05.05.2016, 00:16 | ja/moje
one more time

Moją wadą jest ekspresowe zaangażowanie emocjonalne. Wystarczy kilka dni rozmów non stop. Później cierpię katusze. 



08.05.2016, 14:59 | przyjaźń
friendzone

Moje "koleżanki ze studiów" obraziły się na mnie za to, że nie poszłam na piwo z nimi. Nie obchodzi ich moje tłumaczenie bo nawet nie pytają o powód. Od razu przestały się odzywać. Nie poszłam bo bardzo źle się czuję i modlę się bym dożyła do obrony. A zdrowie zaczęłam szanować 2 lata temu i już odpuszczam, nie mam potrzeby być lubianą, zabiegać o sympatię i akceptację. Co mi z akceptacji osób, które nie potrafią wykazać zrozumienia w tak prostej kwestii? Nic. Dokładnie, nic. 

I to, że niby trzymam się w jakiejś grupie, do dzisiaj nie miałam zatargów z nikim, wcale nie pomaga i na moją korzyść nie działa. W razie konfliktu słownego NIKT za mną nie stanął, natomiast strona przeciwna zebrała laury i oklaski. Tak właśnie jest z tymi "szkolnymi przyjaźniami". Interesowne, bazujące na wspólnym interesie. 
Tylko jaki interes można mieć z dziewczyną, która nie chodzi na zajęcia? Bo u mnie przynajmniej można liczyć na notatki. 

Nie rozumiem ludzi. I w sumie jeszcze 3lata temu płakałabym w samotności, że grupa mnie nie akceptuje, że ja się tak staram i po co, czemu są tacy bezczelni blablabla. A dzisiaj już mi to lotto. To są jeszcze dzieciaki z mlekiem pod nosem. 

A z tą moją "psiapsią" z miejscowości rodzinnej nie rozmawiałam od miesiąca, weekend majowy też był bez znaku życia. Zmęczenie materiału czy zwyczajnie już antypatia? 




15.05.2016, 11:48 | miłość
senne mary

Często Wam się śnią byli partnerzy? 

Mnie sporadycznie nachodzi mój Były. Raz na wiele, bardzo wiele miesięcy, a nawet zaryzykuję że lat. Dzisiaj zastanawiając się nad tym doszłam do wniosku, że mimo tych wszystkich baaardzo złych rzeczy jakie sobie wzajemnie robiliśmy (tak, żaden ze mnie świętoszek był) to życzę mu wszystkiego najnajlepszego. Wiem, że w tym roku się żeni, ma wspaniałą narzeczoną u boku która przypomina jego pierwszą miłość :) Ba! Nawet się we trójkę, we czwórkę spotykają, czego ja nie byłam w stanie zrobić. A dzisiaj uprawiałam z nim seks we śnie... Psikus umysłu.

Zupełnie inaczej jest z Księciem, którego nie umiem nazwać Byłym, nawet go w ten sposób nie określam. Mówię zawsze po imieniu, nie czuję się jego byłą. Czuję się rzeczą, która się po 3 miesiącach zepsuła, a nie była na gwarancji. On był dla mnie absolutnie wszystkim, mimo miliona wątpliwości jakie miałam, specyficznych frustracji i wszystkiego. Nie potrafię do niego wejść na FB czy insta. Nie potrafię ochłonąć, zdystansować się. Naprawdę dużo bardziej intensywnie się w to zaangażowałam mimo, że to 3miesiące, z nie 5lat jak z Byłym. 

Czy ja będę kiedyś miała odwagę znów zaryzykować, pozwolić chociażby się zbliżyć? Wygląda to marnie póki co, ale to świetnie bo mam wiele planów, oczekiwań związanych z najbliższym czasem :) 




19.05.2016, 11:44 | kariera
dr Dama Trefl

Promotor: Damo Trefl, nie myślała Pani o doktoracie? Ja widzę w Pani wielki potencjał badawczy, w kierunku XYZ mogłaby Pani wiele wnieść do nauki. Wspominałem już o tym, mając Panią na uwadze
D♣: bardzo mi miło, dziękuję! Brałam oczywiście taką możliwość pod uwagę i nie jest to pomysł całkowicie zaniechany. Chciałabym jednak najpierw skupić się na obronie. 
Promotor: Proszę przemyśleć, ja podtrzymuję swoją opinię

;) Wygrać życie.




25.05.2016, 17:37 | kariera
samodoskonalenie

Udało mi się skończyć studia. Jeszcze tylko obrona przede mną, ale już teraz mogę Wam powiedzieć: same 5 w tym semestrze. Z góry na dół. Od 8 lat, odkąd studiuję, nie dostałam żadnej 2, nigdy nie miałam poprawki, nigdy nie pisałam też w "drugiej zerówce" czy też "drugim terminie". Ale nie zawsze tak było. 

