04.01.2017, 15:39 | ja/moje
Nowy Rok

2017 bądź doskonały, bo 2016 wspominam z uśmiechem! 

Szczęścia, spełnienia marzeń oraz powodów do codziennych pozytywnych wpisów Wam życzę ;) 




08.01.2017, 13:44 | ja/moje
Podsumowanie 2016

Jaki był ten 2016? Łaskawy. Pełen dynamicznych zmian, sukcesów i dobrych wyborów. A jednak gdy ktoś, z kim od dawna nie pisałam, zapyta co słychać nie dzielę się tym i rzucam oschłe "po staremu". Już nic nie będzie tak samo. Dużo się zmieniło! Dlaczego się tego wstydzę? Dlaczego chowam się z sukcesami? Dlaczego wstydzę się tego, że mi wyszło? 

styczeń-maj
Nauka i pisanie pracy magisterskiej, jej liczne poprawki i dopinanie spraw uczelnianych do końca. 
Dietetyczny wycisk i spadek wagi o 7kg w ciągu 4.5 miesiąca.

czerwiec
Oficjalna propozycja podejścia do doktoratu. Zapisy na prawo jazdy. Absolutorium na studiach, na które poszłam czując w kościach, że jednak "jeszcze tu wrócę". Obrona pracy magisterskiej na 5. 
Pierwszy raz oficjalnie w sukience na uczelni na obronie.

lipiec-sierpień
2x w tygodniu wyjazdy na kurs prawa jazdy. Zajmowało nam to cały dzień (100 km w jedną stronę), gdzie ja jeździłam tylko po docelowym mieście. 
W sierpniu byłam na 2 rozmowach kwalifikacyjnych do pracy. Obie zakończyły się negatywnie.

wrzesień
Egzamin teoretyczny na prawo jazdy 2.09 (74/74 100%). 
Po tygodniu egzamin wstępny na studia doktoranckie, wyniki po 5 dniach (pozytywny). Znowu byłam w sukience.
W dniu 22.09 podchodziłam do egzaminu praktycznego na prawo jazdy (pozytywny, 1 podejście, 30 min jazdy). 

październik-grudzień
W październiku rozpoczął się nowy rok akademicki, a wśród doktorantów byłam ja. Oficjalne otwarcie odbyłam w sukience.
W listopadzie odbyła się moja trzecia w życiu rozmowa kwalifikacyjna (pozytywny). W połowie listopada podpisałam pierwszą w życiu umowę o pracę (na okres próbny, 3-miesięczny). 

grudzień
Grudzień przyniósł anginę i szpital na koniec roku. Podejrzenie: guz, tętniak, glejak.
Sylwestra spędzałam w sali szpitalnej, w której spędziłam łącznie 9 dni. 
W szpitalu odwiedziły mnie dwie koleżanki, na które okazało się, że mogę liczyć. 
Diagnoza ostateczna: nadciśnienie tętnicze krwi, wysokie ciśnienie wewnątrzczaszkowe o nieneurologicznym pochodzeniu, dodatkowy skurcz serca w EKG.

Wydaje mi się, że w ogólnym rozrachunku mam więcej szczęścia i rozumu niż inni, dla których 2016 był odzwierciedleniem pecha. Ja podsumowuje go z uśmiechem, mając nadzieję, że pokładane nadzieje w 2017 roku ziszczą się z podobnym skutkiem jak ubiegłoroczne. 




12.01.2017, 12:13 | filozofie
Dziecko

Śniło mi się ze jestem w ciąży i bardzo się tym faktem jaram. 
Przez cały sen glaskalam się po brzuchu czując rosnąca fasolkę,  jej pupcie i szturchanie mnie piętami. Rodzina się bardzo cieszyła i mnie wspierała. 





19.01.2017, 17:22 | miłość
I'll be living in vain...

Jestem jeszcze zakochana resztkami bezsensownej miłości i jest mi tak cholernie smutno teraz, że chcę to komuś powiedzieć.

Dostałam tę książkę od Ciebie. Na Walentynki 2007 roku. Przeczytałam na wdechu, zwłaszcza historię o odczuwaniu miłości receptorami dotyku, bez użycia oczu. Pasowało to do nas bo nigdy mi się nie podobałeś fizycznie, a jednak uczucie zakwitło. Na wiele wiele lat. Myślę, że nigdy byśmy ze sobą nie byli, nawet jak byśmy mieli możliwość poznać się znacznie później. Nie zmienia to jednak faktu, że los zadecydował, że to 2006 rok jest właśnie dobrym punktem zwrotnym w naszych codziennościach. 
Dzisiaj patrząc na Twoje kolejne kroki dalej, głębiej... inną drogą, odczuwam wysypujące się emocje. Jestem emocjonalnie cała Twoja i doskonale to wiesz. Zostawiłam to wszystko w Tobie, w tej znajomości. Dziś jestem tylko wrakiem ambicji skąpanych w nienawiści. 

