nicku dwie koleżanki. Po raptem 2 tyg od 1 spotkania. Ja nie znam NIKOGO od niego. NIKOGO. Ba! Poza jego byłą NIKT o mnie nie wie. Nie rozumiał, że jestem poirytowana właśnie tym, że nawet wychodząc z domu nie mówi, gdzie idzie tylko rzuca głupie "będę jak będę" "wrócę na noc". On biedny myślał, że chodzi mi o tego debilnego fejsa czy instagrama. Nie! Gdy zaczęłam go naprowadzać to mości królewicz się po 3dniach obudził i powiedział o mnie mamie. Miło mi, doprawdy.

Zbliżają się nasze wakacje i... no kurde, może też bym chciała mieć z nich pamiątke, wspólne zdjęcia itd. Nie chcę pokazywać całemu światu swojego partnera, ale jest milion możliwości by to obejść i pokazać wystarczająco, lecz nie z dużo. Chcę czuć się ważna. Nie czuję się. Tak kurwa, nie czuję się ważna bo nie mamy wspólnego zdjęcia. Żenujące? Możliwe. Mam tak przez byłego, który przez 5lat nie dał się namówic na wspólne zdjęcie - jakiekolwiek. Więc ich nie mamy. 5lat związku-widmo. Do tej pory się zastanawiam czy to w ogóle miało miejsc skoro nigdy nie poznałam jego rodziców, jego rodzeństwa, znajomych, nie mieliśmy wspólnych zdjęć, nigdy mnie nigdzie nie zabierał do znajomych, na miasto itd. Mój związek z Księciem niebezpiecznie jest podobny i przywołuje na myśl najgorszy scenariusz - po takim upokorzeniu jakie przeżyłam wtedy drugi raz się nie ogarnę. Książę nie chce zdjęć, mimo że jego była na instagramie ma do tej pory ich wspólne zdjęcie. Z nią jakoś dawał się focić, ze mną nie chce. I co to pokazuje? Właśnie to, że to JA jestem NIENORMALNA, bo niepełnosprawna, gruba, wstydzi się tego, że jest ze mną ale z niezrozumiałych powodów nadal w tym tkwi.

Tak, lubię szukać problemów na siłę. Po prostu boje się cholernie powtórki z tamtego związku. 5lat zmarnowałam na człowieka, który się mnie wstydził. Związek z kaleką nie jest dla każdego - świetnie o tym wiem. Nie chcę by za 2-3-5lat okazało się, że Książę także ma problem z przetrawieniem faktu iż do 'przeciętnych' nie należę. zaczynam zapadać się znów w kompleksach dotyczących mojej choroby i analizować to, że może faktycznie tylko ja odbieram siebie jako zdrową, inni jednak widzą mnie taką jaka jestem naprawdę - z ubytkami, niepotrafiąc przez nie traktować mnie zwyczajnie.

Chcę być szczęśliwa. Tylko tyle.




06.07.2015, 12:17 | miłość
pozamiatane

Książę: dzwoniłem. nie odebrałaś bo...?
ja: bo jestem na Ciebie zła
K: za co?
ja: już ja wiem za co
K: ale bardzo czy troszkę?
ja: wystarczająco by myśleć o odwołaniu rezerwacji i wakcji
K: COOOOO?!!?!?!
ja: to co słyszałeś. Nie wiem czy powinniśmy być razem
K: ale czemu?
ja: chyba jednak mniej nas łączy niż dzieli
K po wielu minutach dzwoniącej w uszach ciszy: może masz takie myśli bo częściej mnie nie ma niż jestem
ja: jakbyś był obok to miałabym gorsze wyrzuty sumienia, że się marnujesz przy mnie. Poza tym Twojej pracy nie zmienimy więc darmo takie gdybanie
I po 10 min ciszy w słuchawce po prostu się rozłączył.

Na moje 5 sms (niektóre na 4sms objętościowo) też nie odpisał. Proste. Związek budowany na rozmowach. Buahhaa. Dzieki za wysłuchanie.



07.07.2015, 22:25 | miłość
koniec

07.07.2017. miał być naszą datą.
07.07.2015 stał się datą rozstania.

Nie nazwał tego rozstaniem, ale potrafię czytać między wierszami. Koniec.
Dokładnie tak samo potraktował mnie jak były i Król "nie wiem czego chcę", a to już wróży koniec.

