01.01.2015, 17:16 | filozofie
Nowy Początek

Miniony rok to pasmo niepowodzeń. Chyba zaklęta D. popełniałam błąd za błędem. Tego mi pewnie życzył żegnając się ze mną w duchu. Gorzkie smaki poznawałam od początku roku spotykając się z nieludzkim traktowaniem ze strony Fundacji, ZUS i ludzi, w których z niewidomych przyczyn drzemie taka nienawiść. Nawet nie do końca mogę napisać szczerze co myślę, ale byłoby niecenzuralnie. Nie wiem jak przeżyłam to wszystko zaliczając tylko kilka mniejszych i większych dołków. Obyło się bez zniszczeń, co cieszy mnie bo wygląda na to, że jednak mam coś z niezniszczalnej bohaterki wymyślonej na potrzeby kampanii. Może więc nie była do końca wymyślona? Bolało gdy upadałam, bolało gdy się wznosiłam bo wiedziałam, że oczekiwania wzrosną, a ja mogę im nie podołać. Ale dlaczego? Ja nawet nie muszę się zmieniać by spełniać oczekiwania większości. Wystarczy, że wrócę do życia jakie prowadziłam i prowadzić lubię. Spokojnej, zrównoważonej kujonki. Wystarczy dodać nieco więcej aktywności sportowej i charytatywnej by wpisywać się idealnie w pokładane we mnie nadzieje. To nie takie trudne będąc anty-imprezowym typem stroniącym od używek i życia na pograniczu moralności. Pestka.

Mam nadzieję, że ten pech obejmował tylko stary rok, bo w nowym mam wiele planów związanych z sukcesami na każdej niemal płaszczyźnie. Mam nadzieję, że ten blog pomoże mi to poukładać i będzie dźwignią do szczęścia.

O ubiegłorocznych szczęściach nie wspomniałam, a przecież jest o czym. Zrobiłam certyfikowany kurs zgodny z przyszłym zawodem do jakiego dążę. Wróciłam na studia na przekór wszelkim przeciwnościom i niedowiarkom. Jednak wytrzymywałam w dziwnych znajomościach i nawet niektóre z nich udaje mi się kontynuować. Nie zgubiłam siebie w tym całym zamieszaniu. Miałam kontakt ze światem do jakiego aspiruję. To nie tak źle jednak z tym 2014.

Plany na 2015? Zmienić coś w sposobie odżywiania, w sposobie myślenia o sobie i innych. Pozostać wierna zasadom i przekonaniom, nie przestawać wymagać lepszego jutra. Dostrzegać małe radości w otaczającym świecie, może podróżować więcej, może jakąś pracę zdobyć? Może się zakochać? W końcu zaistnieć w swojej własnej świadomości jako ktoś dobry. Na takich dokładniejszych danych statystycznych się skupiając to minimum -15 kg, +1 tona uśmiechu, indeks 5 i 1 mężczyzna.



05.01.2015, 19:10 | Bez kategorii
Trochę o porządkach

Postanowienia Noworoczne staram się stopniowo realizować. Dzisiaj np zrobiłam obiecane 15 skłonów, brzuszków i przysiadów. Wierzę, że w grudniu dojdę do 50. Może więcej? Zobaczymy. Chce pracować nad sobą, również fizycznie. Chcę móc powiedzieć, że jestem idealna z pełnym przekonaniem. Póki co ta pewność zdarza się padać tylko jeżeli chodzi o charakter, a uściślając wartości jakimi się kieruję. Uważam, że są wzorowe i każdy powinien mnie podziwiać i czcić. Tak, to było trochę z przymrużeniem oka.

Pojawiają się w mojej głowie przemyślenia w ciągu dnia, ale niespisane na kartce ulatują do wieczora zanim w spokoju będę mogła poświęcić się notce. Tak jest codziennie. Za każdym razem obiecuję sobie, że to zapiszę w telefonie czy na kartce ale jednak tego nie robię. Wobec czego znowu siadam nad pustą stroną i... na siłę przywołuje te przemyślenia. Bez rezultatów.

