05.01.2013, 22:30 | miłość
noworoczne iskierki

Ostatnie dni, a może raczej pierwsze dni Nowego Roku upływają mi na nauce i wieczornym pogaduchom z pewnym Panem, którego poznałam na dzień przed pierwsza gwiazdką. Po cichutku liczę, że coś z tego będzie bo jest zdecydowanie niezwykły chociaż początkowo wcale się taki nie wydawał. Przez te już 2 tygodnie wymieniamy maile co kilka chwil i sam nazwał to formą uzależnienia. Miłe. Póki co staram się nie rozpalać w sobie nadziei bo wiem jaka potrafi być ulotna. Spotkamy się z końcem stycznia (bo taki jest wstępny termin 'pierwszej randki') to będzie można napisać o tym coś więcej.

Nauka? Tragicznie. Nie mogę się skupić, a jak już się skupię to na krótki czas. Egzaminy mam straszne i to już od 10-tego zaczynam aż do samego końca stycznia. Mam nadzieję, że moja wiara w siebie i szczęście będzie mi sprzyjało tak samo jak w zeszłym roku. Muszę w to głęboko wierzyć bo inaczej sesja może nie pójść tak pozytywnie jakbym tego chciała.

Napisałam maila do Fundacji, która zasponsorowała mi protezę najnowszą czy mogliby mi doradzić w jaki sposób mogłabym liczyć na wsparcie finansowe by móc spełnić te marzenia o W jak Warszawa. Czekam na odpowiedź i mam nadzieję, że będzie pozytywna i nie zgasi moich nadziei odnośnie magisterki na tym kierunku, na jakim bym siebie widziała. Modle się o pomoc bo bez niej mogę tylko marzyć o mgr przed nazwiskiem.



12.01.2013, 23:00 | kariera
ciemność widzę

Zaczyna się wszystko pieprzyć. Fundacja odpisała, że nie jest w stanie mi pomóc. Że im przykro. Rozumiem. Kiedyś pisałam też, że zgłosiłam się do lokalnej prasy/tv z prośbą o wsparcie projektu video YT i ten 2 miesięczny brak odpowiedzi uznaję za odmowę.

Sesja? Siwieję z dnia na dzień oczekując na wyniki. Boję się, że nie poszło mi wystarczająco dobrze chociaż wyszłam raczej zadowolona z egzaminu. Proszę los o ocalenie.
Staram się pocieszać siebie samą, że jeżeli nie idzie mi w kwestii nauki tzn, że zacznie układać się w sercu. Ale jednak nauka jest dla mnie ważniejsza. Jeszcze przez te pół roku, do obrony... będzie ważniejsza.

Tak bardzo nie chce mi się już żyć wśród tych dennych ludzi. Ja najnormalniej w świecie cierpię. Cierpię katusze. Mam takie niedowłady dookoła siebie, że to szkoda słów.

No i brakuje mi TKINCZa. Nie tęsknie czy coś. Po prostu brakuje mi tych wszystkich odpałów, żartów, szeptów na zajęciach, erotycznych smsów, zielonej herbaty i piwa z Nim. Zjebałam, miał prawo zachować się właśnie w taki sposób. Kończąc znajomość, po prostu. Nie jesteśmy nawet na "cześć" i strasznie mnie to boli. Ta cisza między nami.



18.01.2013, 20:00 | zdrowie
majaki

Choruję. Gorączka nie spada poniżej 38.5* i zaczynam chyba mieć zawroty głowy. Nie lubię być chora. Wydaje mi się, że znoszę to gorzej niż inni bo mam słabszy organizm ze względu na brak ruchu i powietrza. Od kilku lat prawie nie wychodzę z domu, moje mięśnie są takie... nijakie. Gdy brat mnie złapie za ramię mam siniaki. Autentycznie. Kiedyś byłam szczuplejsza, a bardziej odporna... dzisiaj jestem świnką pigi a wystarczy mnie lekko tknąć, a mam obrażenia 3go stopnia. Chore to.

Egzamin, o który się tak bałam, zdałam jako jedna z dwóch osób. Kolejne dwa też przepchnęłam do przodu na 5tki. Tylko co mi po tych wspaniałych ocenach jak nie mam szans na studia w wymarzonej Warszawie? Zaczynam się poddawać. Najzwyczajniej w świecie motywacji mi zabrakło.

