02.04.2016, 20:58 | miłość
rocznica

Dokładnie rok temu, 2 kwietnia o 21:25, Książe zaistniał w moim życiu. 

Nie przypuszczałam, że będzie mi tak bliski. Nic na to nie wskazywało. A jednak... 




07.04.2016, 12:15 | miłość
the end of friends story

2 tygodnie braku kontaktu z moją ostatnią randką. Czyżbym miała rację, że to koniec? Miałam rację, zawsze mam. Doskonale znam się na pierwszych randkach. Dalsze wytrącają mi z rąk pewność siebie. Dobrze się stało :)



15.04.2016, 08:00 | zdrowie
nienajlepiej

Moje życie to jedna wielka zdrowotna spierdolina. 



17.04.2016, 12:14 | przyjaźń
power off

Spotkania z koleżanką sprawiają, że wpadam w doła. To trochę chore, co? 

Rozmowy z nią w sumie kręcą się wokół poszukiwania faceta i jakby determinują poczucie szczęścia od znalezienia drugiej połowy. Ja się nie do końca zgadzam z tym i wiem, że nie da się być szczęśliwym w życiu będąc z kimś jeżeli nie jesteśmy szczęśliwe same ze sobą. Ja chcę teraz skupić się na poszukiwaniu własnej recepty na uśmiech każdego dnia, a nie notorycznej pogoni za miłością. Za każdym razem pada pytanie "a u Ciebie co tam, nie kręci się jakiś przystojniaczek obok?". No kurde, nie kręci. Ale czy naprawdę musi?! 

Ja chcę się realizować w życiu, zawsze kariera była dla mnie ważna, 500+ mnie w ogóle nie kusi i nie nakłoni do założenia wielodzietnej rodziny ani jakiejkolwiek. Rozpisałam sobie marzenia i plany do 30tki i nie ma miejsca w nich na małżeństwo. Szczerze? Nie ma tam nawet wzmianki o partnerze. Ona niby też dostrzega zalety niezależności finansowej i realizuje się w tym od wielu lat pracując. Często mówi o pracy, kapitale na przyszłość itd. Ona pochodzi z bardzo tradycyjnej rodziny, jest rodzinna i ma dużo większe naciski ze strony otoczenia na to by być spełnioną żoną i mamą. Rozumiem to. Ale ona ma dopiero 25 lat, całe życie przed sobą... 

Ilekroć tutaj zjeżdżam by odpocząć jestem bardziej pobita psychicznie. Skoro ona 25-letnia dziewczyna jest nazywana starą panną, to jakim ja jestem dinozaurem w wieku 27 lat ?! No... Odechciewa się momentalnie wszystkiego.




21.04.2016, 23:43 | kariera
kraina wydmuszek

Uwielbiam moje studia pod względem atmosfery, ilości nauki, przedmiotów, ciekawostek jakie się przydają w życiu. Lubię, bardzo i cieszę się, że moje życie splątało się na tyle, że tutaj mogę być. 
Niestety wszystko to zacierają ludzie, których z każdą chwilą nie lubię coraz bardziej. Mam ich serdecznie dość, ich dwulicowości, chamstwa i wścibstwa. Pierdolonego oceniania na podstawie wszystkiego. Wszystkich krytykują. Nie słyszałam chyba żadnej pozytywnej opinii na temat kogokolwiek z nas. A ja lubię i cenię wiele osób. Są i takie, które mnie wkurzają, ale więcej (o dziwo) jest tych pozytywnych :) Nie chcę źle wspominać tego okresu, więc staram się udawać, że nie słyszę i nie widzę. 
Już wiem, że nie mam przyjaciół i ich tutaj nie znajdę. Wszystko jest takie... wydmuszkowe. Tak, nieprawdziwe. 

Ps. Pierwszy rozdział + jedna pochwała! ;) mam tę moc, mam tę moc by pokonać studiów noc... Pozdro! 




22.04.2016, 21:01 | ja/moje
Romeo

Muszę być okropna. Bardzo. Jeżeli obcy człowiek po zaledwie dwóch czy trzech rozmowach WIRTUALNYCH jest w stanie napisać dwustronnicowy monolog opiewający moją chujowość.

Ja nie dostrzegam niektórych swoich cech, tych które większość uznałaby za negatywne. Dopiero gdy ktoś mi je wskaże dokładnie jestem w stanie się zastanowić czy je posiadam i czy sama odbieram je jako negatywne, czy mi przeszkadzają. Zauważyłam, że im bardziej jestem wredna tym ludzie bardziej do mnie lgną. Dziwne, masochiści! Czasami jest tak, że sama dostrzegam negatywne nabuzowanie, które nie znika przez kilka dni. To rzadki moment, ale poznaje po tym jakim jadem kąsam na wszystkie strony. Mam tak teraz. Od kilku dni, może tygodni. 
Jak nad tym panować? Nie mam zielonego pojęcia... 

Strzeżcie się wrogowie dziedzica.




29.04.2016, 19:08 | kariera
karierowiczka

Zastanawiam się ostatnio co się ze mną stanie po obronie. Czy jest coś co lubię robić? Czy jest coś co wiem, że chciałabym robić? Czy w jakiejś dziedzinie czuję się dostatecznie dobra? Czy moje wykształcenie mi pomoże, czy zaszkodzi? Czy istnieją możliwości wykorzystania go w praktyce? Czy ja mam jakieś umiejętności nietypowe dla mojej grupy społecznej? Czy coś mnie wyróżnia na rynku pracy? 
Wychodzi na to, że nie mam pięknych, szerokich perspektyw...

Miejsce pracy, które rzekomo na mnie miało czekać jest ofertą nieaktualną. Zaczynam od zera. Jak większość.

Nie znam żadnego języka obcego w stopniu komunikatywnym. Nie mam ani jednej godziny doświadczenia nawet na zmywaku. Nie mam żadnych nadających się do wpisania praktyk. Nie znam w stopniu zadowalającym żadnego programu graficznego. Języki skryptowe? Tylko html i css, podstawy php, javy i c++ daaawno temu. Nawet nie potrafię prowadzić bloga, na którym mogłabym zarabiać.

 Jestem... och, jaka ja jestem bezwartościowa.


PS. dokładnie rok temu, o godzinie 20 wtulałam się w ciepłe i ogromne ramiona Księcia. Daleko stąd. Dziś siedzę sama, z miską popcornu i lampką wina. 

"Znowu w życiu mi nie wyszło..."