06.10.2014, 19:04 | miłość
czternaście miesięcy

Wczoraj wybiło nam 14 miesięcy od pierwszego spotkania.

Celebracja tych miesięcznic to jednak miła sprawa, zwłaszcza, że Król Trefl sam z siebie o nich pamięta.
Mimo, że miał jakieś obowiązki i zobowiązania jednak znalazł czas na odwiedziny. Mimo, że nie byłam miła dla Niego ostatnio. Zostało mi wybaczone i puszczone w niepamięć, a i On wymazał wszystkie złośliwości delikatnymi wargami i ostrym zarostem.

K♣: Żebyś Ty widziała jaki mój samochód potłuczony, nie ma takiego elementu, który nie byłby porysowany albo wgnieciony...
D♣: Najwyższy czas wymienić ;)
K♣: No właśnie, a ile już masz tych zł? 20tys?
D♣: Hahaha ale ja je zbieram, żeby móc z Tobą spacerować, a nie tyłek wozić
K♣: Wiem wiem, życzę Ci tego z całego serca, przecież wiesz

Lubię Nasze święto. Bo jest tylko Nasze i niczyje więcej. Cieszę się, że jest ze mną i razem rozdajemy karty w naszej własnej grze.



10.10.2014, 13:01 | miłość
Rozmowy o (bez)przyszłości

Nie wiem co się z Nami stało. Rozjeżdżamy się tak tragicznie w coraz częściej dostrzegalnych różnicach. Ale nowe podobieństwa się pojawiają równie często. I całe morze wątpliwości wypowiadanych na głos i cały ocean tych chowanych do kieszeni.

Przyszedł dziś bardzo wcześnie zastając mnie w sumie z mokrymi włosami i prawie bez makijażu. Pocałunek w policzek na dzień dobry. Rozmawiamy 1.5h o różnościach. Gdy zostajemy w mieszkaniu sami zaczyna coś odnośnie naszych smsów. Nie chcę chyba tego tematu, zmieniam.

D♣: i co z Warszawą? Jak pojedziesz to wrócisz do Byłej?
K♣: nie wiem czy chcę do niej wracać. nie wiem czy pojadę do Warszawy
D♣: czemu?
K♣: czemu nie chcę wrócić? Bo nie wiem czy jeszcze cokolwiek czuję, już nie. Ty do Byłych nie wracasz?
D♣: ja miałam tylko jednego
K♣: jednego?! to co Ty w gimnazjum robiłaś?!
D♣: no spotykałam się z wieloma, ale w związku byłam tylko jednym. Nie wrócimy do siebie na pewno. Nie o tym co mi zrobił i jak mnie potraktował
(tu krótka opowieść o okolicznościach rozstania)
K♣: nie spodziewałem się, że aż taki finał
D♣: no niestety. Boję się, że też mnie podobnie potraktujesz
K♣: jak?
D♣: po 2-3latach powiesz "nie wiem co czuję"
K♣: nie będzie tak
D♣: a jak będzie?
K♣: nie wiem jak będzie za 2-3lata

Oznajmia, że musi iść. Ale przystaje obok mnie i porusza kwestie z wczorajszych smsów, że coś się zmieniło.
K♣: nic złego nie zrobiłaś, to we mnie jest wina

Zakłada buty, ja nawet nie drgnęłam z miejsca. Wraca do pokoju i stojąc w progu patrzy jak z trudem hamuję łzy.
Nie mówi nic. Widać, że jest rozbity i nie wie sam co zrobić i jak się zachować.
K♣: Bardzo Cię lubię, ale nie wiem czy to miłość
D♣: więc chyba nią nie jest...
K♣: chyba nie
Powtarza, że wychodzi. Wstaję i podchodzę o krok. Nie cofnął się. Spuszcza wzrok i pyta:

