02.05.2015, 10:55 | miłość
On

Och! ♥
Żebym potrafiła go pokochać, tak naprawdę i na całego. Proszę. Żebym potrafiła.



03.05.2015, 10:21 | miłość
wyznanie

Wczoraj.
On: patrzyłem w necie te pierścionki
ja: jakie?
On: no ... obrączki, zaręczynowe... takie dziwne, znaczy oryginalne, patrzyłem. Np imitujące drewno, wiesz te słoje w drzewie...
ja: aha, po co Ty oglądasz pierścionki zaręczynowe?
On: przecież mówiłem, że też pokochasz maj...

ŁAT?!


Dziś. Leżymy, 4 rano.
On: wiesz co...?
ja: nie wiem...
On: omg jak mi serce bije! - chwila ciszy - Kocham Cię.

O jasna cholera.

Nie zdobyłam się na odwzajemnienie tegoż wyznania. Naprawdę nie mogło mi przejść przez gardło mimo, że sama w tej samej chwili o tym pomyślałam. To dzieje się baaardzo szybko. Może za szybko?



04.05.2015, 22:25 | filozofie
braki

Potrzebuję pogadać szczerze, a nie mam z kim.



07.05.2015, 13:21 | miłość
o Nas.

Uwielbiam jak podsyła mi zdjęcia wystroju sali weselnej, samochodu ślubnego czy pierścionków. Tak, chcę. Tylko mnie zapytaj, plis. "Jak będziesz grzeczna w maju to... zapamiętasz ten maj" Nie groź mi Skarbie :D

*.* ae mje wzieo.

Aż strach, że poznaliśmy się 2 kwietnia. Na portalu randkowym. I strach, że powiedział niby żartem o poszukiwaniach żony. 28-latek? Proszę Was... W ogóle nie był ważny. Przezroczysty. Sympatyczny, ale rozmowy nieszczególnie flirtujące itd. Dopiero po 3-ciej przegadanej nocy coś drgnęło. Drgnęło i zostało. Mój świąteczny zajączek świetny prezent mi przyniósł w postaci Księcia. Nazajutrz zapytał o spotkanie, a ja chociaż dotychczas negowałam identyczne pomysły powiedziałam "tak".

Mieliśmy się spotkać 15 kwietnia, więc po 2tyg od zapoznania. Mimo pisania non stop tego dnia o tym spotkaniu "spontanicznym" - wystawił mnie i nie przyjechał. Wściekałam się 2 kolejne dni aż w piątek postawiłam go pod ścianą "albo dzisiaj albo wcale". Przyjechał z winem na przeprosiny. Wypiliśmy po lampce. Ja na łóżku, on na krześle. Wypiliśmy po drugiej lampce, oboje na łóżku. Nachylam się, całuje mnie. Gdy przerywam i odklejam usta od jego warg on podtrzymując moje plecy delikatnie kładzie mnie na łóżku. Pamiętam ten moment doskonale. Całując się i przytulając przegadaliśmy kolejne godziny. Został do 7 rano.

Następnego wieczora sytuacja podobna, chociaż wieczór był dużo bardziej namiętny i krótki. Płakałam, bo jest ktoś drugi z przeszłości, bo nie chciałam być zabawką, bo nadal nie przekroczyliśmy kilku moich punktów "bożej kolejności". Owszem, są to głupie zasady, ale chciałam by mój kolejny związek był jakiś taki... kurde no, normalny. Ludzki. On widząc łzy uklęknął przy mnie i ze spokojem tłumaczył wszystkie moje niepokoje związane z brakiem nazwania tego co jest między nami. Przytulił mnie i szeptał mi do ucha całe opowieści. "Wcale nie jesteś zołzą, jesteś bardzo wrażliwa w środku, tylko grasz taką oziębłą... co?". Gram, bo w życiu zimnym sukom łatwiej.

Niedziela, dzień przed jego wyjazdem. Leżymy, szepczemy sobie jakieś historie. "Z każdym pocałunkiem zakochuję się w Tobie coraz bardziej"... Samemu mu gardło się ściskało gdy odliczaliśmy minuty razem. Gdy mnie tulił na pożegnanie powiedział, że chyba spełni się wigilijne życzenie jego mamy by znalazł żonę w tym roku.

Codzienne telefony, smsy na dzień dobry i dobranoc. "Jak chcesz bym mówił do Ciebie czule?", "Na poważnie". Od 21 kwietnia jesteśmy parą, chociaż oficjalnie datujemy od 2 maja.