I co z tego, że to on powiedział pierwszy kocham, trzykrotnie prosił o "chodzenie", zarzucił datę ślubu. To nic nie znaczyło.

Losie, błagam, niech coś się stanie że będzie dobrze. Proszę. Bo za daleko pozwoliłam mu wejść bym mogła tak bez żalu odpuścić.


Miałam wstawić na fejsbunia dzisiaj, myślałam o tym od pierwszego przesuchania... 2tyg temu, a wstawię Wam, na znak mojego porażkowego jestestwa.
Meghan Trainor - Dear Future Husband
Dear future husband,
Here's a few things you'll need to know if you want to be
My one and only all my life
Dear future husband,
If you wanna get that special lovin'
Tell me I'm beautiful each and every night





08.07.2015, 22:03 | przyjaźń
przyjaźń w czasach zarazy

W takich chwilach Ona jest przy mnie. nawet jeżeli jest ponad tysiąc km ode mnie. Albo i 2 tysiące. Godzinna rozmowa przez telefon, jej wiara we mnie, dobre słowo, opieprz i wsparcie. Tak, brakuje mi jej tutaj :(



10.07.2015, 19:40 | miłość
tłumacza trzeba!

Nie wiem, kompletnie nie rozumiem intencji jego smsów.

"nie wyobrażam sobie byś musiała zostać sama w domu, a jakby były dzieci to już w ogóle" - mówiłeś mi o tym lęku dawno temu, zanim pojawiło się uczucie, więc niezaleznie od stanu zdrowia partnerki tak uważasz... więc co masz na myśli?
"nie chciałbym Cię skrzywdzić ani teraz ani kiedyś tam" - więc będzie jakieś kiedyś?
"przeraża mnie to, że kiedyś nie bede w stanie Ci pomóc" - pomagasz samą obecnością...
umówisz się ze mną? - "umówię, nie ma problemu" - więc...? jesteśmy razem czy nie? czy umówisz się by powiedzieć, że byłam przygodą?

The world is ours, if you want it
We can take it, if you just take my hand
There's no turning back now
Baby, try to understand




11.07.2015, 11:10 | rodzina
Sens istnienia

Zawsze żałowałam faktu swoich narodzin. Uważam, że po wykryciu u płodu zaburzeń, chorób powinno się dokonać aborcji. Absolutnie jestem za tym. Teraz już wiem, że moje życie ma jednak sens. Gdyby nie ja to moje rodzeństwo i chora psychicznie matka nie mieli by na kogo zwalić winę za wszelkie swoje niepowodzenia. Jest Dama to można wszystkie porażki zadedykować konieczności wyręczania mnie we wszystkim, opiekowania się dzieckiem-inwalidą itd. Mniejsze wyrzuty można czuć wobec siebie, jak ma się na kogo zgonić. Ave.



12.07.2015, 08:26 | miłość
koniec część niewiemjużktóra

Jutro wraca z pracy. Ja zaproponowałam spotkanie w środę. Po wczorajszym jego popisie nie napiszę do niego więcej póki się pierwszy nie odezwie.

Już po nas. To tylko spotkanie by kulturalnie powiedzieć sobie "żegnaj". Nie wiem po co ja mam jechać 100 km w jedną stronę, ani tym bardziej on tutaj. Po co ta szopka. Każde z nas wie, że nic z tego nie będzie.

Zabił mnie. Dosłownie zabił mnie tym zachowaniem. Olewką na mnie, na moje potrzeby. Jednocześnie sam świetnie się bawi dobijając mnie wstawianiem fotek fajerwerków. Tych które oglądaliśmy razem oczywiście nie wstawił. Byliśmy w tylu miejscach - nie oznaczał się jakoś. Teraz tylko Ustra-stustka, Plaża ustka, bar ustka. Kurwa! A do ej pory miał jedno foto z 2014 i 2013r. I ze dwa lajki pod czymś. Zapewnianie, że nie lubi udzielania się na FB, że nie lubi tam niczego pokazywać jakoś kurwa poszło wpiiiizdu. I jeszcze kurwa to lajkowanie "skowyrna dupka" a ja się czepiałam Byłego że lajkuje stronę "długie tory to i stacja musi być zajebista".

FACECI TO ZAKŁAMANY, FAŁSZYWY, CHUJOWY, BEZNADZIEJNY NARÓD.