Chciałam by ten blog odrywał się od formy pamiętnika w kierunku takiego może publicystycznego bardziej? światopoglądowego? Niestety, wciąż w głowie siedzą prywatne myśli o tematyce osobistej. Zatem tylko raz na jakiś czas powstaną może bardziej filozoficzne, górnolotne notki. Chciałabym kiedyś wspomnieć jak zakończyła się "znajomość" z HE zwanym Księciem. Może to zrobię, a może uznam że to bez sensu.

Udzieliło mi się marudzenie. Spotykam ostatnimi czasy samych patałachów życiowych. Naprawdę. Takie wampiry energetyczne, że to kosmos. Nie rozumiem czemu jeszcze tkwię w niektórych tych znajomościach skoro nie przynoszą mi żadnych korzyści - ja nawet nie lubię z tymi ludźmi rozmawiać. Tak szczerze mówiąc. Nawet się nie uśmiecham w czasie rozmów. Męczą mnie ciągłym monologiem wyrzutów. Obiecałam sobie, że będę unikała ludzi, którzy swoim charakterem będą sprawiali mi jakąkolwiek przykrość, a wymuszanie na mnie rozmów taką przykrością poniekąd jest.



08.01.2015, 23:04 | Bez kategorii
power over

Bądź łaskawy 2015 Roku bo zaczynasz mi się podobać.



13.01.2015, 16:01 | rodzina
Rodzinne dramaty

Wczoraj tata wkurzył się i wydarł na babcie, która niczego nieświadoma zadzwoniła prosząc mamę do telefonu. A mama w szpitalu na kolejnej operacji. Swoje zaniedbanie wobec córki usprawiedliwia koronkami do miłosierdzia bożego i spotkaniem opłatkowym w grupie różańcowej. Proszę, powiedzcie mi czy o taką miłość chodziło Bogu. Czy za taką miłość matki do córki życie oddał Jezus. Ja nie jestem wierząca i tego nie wiem, ale podejrzewam, że chyba Bóg, Kościół i kółko różańcowe mają drugorzędne znaczenie gdy córka leży w szpitalu, choruje na raka i ma coraz mniejsze szanse na "tu bi kontinju". Co ja tam wiem, mówię tak bo zaślepia mnie nienawiść do kleru. Mówiłam, że układ babcia-mama to chora patologiczna więź. Może i chciała dobrze, może tak było. Tylko, że wyszło jak zawsze.
Nie tak dawno zarzekała się, że ma kilka tysięcy i może mi dołożyć do czegoś, np aparatu ortodontycznego. Teraz mam dużo poważniejszą ale również zdrowotną potrzebę, a ona nawet nie dzwoni i nie pyta czy może przyjść i pomóc mi ugotować dla rodzeństwa obiad. Ma na nas wyjebane. To mama jest w szpitalu, ja skacząc na jednej nodze gotuje obiady, a ona siedzi u siebie sama, bez obowiązków poza swoim tyłkiem i ma do nas może z 200m. Jest sprawna fizycznie! Nie rozumiem tego. Gdyby ciocia zadzwoniła do niej i poprosiła o podlanie kwiatków to by 2 km z buta darła by podlać roślinki. Wie jak nam ciężko z kasą i wszystkim, a nam nie pomaga. Zawsze stronniczo byliśmy najmniej ważni.