A wyjazd? Och. Pod windą do hotelu uśmiechnął się i pocałował. Później w pokoju leżeliśmy przytulając się do siebie. Nie chciałam więcej, ale w środku nocy więcej było. Znacznie więcej. Pięknie. Troskliwy, czuły i kochający. Zdecydowanie nie egoista do czego byłam przyzwyczajona. Och! Opiekował się mną cały wyjazd, trzymał za rękę, obejmował i szeptał do ucha. Początkowy wstyd wyparował i przestałam mieć problem z niepomalowaną buzią, cellulitem itd. Z uśmiechem trzymał mi lusterko i podpytywał co ma niby bronzer dać :D hahaha. Gdy wracaliśmy pociągiem pytał o ślub i dzieci, opowiadał o imionach i płci. Po powrocie do miasteczka odprowadził mnie do mieszkania, utulił na dobranoc i pojechał do siebie.

W sobotę, 2 maja, oglądaliśmy 50 twarzy Greya. On obojętny na sceny w filmie, a mi się mocno nudziło... i tyle było z oglądania. do połowy ;) "Jesteś wspaniała". I wyznanie, o którym już pisałam. przewrócił mnie na plecy, popatrzył w oczy, nabrał powietrza... "wiesz co?" wiedziałam, że coś się kroi... "nie wiem"... kolejne sekundy ciszy przerwane nabieraniem powietrza "jak mi serce bije!" widziałam, aż mu się ręce w łokciach ugięły... "Kocham Cię" wyszeptał prosto w usta patrząc głeboko w oczy i odwzajemniając uśmiech jaki u mnie wywołał. Nabrałam powietrze, ale wypuściłam. Nie dałam rady sprostać jego oczekiwaniu na podobne słowa.

Znowu niedziela. Ostatni dzień jego urlopu. Spacerowaliśmy wzdłuż brzegu zalewu trzymając się za ręce. To nic, że noga bolała mnie niemiłosiernie po wyjeździe, to nic że bolała podczas każdego kroku nad zalewem. Nie umiem przestać chłonąć tego "naszego" czasu. Bo mamy go tak mało... :(

W rozmowach telefonicznych w tym tygodniu wspominał o rodzicach, przedstawianiu mnie. Ale czy ja chcę? Wspominał o juwenaliach, ale czy ja chcę? Chcę być w normalnym związku, budować coś normalnego, on jest tego warty bym naginała swoje zasady. Jest warty. Tylko czy ja będę szczęśliwa wiedząc, że tonąć w tym uczuciu straciłam wszystko co w sobie doceniam i w sumie jedyne co lubię. Widzę po siostrze, że fajnie można wejść do rodziny chłopaka przez właśnie wesela, jakieś zaproszenia na film itd. Ja nigdy nie zostałam przedstawiona rodzicom. Niczyim. Słabe. Ciężko jest mi się przełamać. Potrzebuje żeby ktoś mnie kopnął, bo on na pewno będzie wierzył we mnie. Jest moim wymarzonym Partnerem. Naprawdę.



11.05.2015, 16:46 | miłość
z rozmów wyrwane

Książę: Fiat 125 do ślubu.
ja: na pewno! żadnym fiatem do ślubu nie będę jechała. Będziemy mieli Porshe Cayenne!
Książę: ta, i gdzie Ty wózek wsadzisz do Porshe?!
ja: cayenne jest duże, lekko terenowe, to suv! Poza tym jaki wózek...!? Nawet przy dobrych wiatrach to dziecko za 3lata...
Książę: o planowanym mówisz? ^^
ja: hahahahahahaha

<3

Książę: mam nadzieję, że mi się przyśnisz bo sama myśl o Twoim ciele powoduje odpływ krwi w pewien fragment mojego ciała

Och! *.*

ja: chciałbyś być Jamesem Bondem?
Książę: kto by nie chciał?:D
ja: i co, takie dżagi byś rwał?
Książę: a jak! tyle co Bond dziewczyn miał to coś niesamowitego. Byłabyś laską Bonda :P
ja: hahaha ale ja nie chce być laską tylko żoną. Czy 007 może mieć żonę?
Książę: Może mieć. Tylko musi być wyjątkowa tak jak taka jedna z [moja rodzinna miejscowość]

WIADOMO! :D





14.05.2015, 13:00 | miłość
paczajnik

Czeka nas sprawdzian. Pełne 1.5 tygodnia razem :) Ciekawe, co uda nam się przesunąć do przodu. Chciałabym by to szło zgodnie z jakąś logiką, ale nie wiem czy to możliwe bo już wszystko jest na opak. Uwielbiam go.