15.07.2015, 12:27 | miłość
sąd ostateczny

Wszystko się dzisiaj wyjaśni. Sądny dzień.
3 majcie kciuki, by nasza miłość przetrwała. Proszę.



17.07.2015, 10:28 | miłość
Koniec.

Pisze z telefonu wiec proszę o wybaczenie błędów i literówek. (wpis edytowano dn. 19.07.2015r.)

Jeszcze w ciągu dnia próbował się wykręcić gdy napisałam mu SMS. Zadzwoniłam po tym jak zapytał czy możemy przełożyć spotkanie. Nawet odebrał po 4 sygnale. Pytam co on odstawia, że byliśmy umówieni na dzisiaj i nie będę słuchała wykrętów. On na to, że przemyślał sprawę bo jednak ta praca wyjazdowa, ale ja wspomniałam ze mimo to ja wytrzymam i ma gwarancję moje wierności blablabla... ale ostatecznie zgodził się na spotkanie.

Odebrał mnie z dworca. Nawet się odezwał mówiąc ze zaparkował bym bliżej miała. Później 10 min drogi w ciszy. Na rozluźnienie atmosfery zagaduje o mandat z fotoradaru, który rzekomo miał przyjść jakiś czas temu. Coś tam bąknął, że nie przyszedł. No ok. Zajeżdżamy pod moją stancje. Usiadłam pod blokiem i czekałam aż zaparkuje. Jak zawsze. Usiadł obok. 10min siedzieliśmy w ciszy. Bałam się nawet pytać o coś ale w końcu pada z moich ust "wejdziesz?". Byłam pewna, że odmówi. Ale przytaknął. Cisza.

Wchodzimy do mieszkania 'kawa, herbata?' Nic. To nic. Siadł na krześle. Ja na łóżku. Jak na pierwszej randce. Siedzieliśmy w ciszy 2h. NAPRAWDĘ 2H. od 18:50-20:45. Ponieważ ja nic złego nie zrobiłam to z dumą wpatrywał mu się w oczy ale ten nawet na mnie nie spojrzał. Kątem oka czasami łypał. Płakał. Załamał się. Opierał głowę na splecionych dłoniach. Wycierał łzy. Kilkukrotnie. Ja mimo napadów śmiechu i łez na przemian ani razu nie dałam po sobie poznać jakichkolwiek emocji. Nie chciałam mu ułatwiać ani utrudniać. Czekałam aż sam coś powie. Nic. Po tych 2h powiedział 'chyba czas na mnie' ja dosłownie szok. Tylko tyle? Po 3 miesiącach?! Wstał. Ja też. Myślałam że może mnie przytuli czy coś. Nic. Wyszedł do korytarza zakładać buty. Wstał i nic nie mówiąc podszedł do drzwi przekręcił zamek i chciał pociągnąć na klamkę ale położyłam na niej rękę pierwsza udaremniając jego ruch. Patrzę na niego jeszcze w miarę spokojna. Mówię po chwili ciszy "wiesz, to zabawne ale dokładnie miesiące temu 15 kwietnia w środę dałeś mi kosza dokładnie o tej samej porze. Dzisiaj powtórka z rozrywki?" Nic nie powiedział tylko smutno się uśmiechnął? Nie wiem jak nazwać ten grymas. Pytam go o powód rozstania bo przecież ludzie bez powodu się nie rozstaja. Cisza. No to pytam czy może mi podać choćby jeden "Jeden wystarczy. Bylem z inna". No szlag mnie trafił i przysięgam Wam, że myślałam że go uduszę. Zakpiłam tylko z niego mówiąc, że sam został dwukrotnie zdradzony a teraz sam to samo zrobił mi. Przyznał się ze po tym nie jest w stanie spojrzeć mi w oczy. Poirytowana mowie ze scenariusz tego spotkania miał być chyba inny bo miałam płakać i wić się i prosić by E mną został a ja nic takiego nie robię i gdzie jest hasło ze "nie kochasz mnie bo nie i już"? (Nawiązałam do wpisu na Pokolenie Ikea na FB które lajkowal "jak zerwać z klasa"). Mówię do niego, że ze mną nie ma tak ze virtual znawca wie co będzie. Chuja wie. Powiedział że zapłaci za odwołanie rezerwacji w Krakowie. Dałam mu minute na podjęcie decyzji mówiąc że jak wyjdzie to nie wróci już nigdy bo ja nie przyjaźnie się z byłymi i nie daje szans. Nie jestem jego była i nie będę płakała i błagam poniżając się. Staliśmy minutę w ciszy. Mówię, że ostatnie 10 sekund. "Przepraszam" rzucił i wyszedł.