W moich wspomnieniach z dzieciństwa nie ma babci w ogóle. Ani dziadka - ale z racji alkoholizmu za nim nie tęsknie w ogóle.
Któregoś razu mama znalazła mój stary zeszyt z gimnazjum. Przeczytała opowiadanie jakie napisałam. Polecenie do pracy domowej było "przytocz bajki jakie opowiadała Ci babcia", napisałam zgodnie z prawdą, że babcia nigdy żadnej bajki mi nie opowiedziała za to pamiętam opowiadania mamy. Takie też opisałam w dalszej części "o kotku i koguciku". Mama powiedziała, że przeczytała to babci gdy była u niej kiedyś z wizytą po pierwszym zabiegu operacyjnym. Musiało zaboleć, a może wcale nie? Może mnie jako babcię by zabolało, że wnuczka mnie nie pamięta, ma negatywne wspomnienia, unika mnie i czuje do mnie żal bo nie wystarczyło mi chęci by wysłuchać niegdyś drugiej wersji pewnych zdarzeń. Może to ja jestem wrażliwa, a babcia nie widzi swoich błędów, nie odczuwa tego tak bardzo. Kto wie.

Tata dobrze zrobił, nie powinno się wiecznie pobłażać. To nie pierwszy raz. Mama ma za kilka dni 49 urodziny, babcia nawet nie pamięta. Nigdy nie pamiętała. Nigdy nie chcę być taka jak babcia i nigdy nie chcę być taką mamą jak moja dla mnie - surową i chłodną. Jak oszukać przeznaczenie?



17.01.2015, 14:02 | miłość
mężczyźni

Przypomina mi się Były ostatnio. Straszna tęsknota. Nieusprawiedliwiona niczym. Nie napisałam mu urodzinowych życzeń w zeszłym roku. On mi też nie. Nie nękają mnie też lęki, że znajdzie bloga nawet mam wewnętrzne przekonanie, że już go to nie obchodzi. Mam swoje życie, on ma swoje. Sądząc po tym że się nie odzywa od 3lat to znak, że jakoś je sobie ułożył i jest szczęśliwy. Cieszę się chociaż ja wciąż jestem wędrowcem i tułam się z jednego na drugi koniec skrajnych emocji.

No i Król... milczenie z jego strony też dostrzegam i nie powiem żeby mi się to podobało. Przyzwyczaiłam się, że ktoś długo jeszcze jęczy za mną i błaga o kontakt. A tutaj nic, pustka.

W nicości był dobry jeszcze D. zaskakujące, że się nie odzywa. Ciekawe czy mnie szukał, czy kiedykolwiek zaczynał pisać maila nawet jeżeli pełnego 'kurw i chujów'? Bo ja parę razy zaczynałam ale kasowałam wszystko bo uważałam, że nie mogę sobie na to pozwolić. Ja jestem tylko ciekawa czy chociaż raz pomyślał sobie "miała rację!". Chciałabym wiedzieć czy się zmienił, czy się ogarnął w życiu i teraz realizuje moje porady względem innej. Oby tak było.

Uczuciowa pustka. Ale może to i lepiej? Póki studiów nie skończę nie bardzo chcę się rozpraszać. Ale znowu piszę to, a mam nadal konta na portalach randkowych.. Trochę konsekwencji młoda Damo. Nie wiem czy chcę. Mam dopiero 20-parę lat. Mogę być czasem niezdecydowana. Mogę?



19.01.2015, 14:46 | ja/moje
praca nad sobą

Powinnam zacząć od siebie. Powinnam schudnąć, bo wydaje mi się że poza tym jestem dostatecznie atrakcyjna by kogoś znaleźć. Czołg mnie nie przejechał więc twarz mam OK. Drobne mankamenty urody świadczą przecież o naszej wyjątkowości i realności :)
Tak więc postanowienie na ten rok to zrzucić te 15-20kg nadbagażu. To i tak nie będzie nawet dotknięcie ideału, ale i nie chcę nim być.

Największa praca czeka mnie i tak z uwagi na bardzo ciężki charakter, który trzeba trochę załagodzić, zejść z tonu i przestać się oceniać jako kogoś lepszego od innych ze względu na prawie wszystko. Oj będzie ciężko...



20.01.2015, 13:40 | ja/moje
kobietą być

Właśnie kupiłam pierwszą w życiu spódnicę. Czuję się... nieziemsko.



21.01.2015, 14:10 | filozofie
gożkie rzale

Prawda jest taka, że faceci to straszni idioci. Hipokryci, debile, ćwoki, kurwiarze i oszołomy.