K♣: spotkamy się jeszcze?
D♣: a chcesz?
K♣: chcę, ale nie wiem czy Ty chcesz jeżeli ma to tak wyglądać, ze przychodzę i siedzimy, rozmawiamy...
Głaszcze mnie po ramieniu, chyba chce objąć ale dopóki nie podejdę jeszcze o kroczek to tego nie robi. Obejmuję Go w pasie, a On kładzie dłonie na moich plecach i przytula całym sobą.
K♣: jesteś świetną dziewczyną, super, fajną, inteligentną, naprawdę!
D♣: no, ale z takimi to się przyjaźnić można, a nie... kochać
K♣: problem jest ze mną bo to ja nie mogę się zdecydować, nie wiem czego chcę od życia, nie potrafię doprecyzować planów
D♣: ale w tamtym roku też nie wiedziałeś, a było inaczej
K♣: no i widzisz, przez rok się nic nie zmieniło, nadal nic nie wiem. Spotykamy się, jest dobrze, miło. Rozmawiamy.
D♣: ale ja nie chcę żeby to wiecznie tak wyglądało
K♣: no ja mogę tak długo, jak ostatnio 3lata
D♣: ze mną tak nie będzie
K♣: rozumiem

Popuszcza uścisk i wychodzi. Daje mi jeszcze mały prezent. Mówię, że mógłby na nim być napis "sexy" bo mam braki. "Nie masz, jesteś sexy" "no jakoś na Ciebie nie działam..." "działasz, oj działasz". Obejmuje, całuje. Szepczę wprost w usta, żeby przemyślał wszystko. Obiecał, że to zrobi. Dodaję "bo nie chcę Cię stracić". Jego "wiem" huczy mi dalej w uszach.

Wychodzi. Wracam do pokoju i łzy już same płyną. Po chwili domofon. Po dłuższej dzwonek do drzwi. Otwieram. "To ja. Zapomniałem marynarki". Widzę, że widzi że płakałam. Nie mówi nic. Ale wiem, że On już wie, że po nas.



14.10.2014, 15:35 | miłość
ta cisza zabiera Ci mnie

Niesamowita głucha cisza między nami. W piątkowe popołudnie wymieniliśmy jeszcze kilka sms, a od tamtej pory milczy. Moje 3 ostatnie długie smsy wiszą w nieznośnej przestrzeni między Nami.

To już koniec...? Serio? Po tych wszystkich miesiącach? Jest mi niewymownie przykro.

Po cichu czekam na jego znak, ale obawiam się, że przyjdzie mi jeszcze dłuuuugo poczekać.



16.10.2014, 20:56 | miłość
bezkrólewie

Nie ma już Króla Trefl. Jest sama Dama. W sumie trzy rodzaje dam, Temu Damy, TemuNieDamy, NieKażdemuDamy. Od dziś: JemuNaPewnoNieDamy.



18.10.2014, 20:21 | rodzina
nie-boRak

Moja mama znowu w szpitalu na kolejnej operacji. Usunięcie guza.

I tak wszyscy dobrze wiemy, że rak jest nieuleczalny. Po co się ludziom daje nadzieję...? Parszywe, bezuczuciowe postępowanie, ujmowanie godności człowiekowi. No sorry.



20.10.2014, 12:49 | miłość
warsztat naprawczy

Jestem z pokolenia: naprawiaj, nie wyrzucaj. Więc będziemy naprawiać :) Byle skutecznie.

PS. 600 dni od wieczoru w którym się poznaliśmy w sieci :)



21.10.2014, 13:45 | miłość
koleżeńskie spotkania

Oho. Chyba się posypiemy jak domek z kart. Takie mam przeczucie.

Dolega mi chyba brak zaufania do ludzi. U każdego upatruję tylko wroga, który chce mnie wydoić ze wzruszeń, poruszeń, wyznań i opowieści "prawdy", a później poleci do mediów ogłosić, że ta oto ta sama ściemnia, lawiruje na granicy prawa czy cokolwiek. Nie ufam nawet Królowi. Zamiast opowiedzieć mu o tym co naprawdę mam w domu i jak się sprawy mają to ja krótko ucinam "w domu jak to w domu". No jak ma coś się urodzić z tego jak rozmawiamy ale nie bardzo wiem o czym. Niby o ważnych rzeczach ale ja jestem w tym taka... nieprawdziwa. Mówię zgodnie z prawdą, ale wpuszczam go to prawdy tylko przez jedne drzwi. Kolejne zamki zostają zatrzaśnięte przed światem. I przed Nim. A nie chcę by tak było. Jak się wyleczyć z tego rażącego zachowania?

