12.04.2013, 20:30 | przyjaźń
wspomnienia

Coraz trudniej zabrać mi się za pisanie. Mam wrażenie, że jestem tutaj zbędna, że nikt tego nie czyta, że ludzie pikselowi są tacy sami jak ci w świecie rzeczywistym, zajęci wyłącznie sobą. Ja staram się zawsze znaleźć czas dla drugiej osoby, kosztem własnych jakichś planów. Jeżeli można to godzę wszystko ze sobą, ale zawsze mam te kilka minut dla drugiego człowieka. Mam wrażenie, że takie chwile jednak do mnie nie wracają, bo ilekroć ja mam problem to zostaję z nim sama. Ostatnio zaczynam podupadać psychicznie przez to, że nikt mnie nie słucha, a we mnie kumuluje się tyle złych emocji, które chcę wyrzucić.

Myślę dużo o TKINCZu ostatnio. Chociaż był okres, że przestałam całkowicie wspominać o nim. Łączy nas baaardzo wiele fajnych rzeczy, świetnych wspomnień, tyle śmiechu i żartów. Jest dla mnie uosobieniem czasu studiów, które dobiegają końca. Całe te studia to On. Gdy ponownie analizuję jego zachowania to mam podobne wnioski jak moja mama "ej, a może wpadłaś mu w oko, dlatego był taki", ale szybko wyrzucam to z myśli bo znam Go trochę i wiem, że absolutnie nie mógłby się zainteresować taką pulchną kaleką jak ja. Ale z drugiej strony czy naprawdę byłby takim interesownym palantem? Czy na pewno miałby ochotę spotykać się z kaleką tylko dla notatek? Obie wersje są prawdopodobne bo wiele spraw, argumentów przemawia za jedną i drugą.

Dlaczego wiedząc, że nie lubię palaczy rzucił palenie? Dlaczego ograniczył imprezy? Dlaczego mimo licznego grona znajomych potrafił do mnie wpaść na piwo/herbatę kilka razy w tygodniu? Dlaczego pisał mi erotyczne smsy, rzucał podtekstami? Dlaczego wrócił do palenia i imprezowania gdy nasza znajomość się rozwaliła w drobny mak? Dlaczego nie poprosił o notatki w tym semestrze?

Multum pytań bez odpowiedzi. Dwa tłumaczenia. Starał się przychodzić bym czuła się lubiana i bez problemów dawała notatki, poświęcał mi czas bym nie podważała jego sympatii do mnie. Rzucenie palenia i imprezowania? Zbieg okoliczności i być może moje niedoinformowanie bo na imprezach mógł bywać ale nic mi o nich nie mówić. Mógł mieć gorsze chwile i znajomość z kimś kto ma gorzej wyciągała go na brzeg oceanu rozpaczy. Może faktycznie mnie lubił. Samoistnie lub z profitami z tego wynikającymi. Może robił to bo podobała mu się moja siostra. Może. A może jednak lubił mnie trochę za bardzo i sam z siebie zmieniał się w taką sknerę jak ja nie zauważając tego. Może nieświadomie robił te wszystkie gesty świadczące o zainteresowaniu, może po prostu miło spędzał ze mną czas. Może sam doszedł do wniosku, że palenie i imprezowanie kiedyś trzeba będzie przystopować i wziąć się za poważne życie, ale później zmienił zdanie stwierdzając, że jest zbyt młody by marnować młodość na siedzenie w domu. Może teraz skumulowały mu się złe emocje i czas w życiu i radzi sobie papierosami i imprezami.
Może. Nigdy się nie dowiem jak to było...

Wiem tylko jedno, że bardzo wzbogacał moje życie i bardzo bym się cieszyła gdyby wróciło to, co było przed rokiem. Wspomnienia z tamtego czasu powodują, że jest mi przykro, że to wszystko tak strasznie się skończyło. Strasznie Go potrzebuję. Żeby był, opowiadał dowcipy o Smoleńsku, o lisku chytrusku, śpiewał badziewne "mój długopis leci na marsa", szeptał na ucho na zajęciach i nieustannie śmiał się ze mnie i ze wszystkiego. By było jak kiedyś.



23.04.2013, 20:00 | miłość
niekochanie

Nie jesteśmy z TKINCZem już nawet na cześć, choć czasami zdarza się że się przywita. Nic więcej. On trzyma się z osobami, które mnie zawiodły po maksie. Z tymi od handlowania moimi notatkami. I gdzie tu sens, gdzie logika? One robiły wszystko by zmanipulować fakty na swoją korzyść, a tym samym niekorzyść TKINCZa, a On jawnie powiedział, że to one i dlatego tak robią a mimo to wszyscy się trzymają razem. Jak kiedyś. Tylko mnie już tam nie ma. A ja? A ja siedzę ławkę lub dwie przed nimi i zaczynam płakać po cichu, w duchu... że jestem taka miękka, że tak dałam się wrobić w to bagno. Chciałam dobrze, a wyszło jak zawsze.

Na rozdzierającą samotność i poczucie beznadziejnego odrzucenia nie pomaga kompletnie nic. Ani pikselowi ludzi, ani rozmowy na skype, ani prezenty, ani czekolada, ani sen. Chcę być kochana. Ale nie potrafię być taka ślepa, tępa i naiwna jak niektórzy... ślepo i na całego wpadać w jakieś relacje, angażować się z dnia na dzień w jakieś gówno wierząc beznadziejną dziecięcą wiarą, że to może "to". Ja mam mózg, potrafię go używać i nie zapominam o nim nawet w chwilach euforii. Nigdy mi się nie uda, bo nie potrafię być taką kurwą, która wierzy w każde wypowiedziane słowo i daje się ściągać na samo dno. Na własne życzenie. Ale co tam "chcę być kochana", dla mnie to tylko senne marzenie. Dla innych krzyk rozpaczy.