Spotted. Gorzkie żale jednego z Panów, że kobiety takie suki, że każda patrzy na portfel i urode - Ty no kurwa arcy mistrz się odezwał! Komentuję, że przecież to oczywiste, że patrzymy i na kasę i na klasę, no heloł?! A później zagaduje do mnie autor pretensji i żali się dalej, a to życie na fair, a to kobiety okropne, a to przez brak zdrowia nie będzie mógł rodziny wyżywić, a to to i tamto i milion innych powodów. I tak sobie myślę, i Ty się człowieku dziwisz, że żadna Cię nie chce?! Jak ja po 10 min rozmowy, a raczej monologu oskarżającym cały świat za Twoje niepowodzenia mam ochotę w łeb Ci kulką strzelić? I jak mówię, że nie ma tak źle bo są gorsze sytuacje to oczywiście "nie wiem co mówię", a ja wiem nawet jeszcze lepiej niż on. Kazałam mu spadać jeżeli coś mu nie pasuje. No i się biedny obraził. Odwrócił kota ogonem i to mi kazał spadać. No to spadłam. Dzisiaj znowu pisze do mnie, a ja niewzruszona. Bo ja to nie mam czasu, ani chęci kolejnych monologów słuchać...

Pokolenie męskich księżniczek, cipek i nieporadnych gamoni.

Żadna szanująca się kobieta nie zgodzi się upaść tak nisko by być z kimś tak ubogim intelektualnie i emocjonalnie. Tak myślę.



22.01.2015, 17:10 | ja/moje
turbodoładowanie

Przez tych marudnych facetów sama staję się marudna. Udzielają mi się nastroje otoczenia. Preferuję pozytywniejszych ludzi, ambitnych bo to mnie nakręca i pomaga się zmobilizować do realizowania własnych planów. Sama też wolę taka być niż sprowadzać kogoś na dno, bo mi nie wyszło to teraz i Tobie nastrój zepsuję. Chciałabym być baterią AA ;)



23.01.2015, 22:37 | filozofie
hamulec

Jeden z fajniejszych dni ostatnimi czasy :) Lekarz, zakupy, dobra kolacja, film z rodzeństwem i miłe pogaduszki na FB. Niewiele mi do szczęścia trzeba.

Choć smutna refleksja się pojawiła: to tylko moje życie się zatrzymało, świat pędzi dalej.



25.01.2015, 17:23 | Bez kategorii
Ownlogowy Bunt

Może powinniśmy się zbuntować i skontaktować z administracją serwisu, która powinna go sprzedać albo ruszyć dupsko do roboty bo to niepojęte dla mnie tak zostawiać platformę blogową i "niech się dzieje co chce, my spierdalamy". Gdybym była bardziej ogarnięta w sprawach informatyki to z chęcią bym przejęła ownloga i rozwijała go dając więcej możliwości użytkownikom, a tak? Co ja mogę...

W tej chwili to strach jakiekolwiek notki tutaj wrzucać bo może się okazać, że jutro ownlog umrze, będziemy widzieć tylko białą stronę i nic więcej. Sprawdzałam wiele innych platform i tylko tutaj czuję się "sobą". Nie chcę się przeprowadzać. Znowu. Chociaż denerwuje mnie brak prywatności tutaj, to że każdy każdego już rozpoznaje i nie da się schować przed niepożądanymi widzami. No ale to jednak ownlog. Dom.



27.01.2015, 19:29 | rodzina
i się zaczęło...

"nie możesz taka być", "jesteś jak Tata", "zmień się", "mam nadzieję, że nie mówisz na głos takich rzeczy"... Mówię, Mamo.
"nie wychodź za mąż tylko dlatego, że nie wypada być samotnym" - a czy widziałaś może żeby od 4lat się ktoś koło mnie kręcił na poważnie? Nie. więc przestań piłować...
"za dużo wymagasz od facetów" - masz rację, wymagam niewydepilowanych jaj i penisa. dużo. dużo za dużo.
muszę schudnąć... "ano, musisz bo już taki pulpecik się z Ciebie zrobił" - nie no trzymajcie mnie!
"chodź tu to Ci pokażę jak to się robi żebyś po mojej śmierci umiała" aaaaaaaaaaaaaaaaha.