16.05.2015, 12:27 | miłość
do serca mnie przytul

Milion powodów by kochać, jeden by nienawidzić.

W czwartek miałam mały wypadek. Potłuczona i w kiepskim stanie dowlokłam się cudem na popołudniowe zajęcia (tak, mądre - wiem). Wieczorem przyjechał Książę i patrząc jak się krzywię z bólu chciał już mnie wieźć do szpitala. No ja i szpital?! NIE. Wczoraj przyjechał z maścią na obolałe miejsca i składnikami na kolacje. Troszczy się o mnie lepiej jak mama... Takiego właśnie chciałam, potrzebowałam i o takim marzyłam. Zostaje na noc, pieści mnie nad ranem i dzwoni w przerwie między zajęciami. Gotuje, zmywa naczynia i rozwiązuje moje małe dramaty. Wspiera, żartuje, interesuje się mną i sprawia, że jestem bardzo szczęśliwa. No ideał.

Prawie.
Mam wrażenie, że coś się spieprzyło. Od paru dni widzę, że jakaś przepaść się wkrada. Nie wraca temat zapoznawania z rodzicami, nie żartuje już nawet o ślubie. Nie mówi, że kocha a na wyznanie "zależy mi na Tobie" odpowiada "wiem". Nic więcej. Zastanawiam się skąd się to wzięło i co się stało. Delikatnie próbowałam wysondować o co może chodzić, ale nie dał się. Nie rozumiem. Zrobiłam coś nie tak? Nie mówi nic, a ja wiem że coś się dzieje bo jest inny. Chłodniejszy. Nie chcę naciskać, dopytywać i doszukiwać się czegoś na siłę bo boję się go stracić.
Wciąż nie mamy siebie na FB w znajomych, wciąż jesteśmy "nieoficjalni" i nie podoba mi się to bardzo. Bo znowu przypomina to bardziej związek-widmo. Nie chcę takiego. Związku na pokaz też nie i nie o to mi chodzi, chciałabym tylko normalności.

Jest kompletnym przeciwieństwem mojego Byłego. Nie chcę ich nawet porównywać i staram się wypierać te porównania z głowy ale nie sposób mu odmówić skrajnie odmiennego podejścia do świata, życia, kobiet, miłości i obowiązków mężczyzny. Nawet światopoglądowo jesteśmy podobni. To ma duże szanse i oby tak faktycznie było.



17.05.2015, 14:05 | miłość
na przekór wszystkim

ja: Wkurwie się i zmontuję naszą fotkę niby ślubną. Może się odczepi, co?
Książę: hahaha, może wkrótce się urzeczywistni, nie będzie tylko fejkową fotką

Y. Aha.


Poza tym pierwsze sprzeczki i ciche wieczory.
Przytulał mnie tak jakby wiedział, że przemknęła mi przez głowę myśl by powiedzieć "nie dam rady, rozstańmy się".

A dzisiaj pyszotowa kolacja i lody z galaretką, milionem bakalii, owoców i bitą śmietaną.
Będę walczyła. Naprawdę jest wyjątkowym człowiekiem. Dobrym. Takim.... pełnym ciepła, serca. Akceptuje mnie bez makijażu, w cosmo-legginsach i śmieje się z tego, że tylko gdy śpię to jestem niewinna i bezbronna. Czuję się tak, jakbyśmy się znali od lat.

Losie, niech to będzie TEN. Proszę.



18.05.2015, 10:19 | miłość
#loveisintheair

do szaleństwa.



19.05.2015, 21:53 | zdrowie
kaleka

Się załatwiłam tym wypadkiem. No nie mogę na nogę stanąć, a tyle pomysłów do zrealizowania!



20.05.2015, 21:43 | rodzina
oddam mamę w dobre ręce

Moja mama jest kurwa szmatą. Podłogową. Serio.

W niedziele wybory II tura, ja wiadomo z racji kierunku studiów mam mocno wykształcone poczucie obywatelskiego obowiązku z tegoż tytułu. Rozmawiałam z Księciem czy może wchodzić w grę taka sytuacja, że pojedziemy do mojego miasteczka rodzinnego w sobotni wieczór, zostaniemy u mnie do popołudnia w niedzielę i wrócimy tak żeby on również mógł dotrzeć do siebie i zagłosować przed zamknięciem punktu. "Serio chcesz?" - poznałby rodziców, rodzina jego bo tak naprawdę nie poznał nawet mojej siostry, z którą przecież mieszkam! W mojej rodzinnej miejscowości mieszkam sama ale miałam chęć wprosić się na obiad do rodziców. Na co czekać, po co zwlekać? Nie chcę być w związku widmo i chciałam go zabrać do siebie żeby "przyklepać" związek. Tak na serio. No i żeby od niego też coś podobnego się pojawiło.