Żeby zerwać z klasą to trzeba najpierw ją mieć. Książę.



19.07.2015, 12:17 | miłość
(nie)wiara

Padały jeszcze jakieś zwroty ale nie pamiętam ani ich kolejności ani 100% wersji. Pamiętam ścinki bo akcja działa się naprawdę bardzo szybko, a będąc w takich emocjach nie umiałam trzeźwo myśleć i zapamiętywać jego kolejnych słodkich kłamstw. Mówił "skończyło się" chyba zaraz przed "byłem z inną". Ale nie jestem pewna kolejności. Pytałam też "czy było mu dobrze z tamtą" co było bardzo dużym błędem. Biję się za to w piersi. Nie powiedział niczego więcej a propos rzekomej 'tamtej' wobec tego ciężko mi uwierzyć, że takowa w ogóle była.

Wendigo, nie jesteś sam w takiej ocenie. Moja przyjaciółka nie wierzy w Jego zdradę. Twierdzi, że to się tak nie skończy i chociaż nie rozumie tego to wie, że skłamał. Siostra też nie. Ja również nie umiem poskładać do kupy tego, jak w jednej chwili można spierdolić tak udany związek. Sami wiecie, że układało nam się po prostu zajebiście. On mnie komplementował, nawiązywał w rozmowach do ślubu, wychodził z inicjatywą wyjazdu. To nie było odległe, to było kilkanaście dni temu. On nie jest w stanie zdradzić drugiej osoby, to baaardzo dobry człowiek. Troskliwy i opiekuńczy. Po prostu jestem w głębokim szoku po tym co usłyszałam tamtego wieczoru. Czy ktoś kto nie jest pewny uczuć, nie jest przekonany co do związku planuje coś z tą drugą osobą? Rozważa posiadanie z nią dzieci, myśli o ślubie, mówi "zabiorę Cię tutaj"? Jeżeli w związku się nie układa to chyba nie zapewnia się drugiej osoby, że jest super i niczego by w niej nie zmienił, że ją kocha i pokaże jej pewne miasto. Czy jestem naiwna?

Płaczę cały czas. Naprawdę. Nawet wracając do domu oczy mi się szkliły (ave za okulary przeciwsłoneczne, za którymi chowam się od tygodnia). Nie umiem sobie poradzić z takim obrotem spraw. Nie rozumiem.

Nie chcę wnikać w jego prywatne sprawy więc nakreślę Wam ogólnie, że mieliśmy poważne problemy z Jego byłą. Pisała i wydzwaniała do niego cały kwiecień, maj, do połowy czerwca. Groziła samobójstwem. Mówił mi, że ma za sobą jakieś próby samobójcze i boi się o nią dlatego tak długo nie dodawał mnie do znajomych na FB. Nie rozmawiał z nią, zerwał kontakt. Ona wydzwaniała do jego rodziców i rodzeństwa. Była sytuacja, że mama Jego byłej dzwoniła do niego mówiąc, że ona przez niego idzie do zakonu bo nie może pogodzić się z ich rozstaniem po 10 latach. Jednakże na Instagramie wstawiała fotki z wypadu za granicę, jakiegoś alkoholu itd. Od 2tyg nie wstawiła żadnego zdjęcia, a mi przyszło do głowy, że może naprawdę coś sobie zrobiła i Książę albo się wystraszył że naprawdę się zabije postanowił ze mną zerwać dla dobra tamtej, albo naprawdę popełniła samobójstwo, a on nie chce mnie obarczać tym. Nie wiem, nie znam scenariusza tej wariatki ale podejrzewam, że może mieć z tym coś wspólnego. Całe 2 miesiące martwiłam się tym, że ona wystawała pod jego blokiem, dzwoniła po sąsiadach by dostać się do klatki i czekać na niego pod drzwiami, że byłaby gotowa go spić i zaciążyć by tylko był jej własnością. Później mi minęła frustracją jej osobą, ale może niepotrzebnie? Nie wiem.

