18.06.2012, 21:30 | filozofie
modernizacja bloga i życia

Z Jedynym nie mam kontaktu od którejś tu nocy, w którą zapytał "wyjdziesz
za mnie?" co pozostawiłam bez komentarza. A nie, byliśmy później w kinie
na jakimś szicie. Niefajna atmosfera między Nami była toteż postanowiłam sobie
nie robić nadziei i zerwać kontakt. Narazie sie udaje, ale to dopiero miesiąc
więc szału nie ma i staniki nie latają.



Sesje zamknęłam 2tyg temu z mega dobrymi stopniami bo mam tylko jedną 4.5 z
egzaminu, a reszta to 5. Po prostu potwierdzam regułę, że ten kto nie ma
szcześcia w miłości ma szczęście w grach (no u mnie to będą egzaminy). Jestem
bardzo dumna i będę starała się o stypendium naukowe, mam nadzieję że się uda
bo nie ukrywam, że kasa jest mi niezbędnie do życia potrzebna. 



Z TKINCZem było w porządku dłuższy czas ale ostatnie 3dni do najlepszych nie
należą i trochę się jakby pokłóciliśmy. Mieliśmy naprawiać dzisiaj ale tak,
zgadliście - olał sprawę, "zapomniał". O co poszło? o uczucia. W
sumie zażartowałam bardzo w Jego/naszym stylu ale ten chyba tego nie zrozumiał
i wziął na poważnie, co w sumie do końca błędne nie było i w ten sposób zabolał
mnie kosz od Niego. 



Zdrowie mi szwankuje od dłuższego czasu. Teraz jest kryzysowo po maksie. Nie ma
dnia żebym nie zwijała się z bólu. Ale rodzicom nie komunikuję już tego.
Wystarczy że cały miesiąc to robiłam co nie dało żadnego efektu. Umrę a oni
będą zdziwieni, że tak się stało. A ja nie żartuję bo boli mnie tak że ciągle
oglądam się na pasek do spodni i zastanawiam czy powieszenie się bardzo boli.
Nie wiem jak to dalej będzie bo powinnam już dawno być na stole operacyjnym ale
rodzice od roku twierdzą, że wymyślam i że nie stać nas obecnie na zabieg i
wyjazdy po lekarzach. Ale wporząsiu, że mamusia własnie wybiera się do
sanatorium w góry. Na to są pieniązki, na moją amputację nie ma. Dziekuje,
kocham Waszą sprawiedliwość.



A propos mamy. No ta kobieta rujnuje mi życie. Ostatnio wydarła na mnie gębę
tak, że padły niemiłe słowa typu suko i szmato. Do mnie się tak nie mówi. I tym
razem odwarknęłam tak, że aż jej w ięty poszło. A przeklinac i obrażać jej
wcale nie musiałam. Mam kilka asów w rękawie i jak jeszcze raz naskoczy na mnie
to przysięgam że się odwinę tak, że pożałuje że mnie urodziła. Bo ja aniołkiem
nigdy nie byłam, nie jestem i nigdy nie będę. A poprawności politycznej w
praktyce nie stosuję. Obecnie mama ma focha (tak, 50letnia kobieta może mieć
focha) i odgrywa swoją ulubioną rolę - męczennicy cierpiętnicy i łudzi się, że
będziemy zabiegać o jej uwagę. A my wszyscy, łącznie z tatą, wyłożyliśmy na to
przysłowiową lachę. Foch się pogłębił. Ale taka już ona jest. Sama ma
przejebane życie z własnej głupoty i zabrania być szczesliwym innym. Czerpie
przyjemność jak sprawi, że przestajemy się śmiać. Kochana mama. Oddam ją nawet
za darmo. 



Chore myśli w głowie nie opuszczają mnie od 1.5miesiąca. Mam ochotę strzelić
sobie w łeb, wymyślam kolejne sposoby na śmierć ale jakoś każdy jest przerażający
i choć moje życie jest po prostu fatalne to nadal śmierć wydaję się być gorsza. 