Jeszcze 2tyg do spotkania z Panem Ideałem, który może okazać się wadliwym towarem. Byłabym okropnie zawiedziona. Od dawna nie poznałam nikogo kto spełniałby tak wiele z cech z mojej listy 'wymaganych'. Staram się nie psuć ale coś jestem za dobra i za miła jak na mnie i już mnie nosi by coś nabroić. Chyba nie lubię spokojnych relacji. Adrenalina, kłótnie i czułe godzenie jest w tym wszystkim chyba najlepsze.



25.01.2013, 23:00 | miłość
losing you

Byłam pewna, że to Ten. Tak wiele cech było wyrwane z listy ideału. Dzisiaj jestem na granicy zerwania znajomości. To zdecydowanie nie jest "to". Chociaż nadal nie znamy się w realu ja tak doskonale wiem co się wydarzy, że nie chcę po prostu przez to przechodzić. Po co samowolnie pchać się w cierpienia i ogromny zawód? To typowy przedstawiciel typu "przyjaciel wszystkich". Ja mam alergię na takich po TKINCZu. Serio, mam alergię i rzygam takimi ludźmi. Nie chcę się takimi otaczać bo to najbardziej fałszywe istoty na ziemi.

Poszukiwania miłości to chyba najgorsze co mnie w życiu spotkało. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek będę żebrała o uczucie. Ja? Ta pewna siebie, piękna i zgrabna dziewczyna z uśmiechem na twarzy? Nie... Wszyscy, ale nie ja. A później los ze mnie zakpił i postawił na drodze Jedynego i wszystko się spierdoliło. Nie ma już tamtej uśmiechniętej dziewczyny. Jest wiedźma.



31.01.2013, 16:30 | przyjaźń
iskierka człowieka

Nie istnieje nic takiego jak dobroć w człowieku. Przekonuję się o tym każdego dnia od co najmniej 15 lat.
Sytuacja w gimnazjum powinna mi uzmysłowić, że nie można ufać nikomu, nawet członkom rodziny. Chyba nie spełniła tego zadania bo wciąż i wciąż mimo kolejnych gorzkich doświadczeń ufam ludziom, chcę w nich wierzyć. Wierzę w to, że człowiek możne być dobry. Ogółu ludzi jednak nienawidzę.
Dorosłam w między czasie. A może po prostu przybyło mi lat, a rozum zatrzymał się na etapie gimnazjum. Popełniam te same błędy co kiedyś. Wstyd mi za siebie samą, że jestem czasami aż do takiego stopnia naiwna.

Tak było i tym razem.