Gdybyś tylko mógł mnie dotknąć jak wtedy, objąć i powiedzieć swoje "no cze". Gdybyś mógł znowu zabrać mnie nad zalew i nosić na barana. Tak mi czasami szkoda tych lat, gdy zapominam o tych dobrych chwilach, których było tak niewiele. 

Jeżeli ciągle mnie szukasz, śledzisz to powiedz mi to. Wiesz kiedy. 

Tyle bym Ci chciała powiedzieć... Uciekłeś mi przez palce, pomiędzy łzami gdy biegłam za marzeniami. 

Zostałam z niczym, stojąc w kącie i patrząc na Twoją mieniącą się złotą obrączkę ślubną. 

"Szczęśliwi ludzie wiedzą iż mają kogoś kto będzie dla nich ZAWSZE. Ja BYŁEM, JESTEM i BĘDĘ, NA ZAWSZE."




21.01.2017, 21:36 | ja/moje
ludzie są kolorowi

Zadziwiające jak bardzo różnorodne są spojrzenia ludzi na jedno słowo, jedno zdanie, jedną notkę. Jak bardzo "czytanie ze zrozumieniem" jest pojęciem niewłaściwym. Zrozumienie czegoś, dla mnie oczywistego, przez innych jest niemożliwe. Dlaczego? Bo nie widzą skrótów myślowych, nie pamiętają poprzednich słów wypowiedzianych w tym temacie, nie mają pełnego obrazu sytuacji. 

Nie będę prostowała, przekonywała do swoich racji. Już mi nie zależy na byciu zrozumianą, na posiadaniu tego ostatniego słowa :) Dojrzewam i  uczę się różnorodności. Nie zawsze musi być po mojemu.




28.01.2017, 17:13 | ja/moje
antysres

"Damo, czemu się tak złościsz? spokojnie", "co Ty taka nerwowa?" i "ale ostatnio łatwo Cię zdenerwować..." 

Faktycznie, też to widzę. Zawsze byłam nerwusem i cholerykiem, tak jak mój TataTrefl. Gdy spotykałam się z Jedynym warczałam na niego całymi latami. Nie znam innego sposobu komunikacji jak krzyk. Książę zagwarantował mi 3 miesiące spokoju, miłych rozmów i tak niesamowicie pozytywnego patrzenia na świat, że nic nie było w stanie wywołać u mnie choćby słownej agresji. Teraz znowu tak jest, że denerwuję się z sekundy na sekundę bardziej, często wpadam w szał i to, co można by wyartykułować spokojnym tonem u mnie zawsze jest powiedziane ton wyżej i z całą mocą. 
Nie mogę zrzucić winy na stresującą pracę bo ona taka nie jest. Studia są bardzo przyjemne, nawet w trakcie sesji. W domu jak to w domu, zawsze są kłótnie i zawsze będą więc nie stresuje się nimi. Nie zdarzyło się ostatnio nic, co doprowadziłoby moje nerwy do takiego stanu. 

Zamiast leków na obniżanie ciśnienia i badań kardiologicznych, zamiast wyrzucania kasy na podróże do klinik powinnam wrócić do psychologa i poszukać przyczyn takiego nieszczęścia jakie mnie dotyka. Nie chcę taka być, ciągle marudząca, sfrustrowana, nerwowa i pogardliwa. Chcę znowu czuć spokój i bezpieczeństwo. 
Jeżeli nie poukładam sobie spraw ze zdrowiem, akceptacją niepełnosprawności, otyłości, moich byłych związków i postrzegania siebie jako wadliwej to nie ma opcji by ciśnienie spadło, a życie się ułożyło. Ja muszę zacząć nad sobą pracować zanim zniszczy mnie zawał albo wylew. 

W szpitalu była ok 35 letnia kobieta, która przeszła wylew. Nie jadła samodzielnie, nie chodziła i nie mówiła. Wyglądała na 50 lat. Pracowała w szkole jako opiekunka pedagogiczna do osób z niepełnosprawnością. Wylew miała przez stres w pracy. To mną wstrząsnęło bo widzę, że za chwilę mogę podzielić jej los i zacząć być warzywem. Przeraziło mnie to tak bardzo, że teraz każdy ból serca (które miałam od wielu lat) postrzegam jako zagrożenie. 




30.01.2017, 22:58 | przyjaźń
GB&GL

Nigdy nie pozwalaj by życiowe zera wracały do Twojego życia jak bumerangi. Szanuj swój czas. Ty poszłaś do przodu, jesteś kobietą sukcesu. A to są zera, które własnej dupy z życiowego gówna nie potrafią sobie sami podetrzeć. Jest na świecie kilka miliardów ludzi podobnych do Ciebie, tych się trzymaj i idź do przodu :)