Czemu zdrowi ludzie marnują się nad kuflem piwska albo butlą spirytu a ja
chociaż nie piję i nie palę to cierpię z powodu braku zdrowia. No czemu jest
tak niesprawiedliwie?! Nie daje mi to spokoju. Poznaje ludzi i widzę jak bardzo
mam zepsuty świat dookoła siebie. Wszyscy ludzie to chuje. Każdego dnia się o
tym przekonuję na własnej skórze i mimo 23lat boli mnie to nadal. Nie przywyknę
do tego nigdy!



Wróciłam we własnym stylu. 







25.06.2012, 12:30 | zdrowie
kryzys zdrowotny

Czuję się
mało ważna. 

Od ponad 1.5 roku komunikuję rodzicom jak bardzo bardzo mój stan zdrowia się
pogarsza. Powinnam poddać się operacji już wiele miesięcy temu ale nawet nie
byłam u lekarza bo "nie ma pieniędzy". I ja wszystko rozumiem,
naprawdę ale nosz cholera na paczki chipsów i kraty piwska do Euro są
pieniążki, na domek z bali na działeczkę są pieniążki ale na ratowanie zdrowia
i życia własnego dziecka nie ma pieniążków? Heloł?! 

Bagatelizują bo nie płaczę. Gdy byłam 100km od domu, na studiach i zaczęłam
płakać do słuchawki jak bardzo bardzo mnie boli od razu zaczęli załatwiać
wizyty i ustalać termin zabiegu. Teraz cisza. Bo nie pokazuję jak bardzo bardzo
mnie boli. Bo dorosłam i płaczę tylko ze złości i bezsilnośći, ból już nie wyciska
mi łez. 

Tak bardzo żałuję, że jestem taka nieporadna życiowo i wciąż zależna od
wszystkiego. Mam już tyle lat, że sama powinnam sobie ustalać operacje, dzwonić
i jeździć po lekarzach. Ale do tego trzeba mieć zdrowie by pofatygować pupcię
na busy/pksy i by dostać się jakoś do placówki szpitalnej. Albo prawo jazdy i
samochód, którym dostanę się wszędzie bez uszczerbku na zdrowiu. Nie mam ani
jednego, ani drugiego. Sprawiedliwość...



Moje rodzeństwo ma po 19lat. Mają prawo jazdy i dostęp do samochodu mamy. Mają
zgodę na imprezy, mają przyzwolenie na palenie. Dostają nawet pieniądze na
papierosy i piwo. Ja nie pamiętam kiedy prosiłam o pieniądze i na co to było.
Gdyby mnie w wieku 18lat złapali z papierosem w ręku prawdopodobnie matka by
mnie zabiła. Gdybym wspomniała coś o jakimś ognisku, wyjeździe z kolegami albo
innego rodzaju imprezie to by mnie oboje zastrzelili. Im można. Im można bo są
zdrowi i w razie czego sobie poradzą. Ja jestem dzieckiem specjalnej troski
więc mam dożywotni zakaz wychodzenia z domu bez zgody na piśmie. Szkoda, że nie
mam kuratora nad głową... byłoby to bardziej zrozumiałe. Nigdy nie paliłam,
praktycznie nie spożywam alkoholu, chyba że w śladowych ilościach jak jedno
piwo na kilka miesięcy. Nie chodzę na imprezy. Jestem bałaganiarą ale za to
potrafię gotować. Ale i tak jestem gorsza bo tą idealną, wspaniałą córcią jest
paląca, pyskata lebiega - moja młodsza siostra. Ona jest naj naj więc
spełniajmy jej marzenia. I nie zapomnę jak siostra mi powiedziała o rozmowie z
mamą, w której rodzicielka określiła to jednym zdaniem: "tylko jej nie
mów, i tak ma w życiu ciężko". Dziękuję miłosierna mamo. Od razu mi lżej. 



Bardzo mnie boli. Fizycznie choroba mnie już praktycznie zabiła. Psychicznie
zabija mnie otoczenie.

A ja bardzo bym chciała się powiesić, nawdychać gazu albo połknąć miliard
tabletek i zapić red bullem albo wódką. Tylko odwagi mi brakuje. Przykre to.