Siostra mówi, że jego tekst "skończyło się" mógł dotyczyć właśnie nas. Nie innej. Mógł płakać przez to, że musi zakończyć coś czego kończyć nie chce. Może ktoś go zmusił do zakończenia związku ze mną. Może ktoś mu coś powiedział o mnie, o nas, o jego byłej. Ciężko powiedzieć.

Faktem jest, że nie jesteśmy razem i muszę przyjąć to do wiadomości. Nie tworzyć scenariuszy możliwych powodów, przyjąć ten, który podał bez wnikania w szczegóły. Muszę zapomnieć o tym, że było tak dobrze, tak idealnie. Okazuje się, że idealne związki też się rozpadają. Kocham Go i nie wiem czy potrafię przestać tak z dnia na dzień. Jest mi bardzo ciężko. Bardzo. Rozpadł się mój mały świat. Nie sądziłam, że tyle od siebie dając drugiej osobie mogę zostać tak potraktowana.

_

edit:

Zgodnie z tym co powiedziałam nie utrzymujemy kontaktu. Jeszcze w środę wywaliłam go ze znajomych na fb, zablokowałam instagram jako prywatny ale ku przestrodze zablokowałam też jego profil by nie mógł podglądać moich fotek. Nie napisał na FB, nie dzwoni, nie pisze sms. Jemu przychodzi to bardzo łatwo bo w zasadzie od tygodnia się do mnie nie odzywał. Ma wprawę. Ja też nie piszę i pisała nie będę. Też mam wprawę.

Wiem, że mogłabym go naciągnąć i zmusić do zapłacenia za ten hotel. mogłam wyłożyć laskę i mieć gdzieś Jego portfel, życie itd. Ale nie jestem taka. Już nie. Odwołałam hotel zupełnie za darmo. Nie ponoszę żadnych kosztów. On też nie. Nie mamy wobec siebie żadnych długów wdzięczności.



21.07.2015, 12:10 | miłość
analiza

Nazwałam go wstrętnym, po czym dodałam iż nie będę go obrażała bo nie dał mi jak dotąd powodów i zawsze traktował z szacunkiem. Zapytałam czy nie chce choćby spróbować pracować nad naprawieniem tego. Nie pamiętam, ale wydaje mi się, że nie odniósł się do tego. Wychodząc powiedział coś poza przepraszam, ale byłam tak wkurzona, że nie słuchałam tylko zatrzasnęłam za nim drzwi i przekręciłam zamek.

Myślę, że nie powinnam żyć. Takie niedojebane istoty żyć nie powinny. Z mało odwagi by sobie coś zrobić. So sad.



22.07.2015, 21:19 | miłość
rozstanie

Gdy gotował albo zmywał naczynia zawsze się wzruszałam i myślałam "zazdroszczę jego żonie". Miałam nadzieję nią zostać.

Cholernie boli. Dokładnie tydzień odkąd wyszedł z mojego mieszkania. Na zawsze.



23.07.2015, 18:58 | zdjęcia
Pierwsze.

Zdjęcie z 17.04.2015. Pierwsze spotkanie. Carlo Rossi. Różowe. Pocałunki do 4 nad ranem.





25.07.2015, 13:21 | miłość
1:0

W sumie to Mu nawet współczuję.

Bo to On stracił, nie ja. On stracił kogoś wyjątkowego, kto mając miliard szans na przygodny seks nigdy z niego nie korzystał, a On zaliczył przy pierwszej możliwości. O czym to świadczy? O braku szacunku do swojego penisa i swojej osoby. Ja mam duży szacunek do swojej cipki i pomimo 4lat samotności nikt jej nie oglądał. Jestem wartościowa, mądra, ambitna, wybitna, troskliwa i fajna. Mam zasady i sztywny kręgosłup moralny, dążę do założonych celów. Zawsze robię wszystko na 110%. Potrafię gotować, szyć, prać, wbić gwoździa w ścianę i z klasą się rozstać. On nawet by to zrobić musiał poradnik przeczytać.