Podszedł do mnie pewien przystojny chłopak i się przedstawił. Usiadł obok mnie na ławce przed salą wykładową. Po chwili przysiadły się do nas dwie dziewczyny i tak trzymaliśmy się pierwsze kilka miesięcy. Właściwie to chyba cały rok akademicki 2010/2011. Pierwsza sesja nigdy nie jest łatwa. Wiem to od dawna, bo niejedną pierwsza sesję mam już za sobą. Przygotowywałam się solidnie ze swoich notatek i chętnie pożyczałam je mojej małej paczce, koledze i dwóm koleżankom. Kiedy któregoś dnia, przed egzaminem zobaczyłam że nieznana mi z imienia dziewczyna siedząca obok mnie ma na kolanach kserówki z mojego zeszytu wstrząsnęło mną. Notatki dawałam tylko tym trzem osobom. Byłam przekonana, że nie muszę mówić "nie dawaj innym", że to przecież oczywiste. Myliłam się. Notatki ukróciłam i powiedziałam głośno, że to było chamskie i więcej sobie nie życzę rozdawania moich notatek. Wszyscy mnie znienawidzili. Takie łatwe naiwne źródło wiedzy schowało się za kurtyną. W semestrze letnim notatki były ukrócone i dawałam je tylko wtedy gdy sama egzamin zaliczyłam, a ktoś miał drugie podejście. Na drugim roku skład się wykruszył bo jedna z dziewczyn z paczki odeszła, a druga znalazła inną koleżankę. Zostałam tylko ja i kolega, który zaczął pracę więc z jego obecnością było różnie, chociaż starał się bywać na większości zajęć.
Stał się moim bliskim znajomym i nawet nie wiem kiedy przestaliśmy się rozstawać. Robiliśmy razem referaty, prace w grupie i razem uczyliśmy się do egzaminów. Ja robiłam notatki, skanowałam mu przepisane i podkreślone na kolorowo zeszyty. Bywało tak, że siedziałam do 2-3 w nocy by miał jeszcze czas przejrzeć je przed pierwsza zmianą w robocie. Poświęcał mi swój prywatny czas. Przychodził niezapraszany, kupował piwo i plotkował ze mną, dzielił się frustracjami, rozkminami i radościami. Ja też wiele godzin opowiadałam mu o sobie i swoich problemach ze zdrowiem, fundacją, z Jedynym. Prosiłam by nigdy nikomu tych notatek nie dawał. Obiecywał, że są tylko dla niego. Wierzyłam mu, bo nie miałam podstaw by tego nie robić. Skany zdarzało mi się wysyłać koleżance z którą zaczęła się trzymać tamta znajoma z pierwszego roku, która została na studiach. Rzadko, bo raczej miała swoje notatki, ale zdarzało się, że ją ratowałam bo miała je niekompletnie. Sympatyczna jest i wzbudza zaufanie. To taka moja magiczna dwójka. Kolega i koleżanka, z którymi najchętniej rozmawiałam i przebywałam nie musząc nikogo udawać. Miałam wrażenie, że moje notatki faktycznie są tylko dla naszej trójki i nie ma ich nikt inny. Sesje zaliczyliśmy wszyscy bez żadnych problemów i spotkaliśmy się w tym roku akademickim.
Ostatni rok licencjatu. Kolega zatrudnił się na etat więc musiał przejść na IOSa, przestał przychodzić na zajęcia. Koleżanka jednak została i raczej trzymałyśmy się razem. Notatki w tym semestrze dałam tylko tej jednej koleżance. Z kolegą kontaktu praktycznie nie mam. Wczoraj otrzymałam wyniki z ostatniego egzaminu - zdałam. Ogromnie się cieszę, bo uwalił 20 osób, a mnie się udało... już po raz drugi w tej sesji. I nagle, po godzinie od wyników dostałam niesympatycznego newsa. Od koleżki z roku niżej. Podpytywała mnie o pytania jakie mieliśmy w zeszłym roku z jednego z przedmiotów. Później wspomniała, że mają jakieś notatki bo starosta im wysłał na maila. Coś mnie zakuło w sercu i poprosiłam by wysłała mi te ponoć "zajebiste notatki". Na ekranie monitora wyświetliło mi się zdjęcie skanu. Skanu moich notatek. Furia w jaką wpadłam przekroczyła chyba oczekiwania nawet mnie samej. Posypały się gorzkie i wulgarne słowa pod adresem kolegów z roku, z naciskiem na tych bliższych mi ludzi. Oczywiście fala oburzenia poszła też na mnie bo oczerniam ludzi "niewinnych". Wyjaśnianie jeszcze raz skąd ta moja złość i pisanie, że moje zdrowie już nie istnieje i te resztki chciałabym szanować, że sama troszczę się o swoje egzaminy i notatki by się móc do nich przygotować to jedno, ale drugą stroną są oni, koledzy i koleżanki z roku którzy mnie chamsko wykorzystują wiedząc, jak kiepsko jest ze mną i widząc jak z każdym dniem poruszam się coraz gorzej. Chyba nie muszę Wam pisać kto zawiódł w tej całej historii. Prócz mnie samej i mojej naiwnej wiary w drugą osobę, w dobre serce jakim zawsze się kieruję... TKINCZ zawiódł mnie tak bardzo, że czuję jakbym straciła 90% serca. Wierzyłam mu i ufałam bardziej niż komukolwiek innemu. Chciałam wierzyć, że jest moim przyjacielem skoro tak wiele godzin poświęcał chorej kalece. Nie myliłam się w przeczuciu, że to wszystko po moje notatki ale chciałam jednak wierzyć, że jest inaczej, że mnie lubi. Tak po prostu. No i ta koleżanka, która nie dałaby zginąć tej drugiej z pierwszego naszego wspólnego roku. Wszystko się wydało. Przykro mi bardzo i boli mnie to jeszcze bardziej.
Nawet nie płakałam, nie popłynęła mi ani jedna łza. Wkurwienie było i jest tak ogromne, że nie pozwala mi się złamać. Mogłam się nie odzywać, nadal dawać się wykorzystywać i nikomu nie mówić, że wiem jakich mam fałszywych ludzi obok siebie. Ale to już nie gimnazjum. Ja też nie jestem już tamtą Alabastrovą. Słabą i miałką. Jestem silną kobietą, która zna wartość tego co robi. Wiem jak wiele siły kosztują mnie te studia, osiąganie marzeń o wyższym wykształceniu. I nie dam się wykorzystywać. Już nie.

A przyjaźń? Kpina. Nie ma czegoś takiego jak przyjaźń.