Był dziś rano u mnie. Lubię Nasze poranki. Tylko dzisiejszy był całkiem dziwny. Na początku tajemnica, której nie mogę Wam (jeszcze) zdradzić. Później telefon od mamy. Odbiera i w rozmowie twierdzi, że jest "u koleżanki", na co cicho prychęłam "no spoko, naaaaara". O tak się bawimy?! Gdy odłożył słuchawkę pyta sam z siebie:

K♣: a co miałem powiedzieć, że u żony czy... co? kochanki, teściowej?!
D♣: no teściowej to nie... na pewno nie, że koleżanka! nic dziwnego, że mamusia się upiera na byłą skoro Ty mnie nazywasz koleżanką w domu
K♣: nie upiera się, tylko pyta często...
D♣: no o tym mówię właśnie

Na pożegnanie nawet mnie nie pocałował. Nie wiem czy dlatego, że On nie chciał czy po prostu tak się odwinęłam bo przytulił mnie, pogłaskał po plecach i ramieniu, ale pocałunku jednak nie było. Więc koleżanka, tak?

D♣: co z nami będzie?
K♣: nie wiem...

No to świetnie. Świetnie! Lepszego pierwszego roku "relacji" (jak ja nienawidzę tego słowa to naprawdę) nie można sobie wymarzyć. Najpierw 3miesiące spotkań raz na tydzień, później 9miesięcy przerwy w spotkaniach, w kontakcie niemal też (sporadyczne smsy, dwie rozmowy telefoniczne - szał!), a później znowu 3mies spotkań raz na tydzień czy 1.5tyg i znowu los nas rozdziela. No żesz... K U R W A.

Ale będę z nim. Choćbym miała go sobie na tapecie w telefonie ustawić. Będę. Bo to Ten. Wiem to i tyle.



23.10.2014, 09:55 | przyjaźń
na Waleta

Co Ci faceci w głowach mają...

Z Y. łączy mnie całe morze wspomnień. Te pół roku wspólnych studiów było dawką ciekawych wrażeń, do których lubię w kryzysach wracać. Później ogromna odległość, która trwa do dzisiaj. Było między nami dużo. Chyba zawsze. Dużo niedopowiedzeń i jakichś uczuć. Po kryjomu wzdychałam do niego będąc tą 19letnią studentką. Później okazało się, że było coś też z jego strony ale myślał, że z mojej nic więc nie próbował. Wiele lat naszych rozmów koncentrowało się na gdybaniu co by było gdyby... i próbach planowania spotkań. Cały czas zapewniał mnie jaką jestem wartościową osobą, że mu się podobam itd
Wiem, że miał różnej maści kobiety typu 40latkę (Y. jest moim rówieśnikiem), 17latkę, szereg starszych i młodszych. Miał ich więcej niż mogłam zakładać. Nie jest atrakcyjny, zdecydowanie nie. Nie jest też elokwentny, ambitny. Nie jest w ogóle interesujący. Jest jak gość z klubu, który dobry jest tylko w chlaniu, jaraniu i ruchaniu. Nic więcej. Dziwi zatem ta liczba partnerek. I wczoraj w rozmowie znowu wypalił, że mu "błona dziewicza odrasta" i że "prawie jak ksiądz na celibacie". Zapytałam jak długi ten celibat "2 miesiące".
I co? Myślał, że w obliczu takiego przedmiotowego traktowania kobiet, takiego nasadzania na pal miliarda dziewczyn przez te 6lat naszej znajomości, jego komplementy i zapewnienia, że chce bym tam z nim była, bym przyjechała te setki km dla niego do innego kraju u w ogóle sielanka... myślał że mi to schlebi?! Że poczuję się wyjątkowa? Mnie to obraża. Obraża mnie bycie 1001 dziewczyną wiedząc, że 800 z nich miał w ostatnich 6latach przy jednoczesnym zapewnianiu mnie, że tylko ja i nikt więcej.

No tak się Damie nie robi, kochany Y. Tak się nie robi. I żeby mieć Damę, trzeba samemu być Królem. Ty nim nie jesteś kolego, oj nie jesteś i nigdy nie będziesz.