Dzwonię do mamy.
ja: mamo, bo może z Księciem byśmy przyjechali w sobotę jeszcze albo tylko na niedzielę.
mama: Nie przyjeżdżaj z nim, bo serio nie mamy pieniędzy.

A to chuj Ci w dupę. Przypomnę Ci to jak jeszcze raz zaprosisz kogoś ze swoich znajomych (w minioną niedzielę miała gości, a z kasą krucho od zeszłego roku).

Do tego dochodzi fakt, iż mama widząc nasze wspólne foto z wyjazdu określiła już stosunek do Księcia
mama: jakiś taki... dziwny. Oczy ma dziwne. Najmniej przystojny ze wszystkich Twoich chłopaków.

o.O zapomniała jak wyglądał mój Były na początku związku... oj zapomniała. Książę wygląda OK, jak Wentworth Miller.

Jak będziemy się jednak spotykać dłużej to Księcia poznasz w dniu ślubu. To Ci gwarantuję. FakJu w ogóle. Nie Ty będziesz decydowała o tym z kim się spotykam. Książę traktuje mnie lepiej niż wszyscy poprzedni razem wzięci! "módl się żeby jakikolwiek Cię chciał". Książę nie jest jakimkolwiek, a akceptuje zarówno niepełnosprawność jak i chujowy charakter, także Twoje marzenie o mojej samotności legło w gruzach Mamo [ironiczne Mamo].



23.05.2015, 13:40 | miłość
zakochańce

ja: Uwielbiam Cię
Książę: a ja Ciebie kocham...

:)

ja: to może CV odpicujemy, pacz [tu opisuje pomysł na CV dla mojej siostry na jaki wpadłam miesiąc czy dwa temu]
Książę: Ty to masz pomysły, uwielbiam to w Tobie

wiadomo.

Wczoraj byliśmy na randce :) Takiej serio. A dzisiaj jedziemy oglądać fajerwerki :)

No i jak się tutaj uczyć, gdy w brzuchu motyle? Najbliższe 2 tyg sajgon na uczelni.



24.05.2015, 15:51 | zdjęcia
:)

Godzina w samochodzie ale warto było czekać. Było pięknie!


Juwenalia 2015



26.05.2015, 22:56 | miłość
lepsze dobro

Nie chcę by spotykały go z mojego powodu nieprzyjemności. Dzisiaj zmuszona byłam wracać taksówką, jeszcze dobrze nie wsiadłam jak kierowca zapytał co mi dolega. I tak codziennie od 25 lat. Ja to muszę znosić bo nie zmienię swojej sytuacji. Choroba jest nieodwracalna. Ale on tego nie musi znosić. Nie chcę by musiał. Nienawidzę tego więzienia jakie gwarantuje mi ciało.

Odkąd mu napisałam, że zasługuje na kogoś lepszego u swojego boku przestał odpisywać. Miło.



28.05.2015, 23:15 | miłość
włącz uczucia

Chęci mogą tutaj nie wystarczyć. Wszystko się sypie jak domek z kart. Naprawdę. Nie czuję "tego". Kurwa. Damo Trefl, czuj!



30.05.2015, 15:23 | kariera
kujon

mama: skupiasz się teraz na miłościach zamiast się uczyć, żebyś nie zawaliła roku przez Twoje fanaberie!

A spierdalaj.


O mnie się nie martw, o mnie się nie martw, ja sobie radę dam... :)



31.05.2015, 16:11 | filozofie
ONi.

Irytuje mnie myśl, że jestem częścią grupy społecznej - osób niepełnosprawnych. No kurwa jacy to są idioci w większości. Nie dziwię się, że ludzie mają mnie za posiadacza Zespołu Downa, Wodogłowia itd. No nie dziwię się już niczemu.
Powiedzieć coś takiej osobie to trzyma się kurczowo tych słów jakby wyrocznią miały być, nie rozumieją ironii, sarkazmu i mamy przez nich od zajebania problemów. No a ja płacę za to podwójnie bo z racji orzeczenia postrzegana jestem tak samo. Modlę się w duchu, żebym była inna niż pozostali bo mam przeświadczenie o byciu normalną. Mam nadzieję, że nie przejawiam żadnej z charakterystycznych cech dla tej grupy społecznej: naiwność, skrajna głupota i potrzeba miłości/akceptacji więc narzucanie się swoją osobą KAŻDEMU. Błagam, niech taka nie będę. NIGDY.