30.11.2018, 17:43 | filozofie
poprzeplatane

W wątpliwościach życiowych zasłuchuję się w mentoringu ojca Szustaka. Tak, jestem ateistką i nie mam najmniejszego zamiaru zmieniać światopoglądu. Jego głos i spokój pomogły mi się wyciszyć po kłótni z Księciem. Nie rozwiązuje to moich problemów, nie jestem nawet odrobinę bliższa rozwiązania, ale odbieram to jako taką kolejną parę oczu, która może coś obserwować.

Stoję przed decyzją o zmianie życia. Całkowicie. Pracy, miejsca zamieszkania, przyjaciół i hobby. Myślę, że ten proces zmian nastąpił wraz z rozpoczęciem terapii. Po 1.5 roku mogę powiedzieć, że potrafię zobaczyć szanse i wyzwania poza problemami, które mogą wyniknąć z tej decyzji. Tylko brakuje mi przekonania, kopnięcia w stronę tych zmian. Odwagi.

Mam wspaniałego partnera. Nie mogłam sobie lepszego wymarzyć i wyśnić. Nie wiem czy będzie z tego ślub i dzieci, ale na ten moment jest dosłownie idealnie. Mam wątpliwości, ogrom, ale mimo to brnę dalej bo wiem, że nie da się nigdy być do końca pewnym. Powtarzają mi to koleżanki, siostra i psycholog. Cieszę się, że potrafimy rozmawiać o wszystkim, że rozwiązujemy nasze konflikty rozmową, że się oboje zmieniamy. Tylko nie wiem czy te różnice i moje wady nie przeszkadzają mu na tyle, by dał sobie spokój. Mam nadzieję, że nie. Czasami mam wrażenie, że idealizuję naszą relację, a on ma o niej zupełnie inne zdanie. I nie wiem czy to fakt, czy moje demony z przeszłości się budzą.