29.01.2015, 15:04 | kariera
niestudentka

Po jaki chuj ja szłam na te studia?
Nie jestem w stanie napisać już ani jednego zdania. Jestem wykurwiście zmęczona. Po prostu zwoje mi się przegrzały. Nie jestem w stanie ULUBIONEGO TEMATU podjąć w swojej pracy!!!! No kurwa mać. Nie chce już studiować. W moim wieku to się pieluchy zmienia, a nie zapierdala na uczelni.



30.01.2015, 20:58 | przyjaźń
przyjaźń podbudową związku

Kryzys pożegnałam jeszcze wczoraj po wylaniu kilku łez, rozmowie z ziomkem i posłuchaniu paru piosenek "Smerfnych Hitów". Jednak się podniosłam i napisałam kilka stron. Dzisiaj dopisałam kolejne kilka. Jestem z siebie dumna. Bardzo dumna. Dostałam też dzisiaj kolejną 5 do indeksu. No, najlepiej! :) Okazuje się że spośród 9 jak dotąd zaliczeń i egzaminów mam tylko jedną 4.5. Reszta 5. Mów mi Mistrzu. Wciąż zastanawiam się nad doktoratem, tym bardziej że stworzono instytut mojej specjalności... Ktoś z Was robił/robi doktorat?

Tak w ogóle to dzisiejszy wpis ma być nie o tym. O ludziach.

Gdy spotykałam się jeszcze z moim Byłym było pomiędzy nami całe nic. Nigdy się nie przyjaźniliśmy, nigdy też nie udało nam się zakumplować. Przez 5 lat związku nie nauczyliśmy się ze sobą rozmawiać. Od zawsze były kłótnie, narzucanie swojego zdania drugiej osobie. Żadnych kompromisów. To smutne nie mieć zaufania do partnera. Jak ma funkcjonować coś takiego? dzisiaj to wiem, wtedy tylko domyślałam się nieuchronnego końca.

Z D. mogłam rozmawiać godzinami, ale jego notoryczne pretensje o wszystko były nieznośne. Nie lubił braku posiadania mnie na własność, jak jakiejś bule rzeczy. I mówi się, że w związku chodzi o umiejętność rozmowy... No owszem, ale nie wtedy gdy ta rozmowa to tylko przerwa pomiędzy wyrzutami.

Z Księciem gadaliśmy jak para przyjaciół ale prócz tego notoryczny kontakt fizyczny - pocałunki - niszczył czystość pojęcia przyjaźń. Ale to prawda, rozmawialiśmy. Mimo skrajnie różnych poglądów nie kłóciliśmy się, nawet nie dyskutowaliśmy. Po prostu wymienialiśmy się poglądami. To miłe wiedzieć, że ktoś Cie akceptuje. Niestety zaufania jakie należy się przyjacielowi nie umiałam mu udzielić. Dlatego też odmówiłam przyjaźni którą oferował.

Obecnie mam kilku takich pro kolegów, ale w czysto-wirtualnej formie. Mogłabym powiedzieć im wszystko, choć często wszystkiego mówić nie chcę. To nawet nie jest kwestia braku zaufania bo akurat w tym przypadku ono mi nie dolega. Nie chce jęczeć i się żalić. Nie lubię narzekania. Ale to świetna rzecz wiedzieć, że w razie koszmarnego dołka np jak wczoraj niemocy twórczej mogę napisać komuś "ja to pieprzę, rzucam te cholerne studia". Wywalenie z siebie presji, wszelkich frustracji to jedno, ale uzyskanie wsparcia to rzecz druga. Dobrze było przeczytać spokojne "wierzę w Ciebie" i faktycznie się podnieść.