Wstydził mi się spojrzeć w oczy - trochę go jednak bolało, miał wyrzuty sumienia w takim razie. Zrobił mi coś okropnego. A nie zasłużyłam. Jestem niewinna. Skrzywdził coś niewinnego.
I jeżeli spełnią się moje zawodowe plany będzie musiał część życia słuchać mojego głosu, oglądać mnie w telewizji, w Internecie. Oby za każdym razem żałował swojej decyzji. Nie życzę mu nieszczęścia, tego by trafił gorzej, by coś mu się stało. NIE. Ale życzę sobie sukcesu zawodowego i jemu oddechu sumienia przemawiającego przez moje usta gdy będę wypowiadała się w każdej stacji radiowej i telewizyjnej :) Życzę mu smutnego uśmiechu i myśli "zazdroszczę jej mężowi".



25.07.2015, 23:00 | miłość
Epilog

Książe: Przepraszam, że niepokoje ale chciałbym wziąć na siebie sprawy związane z Krakowem
ja: nie ma potrzeby, już to uregulowałam
Książe: pozwól pokryć chociaż moją część


Proszę Pana. Swoją część spłaci Pan cierpiąc całe życie z powodu mojego braku przy Pańskim boku. Życzę wszystkiego dobrego, bo najlepsze właśnie Pan stracił.



28.07.2015, 09:15 | miłość
nie tak miało być

Prawda jest taka, że nie wyartykułowałam chęci bycia z nim, niechęci do rozstania w czasie rozstania. Nie powiedziałam nic by go zatrzymać. Owszem, dałam mu minutę na przemyślenie. Owszem, zapytałam jego czy nie chce pracować nad tym. Ale sama ze swojej strony nie powiedziałam niczego co wskazywałoby na jakiekolwiek uczucia z mojej strony. I możliwe, że przez to skazałam się na samotność.

Może i bym napisała do Niego "proszę wróć". Może bym napisała "życzę by jednak życzenia Wigilijne Twojej mamy się spełnił, żebyś jednak poznał swoją przyszłą żonę w tym roku". Możliwe też, że ten ból jaki przeżywam sprawiłby że napisałabym "weź spierdalaj". Bo nie wiem sama, którego z odczuć jestem dziś najbliższa.

Boli - to wiem na pewno. Boli tak, że nieustannie płaczę. Od 3 tygodni każdego dnia.



28.07.2015, 23:28 | miłość
być czy nie być...

Zaczęło się od tego, że wyjrzałam przez okno. Był tam. Kucał na nowo położonym krawężniku. W szarej koszulce i jeansach. Podpierał się dłonią na kolanie tak dla niego charakterystycznie. Wstał i odszedł kawałek w przeciwnym kierunku. Odwrócił się w moją stronę. Klon Księcia. Wczoraj też go widziałam. Właśnie odpisywał na sms-a stojąc jak mój Książę, podparty jedną ręką, krzyżując nogi. Te same gesty, ten sam wygląd. Szok. Nawet udawało mi się rano nie płakać. Ten widok jednak na nowo mnie rozwalił.



Prawda jest taka, że naprawdę to rozważam. Po chwili jednak wychodzi słońce. Robię 30 brzuszków, 40 skłonów, 30 przysiadów, 20 wymachów nogami. Jeżdżę na rowerku stacjonarnym jak szalona, ostro wchodząc w zakręty i powtarzając jak mantrę "pożałujesz". Później znowu kładę się i czuję jak w poszewce w fioletowe kwiaty nikną moje łzy. Jedna po drugiej. I znowu patrzę na klamkę na której powiesiłam pasek. Co jest trudniejsze? Śmierć czy życie?

Nawet mam ochotę czasem napisać mu, że dziękuję. Bo właśnie tego słowa spodziewa się najmniej. Dziękuję Mu za lekcję spokoju, cierpliwości, tolerancji, otwartości i nieco samoakceptacji. Dziękuję Mu za pokazanie mi Poznania. Za "a nie mówiłem? która to już flaszka?" po każdym zdanym egzaminie. Dziękuję za to, że był taki jaki był. Nigdy nie dał mi odczuć, że jestem gorsza. Mimo pytań o chorobę, mimo dociekań. Dziękuję Mu za to, że przez te 3 miesiące mogłam być naprawdę sobą.



31.07.2015, 11:13 | miłość
tęsknoty

Nie wiem co napisać. Nie jest lepiej. Płaczę mniej, ale lepiej nie jest.

„wargi mnie bolą z niepocałowania (...) zresztą nie tylko wargi, bolą oczy z niepatrzenia, i dłonie, i opuszki palców bolą też. siedem przeklętych dni, co tydzień" Urszula Kozioł