Moja średnia w 1 klasie liceum to 3.5 :] Tak, drodzy Państwo, 3 i pół. Miałam milion 1 z biologii, niemieckiego, fizyki i chemii. Na moim świadectwie ukończenia szkoły średniej widnieje jedna 2 i trzy 6. Byłam zakochana, skupiona na ludziach, miłości, na chillowaniu. Nie stresowałam się 2, żadną kartkówką, a nawet do matury nie uczyłam się nawet przez 1 godzinę. Wyniki maturalne mam bardzo przeciętne. Na pierwszych studiach miałam różne oceny, nawet chodziłam na dodatkowe zajęcia z matmy dla najgorszych tumanów, mimo iż w liceum miałam same 4 i 5 :] Byłam szczęśliwa. Byłam szczęśliwa mimo tak złych ocen. 

Na drugich studiach usłyszałam zdanie, które całkowicie mnie odmieniło: "Damo Trefl, Ty się uczysz i uczysz i masz 3, a ja się nic nie uczę i też mam 3". Od tamtej pory nie miałam żadnej 3, a 4 to na palcach jednej ręki policzę. Nie mam też przyjaciół, faceta, nie jestem szczęśliwa, poświęciłam całe życie nauce. 
Dziękuję TKINCZ, jesteś ojcem mojego rozwoju naukowego, sukcesu i propozycji doktoratu z zeszłego tygodnia. Tak, jesteś też moim przyjacielem, do którego zawsze czułam mięte, dlatego te słowa zabolały mnie tak bardzo iż nigdy nie dałam Ci powodu do ich powtórzenia. Mimo to, bardzo dziękuję, bo wiele zyskałam, tracąc jeszcze więcej. 

Taka duma! :)






31.05.2016, 22:27 | filozofie
bedzie lepiej

Siedzę ze słuchawkami na uszach, popijam napój procentowy i odpływam. Mam tyle przemyśleń na różnorakie tematy, że nie wiem od czego zacząć...

Moja choroba jest genetyczna. Do tej pory bazowałam na podaniach ustnych, na zapewnieniach, że "może być ale nie musi". Bach. Jest genetyczna. Jest w Polsce co najmniej jeden przypadek przekazania chujowizny dalej. Ja pieprzę. To głupie, ale pomyślałam od razu "byłabym mamą gdybyśmy się nie rozstali". Chciałam mieć z nim dzieci. Ba! Byłam tego pewna tak bardzo, że napisałam na forum chorych na to gówno czy wiedzą coś o genetycznym obciążeniu. Cudem umknęłam przed tragedią. Wiem wiem, chore dziecko może być cudem bla bla bla. Ale to nie wy nosicie tą spierdolinę w sobie, nie wy będziecie patrzeć na tą roślinkę myśląc "moja wina". To kompletnie co innego. 

Nie mogę zrobić prawa jazdy i chociaż nikt o tym nie wie to przyznam się, iż płaczę przez to od 3 tygodni. 

Mimo iż komunikuję rodzinie, że bardzo bardzo źle się czuję ona nie robi nic. NIC. Nie wspiera mnie, nie pomaga, zostawia samej sobie. Dopiero gdy się popłaczę reagują. A ja już nie płaczę z tego powodu. Czeka mnie operacja, a moja rodzina znowu się wypina i udaje głuchą. 

Doktoratu chyba nie podejmę bo przeczytałam o wymaganiach i... odpadam. Nie znam języka, który jest wymagany na rozmowie egzaminacyjnej. Kompletnie nie wiem jakie są moje zainteresowania i w jakim kierunku chciałabym prowadzić badania. No i najgorsze... Praca licencjacka ma mieć 30-50 stron. Miałam 90. Praca magisterska ma mieć 50-80. Mam 100 a jeszcze nie skończyłam. Doktorat ma mieć ok 250. Mój miałby z 500.

I jeszcze Ci wszyscy ludzie, którzy myślą że tekstem "pora na Ciebie" cokolwiek wywołają. Kolejna koleżanka się zaręczyła. Na zdrowie! Ale co ja mam do tego? Może chcę być sama? Heloł?! Czy ktoś mnie w ogóle słucha? Chyba nie. Nawet tutaj chyba nie bo macie swoje teorie na mój temat i non stop mi wciskacie jaka to jestem w chuj nieszczęśliwa bez faceta i jak to biegam z jęzorem wyjebanym na brodę za byle kutasem. Otóż, kurwa, nie. 

Czy wszystko musi być takie zjebane, serio? 

Uśmiecham się bo nie mam najgorzej. Bo ja jednak jakoś tam sobie żyję i sobie świetnie radzę. Mam swój dom, rodziców i marzenia. Tak, nadal je mam.